Józef Stalin zmarł 50 lat temu, ale zbrodniczość systemu

jest wciąż kwestionowana


„Czarna księga komunizmu” – ciąg dalszy...

Jacek Kubiak z Paryża



Zbrodnie komunizmu w niektórych kręgach na Zachodzie są ciągle tematem tabu. Na ile przełamała go „Czarna księga komunizmu”, wzbudzający emocje bestseller z 1997 r.? – zastanawia się w wydanym właśnie we Francji suplemencie do „Księgi…” inicjator obu tomów, Stéphane Courtois. 


„Czarna księga komunizmu” pomyślana była jako bilans zbrodni komunistycznych i zarazem porównanie zbrodni obu totalitaryzmów: komunizmu i hitleryzmu. Liczbę ofiar tego pierwszego Courtois oceniał na 85-100 mln, z czego 65 mln w Chinach, 20 mln w ZSRR, 2 mln w Korei Północnej, tyleż w Kambodży, 1,7 mln w Afryce, 1,5 mln w Afganistanie itd. Takie podejście wywołało dyskusje w różnych krajach. Przetłumaczona na 26 języków (wyd. polskie: Prószyński i S-ka 1999) „Księga” stała się punktem odniesienia dla historyków i politologów. Teraz ukazała się druga jej część, pod ironicznym, nawiązującym do „Międzynarodówki” tytułem „Du passe faisons table rase! Histoire et memoire du communisme en Europe”, co można przełożyć jako „Wyrzućmy pamięć o przeszłości na śmietnik! Historia i pamięć o komunizmie w Europie”.
Pierwsza część „Księgi” poświęcona była zbrodniom w Rosji, Chinach, Kambodży, Nikaragui, Peru, Etiopii, Angoli, Mozambiku, Polsce i na Bałkanach. „Du passe...” bilansuje zbrodnie popełniane w NRD, Estonii, Rumunii, Bułgarii, Grecji (zbrodnie popełnione na Grekach w ZSRR i w krajach „bloku”; wspomniany jest np. obóz w miejscowości Krostsenko w Polsce, gdzie funkcjonariusze Greckiej Partii Komunistycznej torturowali i likwidowali oponentów) i we Włoszech. 
Ostatni rozdział jest wyjątkowy, bo poświęcony odpowiedzialności jednego człowieka: Palmiro Togliattiego. Ta legenda komunizmu włoskiego i międzynarodowego, współpracownik Stalina, Dymitrowa i Tity, odpowiadał za likwidowanie włoskich komunistów na emigracji w ZSRR i za „czystki” wśród Włochów, którzy znaleźli się na terenach zajętych przez partyzantów Tity. Togliatti firmował też tzw. masakry w foibach, tj. grotach, do których strącono przeciwników politycznych (we Włoszech przyjął się wówczas czasownik infoibare: zabijanie skazańców w grotach). Dopiero w 1991 r. zaczęto we Włoszech mówić o foibach, a prezydent Francesco Cossiga oddał cześć zabitym w grocie Basovizza (dziś na terenie Włoch). 
Źródłem komunistycznego zła był ZSRR i Courtois wraca do tego w „Du passé...”. Większość zebranych w nowym tomie tekstów, to monografie historyków: Martin Malia z Berkeley, Diniu Szarlanow, Liubomir Ognianow i Plamen Tzwetkow z Sofii, Romulus Rusan z Cluj w Rumunii, Ilios Yanakakis (Grek, na emigracji w Pradze, a po 1968 r. w Paryżu) i francuski italianista Philippe Baillet. Rozdziały napisane przez Joachima Gaucka (b. szefa urzędu nadzorującego akta tajnej policji NRD), Marta Laara (premiera Estonii 1992-94) i Aleksandra Jakowlewa (teoretyka pierestrojki) to raczej opowieści świadków. 

„Stalinizm nie, komunizm tak!”
Najistotniejszy jest jednak tekst samego Courtois, zatytułowany tak, jak cała książka: historyk tłumaczy na 150 stronach genezę drugiego tomu i wracając do sporów o pierwszą część „Księgi” rysuje dzisiejszy stan świadomości na temat zbrodni komunistycznych, na zachodzie i wschodzie Europy. Na ile spełnia swój zamiar? Czytelnik będzie mógł znaleźć odpowiedź po przeczytaniu tłumaczenia książki; tu pokuszę się jedynie o kilka subiektywnych refleksji.
Za datę zgonu systemu Courtois uznaje 23 sierpnia 1991 r. – wtedy nastąpiło starcie Michaiła Gorbaczowa z Borysem Jelcynem, zakończone dymisją Gorbaczowa i zakazem działania partii komunistycznej w armii i organizacjach państwowych. Courtois polemizuje tu z tezą (m.in. Krzysztofa Pomiana), że komunizm zmarł śmiercią naturalną, niejako „ze starości”. Według Courtois tymczasem zgon komunizmu spowodowała „wewnętrzna niemożność adaptacji utopijnego projektu do rzeczywistości, niemożność pokonania oporu uciskanych społeczeństw, jak również opór ze strony świata demokratycznego”. Dlatego po upadku ustroju komuniści mogli zachowywać się tak, jakby nie doświadczyli historycznej porażki – mogli i mogą nie poczuwać się do odpowiedzialności za zbrodnie. Na poparcie tej tezy Courtois przytacza trudności z odsunięciem komunistów i postkomunistów od władzy w Rosji i innych krajach (pierwszy przykład to Władimir Putin). Nie ma wątpliwości: Courtois, były lewak, dalej toczy walkę o ujawnianie prawdy o zbrodniach komunistycznych, o obalenie „globalnie pozytywnej” wizji komunizmu. 
Że istnieje silna opozycja wobec poglądów Courtois, pokazały ataki na niego po ukazaniu się pierwszej części „Księgi”; zarówno we Francji, jak w innych krajach Zachodu wywołała ona konsternację na lewicy, przyczyniając się w efekcie do sukcesu książki. Na Zachodzie zbrodnie komunizmu są ciągle w wielu środowiskach kwestią tabu – albo przynajmniej tematem sytuującym się poza głównym nurtem zainteresowania – a antykomunizm nadal spotyka się z ostracyzmem. Były premier Francji Lionel Jospin, który ukrywał przez lata młodzieńczy flirt z trockistami, pisał po ukazaniu się „Księgi” o „strasznym stalinizmie”, unikając skwapliwie słowa „komunizm” – w końcu jego ówczesny rząd funkcjonował dzięki współpracy z Francuską Partią Komunistyczną (FPK). Tak czy tak Jospinowi daleko do Jean Paul Sartre’a, który w 1964 r. porównywał antykomunistów do psów.
Courtois wraca teraz do niektórych z tamtych polemik, przypominając m.in. koncentrowanie się na Zachodzie na zbrodniach faszystowskich i pomijanie zbrodni komunistycznych. 

„Francuska pasja” i jej upadek
Przyczyn tendencyjności części francuskiej prasy upatruje w zakorzenionej i przekłamanej lewicowej tradycji. Francuski flirt z komunizmem sięga w obiegowej świadomości roku 1789. Francuzi wahają się tu, czy uznać jakobinów, szczególnie Robespierre’a, za prototyp Lenina i Stalina; Dantona zaś porównuje się do Trockiego. Cóż z tego, że historycy zżymają się, iż te porównania są bezpodstawne? A Deklaracja Praw Człowieka? Czy ona też wywodzi się z myśli pre-komunistycznej? Jeśli tak, to wszystko w porządku... Przecież ona leży u podstaw francuskiej demokracji. Dlatego komuniści francuscy podtrzymywali mit jakobinów, śpiewali „Marsyliankę” pod trójkolorowym sztandarem, utożsamiali się z Komuną Paryską (1871 r.) i wywodzili myśl komunistyczną z Oświecenia... 
Także dlatego komunizm cieszy się we Francji ciągle sporą estymą, a mówienie o jego zbrodniach bywa uznawane za „politycznie niepoprawne”. Dyskusja o zbrodniach Rewolucji Francuskiej też daleka jest od zakończenia, a paryscy komunardzi „cieszą się” opinią ofiar. Dlatego tak wielkie oburzenie wśród lewicującej części elity intelektualnej Francji wywołały szacunki Courtois, że liczba ofiar komunizmu sięga 100 milionów. Katyń, deportacje narodów, głód zabijający wioski oporne wobec kolektywizacji – to pojęcia, o których tu się nie dyskutuje. Jedynie francusko-niemiecka stacja telewizyjna „Arté” nadaje czasem filmy dokumentalne poświęcone ofiarom łagrów, wyniszczeniu Kozaków, represji z użyciem szpitali psychiatrycznych... Tutaj należy upatrywać przyczyn totalnego zaskoczenia „Księgą” i braku zaufania do podawanych w niej liczb.
Traf chciał, że publikacja drugiego tomu „Księgi” zbiegła się z krachem francuskich komunistów. W wyborach prezydenckich i parlamentarnych w ubiegłym roku tzw. pluralistyczna lewica, w której skład wchodziła FPK (i Lionel Jospin), poniosła wielką klęskę. Francuzom zajrzało w oczy widmo populizmu spod znaku Le Pena. Szeregi FPK topnieją od dawna, kasa partii jest pusta, a próby odmłodzenia nie przynoszą rezultatu. Opuszczający szeregi FPK – o ile nie udają się do Le Pena – wybierają partie trockistowskie i maoistowskie, podobno o czystych rękach... Fakt, że sam Courtois ma lewacką przeszłość, dobija „prawdziwych” komunistów, bo dostarcza autorowi „Du passe...” dodatkowego oręża.
Konflikt między stalinowcami i pozostałymi lewakami tli się we Francji bez przerwy. Ci drudzy biorą rewanż za lata spychania na polityczny margines ze strony „braci większych”. Obumierająca FPK i jej dotychczasowy przywódca Robert Hue bronią się zaciekle, choć nieskutecznie. Hue przepadł właśnie (2 lutego) w powtarzanych w jego okręgu wyborach do parlamentu. Spadek poczytności organu partii, dziennika „L’Humanite” (wychodzi w 40 tys. egzemplarzy, podczas gdy w okresie świetności tuż po 1945 r. nakład sięgał 400 tys.), grozi wyciszeniem FPK. 
Francuscy komuniści tracą resztki władzy i sympatii elit polityczno-intelektualnych. I tak cieszyli się nią dłużej niż komuniści z innych krajów. Nie brakuje jednak poważnych rozważań nad genezą upadku komunizmu we Francji: właśnie ukazał się tom „Le communisme. Une passion francaise” („Komunizm. Francuska pasja”) innego wziętego historyka, Marca Lazara. Długo jeszcze historycy będą mieć w komunistach temat do badań.

Courtois, Unia, Polska
Mimo że od wydania „Księgi” minęło pięć lat, za wcześnie jeszcze na odpowiedź, na ile ona (a tym bardziej jej druga część) mają szansę wpłynąć na stan świadomości Francuzów – i całego Zachodu. Dyskusje po opublikowaniu obu tomów ukazały zanik kolektywnej pamięci o zbrodniach komunistycznych: dla wielu ludzi Zachodu są one geograficznie odległe i rozmywają się w mrokach dziejów nie-rzeczywistych. 
Uzupełnienie bilansu zbrodni komunistycznych w „Du passe...” może mieć natomiast znaczenie dziś, gdy Polska i jej sąsiedzi oczekują na wejście do Unii Europejskiej. Zrozumienie przez Zachód historii tej części Europy jest w końcu niezbędne dla naszego funkcjonowania w unijnym organizmie. Bez tego trudno mówić o współpracy. 
W eseju „Antykomunizm po komunizmie” („TP” 50/2000) Jan Kofman pisał: „Antykomunizm jako sposób myślenia, postawa mentalna, jest w Polsce równie potrzebny, jak każde inne nastawienie antytotalitarne. Rozumną rolą »antykomunizmu po komunizmie« jest budzenie sumień, odkłamywanie historii najnowszej, piętnowanie komunizmu jako systemu zła i odpowiednia w tym zakresie edukacja społeczna”. Co dotyczy wszystkich zorganizowanych form wyrządzania zła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl