Marzec po 35 latach

Marcin Król



Stopniowo, jak to zwykle bywa, zmienia się wizja minionych wydarzeń. Przez lata marzec 1968 roku był dla mnie okresem, kiedy zaczynałem dorosłe życie polityczne i zobaczyłem rzeczy okropne: państwowy antysemityzm wsparty – niestety – społecznym, brutalność dziennikarzy i policji, głupotę reżimu. Teraz jednak dostrzec można więcej z politycznej i moralnej tradycji marca, tej zwłaszcza, jaka wywiera bezpośredni wpływ na nasze obecne życie.
Marzec okazał się nie do przezwyciężenia. Wypowiedzi, nastrój, ideowe kłamstwa oraz zwyczajne świństwa nie podlegają osądowi instytucjonalnemu, a nawet Instytut Pamięci Narodowej nie bardzo miałby okazję do wszczęcia śledztwa w odniesieniu do tych zachowań, nastrojów i postaw. A przecież marzec ‘68 pozostał z nami.
To wtedy przede wszystkim, po latach wrócił język antysemickiej, a także antyinteligenckiej insynuacji, który już jakby w Polsce zanikał, wrócił i jest używany do dzisiaj. To tylko nie LPR czy Radio Maryja go kontynuowało. Przypomnijmy sobie, że w trakcie sporu o prezydenturę między Wałęsą a Mazowieckiem pojawiły się już takie insynuacje, że publikacje jawnie antysemickie – może nie czytane masowo – sprzedawane były powszechnie w Polsce od 1989 roku. W marcu ‘68 przełamany został próg wstydu i już potem było można.
Ale także po marcu przełamany został inny próg, a mianowicie świństwo świadomie czynione przestało dyskwalifikować polityków i ludzi publicznych, czyli dziennikarzy, nauczycieli akademickich lub działaczy lokalnych. Jak wielu innych, dostałem niegdyś list od władz uniwersytetu, że niesłusznie zostałem wówczas usunięty. Ale czy ktokolwiek dostał oficjalny list, że powinien zaniechać publicznej działalności, bo był świnią? A świnia marcowa tym się różniła od „komunistycznych” bandytów, że była głupia, cyniczna i pozbawiona wszelkich skrupułów oraz wyobrażeń moralnych.
W obozie „post-komunistów”, ale także w wielu innych jest większość ludzi, którzy albo już byli aktywni publicznie i wypowiadali się w marcu, jak niektórzy obecnie prominentni członkowie Senatu, albo wychowali się w tej atmosferze. A tu przecież nie chodzi tylko o ówczesną retorykę, lecz – z naszego punktu widzenia – przede wszystkim o cynizm, który już w czasach gierkowskich, a potem w naszych czasach umożliwił niepamięć i odrzucenie elementarnej przyzwoitości, co prowadziło i prowadzi do korupcji politycznej i materialnej, co także owocuje zdumiewającymi zachowaniami jednostek, a zwłaszcza polityków, którzy, cokolwiek by nawyczyniali, nigdy nie poczuwają się do odpowiedzialności.
My wszyscy z tamtego marca? Może nie wszyscy, ale niemal wszyscy. Skoro zachowania i nastroje, oraz zasady ludzkiego współżycia, jakie obowiązywały w czasach marca ‘68 i w następnych latach, nie zostały przezwyciężone, a nie zostały, to trudno się dziwić, że świat publiczny i język, jakim się posługują jego członkowie, jest tak zdeprawowany. Naturalnie, nie wszystkiemu winien marzec ‘68, czy raczej brak pełnego rozliczenia z tamtymi wydarzeniami. Jednak bezkarność obyczajowa i moralna, brak chociażby odrobiny poczucia wstydu, mieszanie porządków, wreszcie lekceważenie własnej i cudzej biografii, tak jakby świństwa nigdy nie miały miejsca, uniemożliwia jakąkolwiek sanację obyczajów publicznych. Dobrze się stało, że oficjalnie zostali przeproszeni ci, którzy wtedy zostali zmuszeni do wyjazdu z Polski, ale co zrobić z milionami tych, dla których marzec ‘68 nie stanowi powodu do wstydu, ale tylko uświadamianą lub nie uświadamianą okazję do lekceważenia prostych zasad uczciwości, godności, honoru czy wierności samemu sobie?
W marcu ‘68 w Polsce w życiu publicznym pojawiły się kanalie. Zastanówmy się, w jakiej mierze tamte kanalie żyją życie pozagrobowym lub najzupełniej normalnym do dzisiaj i w jakim stopniu psują nasz nowy świat? I co z tym zrobić? 








 









 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl