Prezentacja sztuki polskiej w Wiedniu 


Porządek i zamieszanie

Bogusław Deptuła



Dzięki mądrej współpracy Instytutu Adama Mickiewicza z partnerami w Austrii i Polsce doczekaliśmy się wreszcie promocji sztuki polskiej za granicą. Choć można odnieść wrażenie, że promocja ta dla nas jest nawet ważniejsza niż dla wiedeńczyków.


„Nowe państwo. Sztuka polska miedzy eksperymentem a przedstawieniem 1919–1939” to ekspozycja przygotowana przez dwie niezależne kuratorki austriackie, Romanę Schuler i Goschkę Gawlik. Zaprezentowano ją w otwartym pod koniec 2001 roku Leopold Museum – nowym, ale niesłychanie już ważnym dla Austriaków miejscu muzealnym. Państwo długo nie mogło podjąć decyzji o zakupie największej prywatnej kolekcji sztuki austriackiej XIX i XX wieku, zgromadzonej przez Rudolfa Leopolda, a obejmującej prace Schielego, Klimta, Kokoschki, Gerstla, Mosera. Teraz Leopold Museum jest fragmentem większej całości, która nosi nazwę Museums-Quartier. W jej skład wchodzą też m.in. Muzeum Sztuki Współczesnej Fundacji Ludwiga oraz Kunsthalle przeznaczona na wystawy czasowe. To wszystko pomieszczone zostało w ogromnym kompleksie dawnych stajni cesarskich, blisko sławnych dziewiętnastowiecznych Naturhistorisches Museum i Kunsthistorisches Museum.
W Kunsthistorisches Museum dobiegła właśnie końca wystawa „Tesauri Poloniae” poświęcona sztuce polskiej czasów I Rzeczypospolitej. W ubiegłym roku w tym samym budynku pokazywano freski z Faras, ze zbiorów warszawskiego Muzeum Narodowego. Wszystko to w ramach „Roku polskiego” w Austrii. Wystawę „Nowe państwo” włączono więc zarówno w najbardziej prestiżową przestrzeń muzealną, jak i w szeroki program kulturalny.

Malarz czy filozof?
Uwagę zwracał już sam plakat ekspozycji (obecny w całym Wiedniu), złożony z fragmentu portretu Kramsztyka, fotomontażu Bermana i fotograficznego autoportretu Witkacego. Miałem miłe wrażenie, że organizatorom bardzo zależy na tym, żeby wszyscy wiedzieli o tej wystawie i żeby na nią przyszli. Ja sam oglądałem ją trzykrotnie i przyznaję, że nigdy nie byłem jedynym zwiedzającym. Po południu było najpełniej, o poranku umiarkowanie, a o zmroku najmniej zgiełkliwie – nokturny są przecież dla najbardziej wytrwałych i wiecznie spóźnionych Japończyków.
Kuratorki wystawy za kluczową postać polskiej sztuki międzywojennej uznały Leona Chwistka – filozofa, matematyka, teoretyka sztuki, malarza. Taka kolejność jego zawodowych zainteresowań, zaczerpnięta z książki „Malarstwo polskie między wojnami 1918–1939”, nie stawia na pierwszym miejscu malarskiego powołania. Tu Chwistek był raczej samoukiem, w dziedzinach uniwersyteckich – profesjonalistą (uzyskał tytuł doktora filozofii, a jego habilitacja dotyczyła logiki matematycznej). Ogłosił drukiem „Wielość rzeczywistości w sztuce”, pracę, w której próbował wiązać różne sposoby widzenia z różnymi rodzajami sztuki. W praktyce malarskiej posługiwał się stworzoną przez siebie teorią strefizmu, w której głosił, że należy „dzielić pola widzenia według jakości kształtów, barw, tempa wydarzeń itd.”, co sprowadzało się do grupowania kolorów albo pojawiania się ich na płótnie w formie pasów. Związany z formistami, pozostawał w przyjacielskich stosunkach z Witkacym, który wielokrotnie go portretował. 
Chwistek był ważną postacią początków sztuki nowoczesnej w Polsce. Muszę jednak przyznać, że trudno byłoby mi uznać go za postać najważniejszą. Konsekwencje wyboru dokonanego przez kuratorki dają się dość prędko spostrzec na wystawie. Choć właściwie nie został pominięty żaden ważny artysta, można odnieść wrażenie marginalizacji awangardy, tradycjonalistów, rytmistów i kolorystów – ale może tak właśnie miało być.

W ośmiu strefach 
Kuratorki usiłują zastosować teorię Chwistka jako matrycę dla całej produkcji artystycznej i wyłonić osiem jej stref. Odtwórzmy zatem układ wiedeńskiej ekspozycji. „Nowe państwo” to jakby wprowadzenie w dzieje – stąd filmy z pogrzebu Piłsudskiego, plakaty reklamowe Gronowskiego i polityczne Żarnowerówny, rzeźby Wittiga i Szukalskiego. „Nowe światy. Nowe formy” to część najbardziej pojemna – znalazły się tu obrazy Chwistka, Czyżewskiego, Dołżyckiego, Strzemińskiego, Winklera, ale także meble i porcelana, stroje i ceramika. „Nowe ziemie” to rodząca się turystyka, Tatry, ale i Śląsk – tu kluczową postacią staje się Rafał Malczewski. „Realizmy” to dość klasyczny przegląd obrazów, głównie portretów, Cybisa, Gotarda, Kramsztyka, Lama, Ślendzińskiego, Zaka. „Koloryzmy” pomieściły artystów o wiele bardziej różnorodnych niż tych, których zwyczajowo wiążemy z koloryzmem: Cybisa, Czapskiego, Potworowskiego, Kowarskiego, Taranczewskiego, Witowskiego. „Ekspresjonizmy” zgromadziły głównie grafikę spod różnych znaków i orientacji – oto Szmaj, Swinarski, Skoczylas, ale także Linke i Schulz z jego rysunkami. Całość zamykają „Wizje” – pracami Berlewiego, Chwistka, Hillera, Witkacego. W tok ekspozycyjnej prezentacji włączone zostały jeszcze prezentowane równolegle polskie filmy artystyczne (min. Themersonów).

Byty wystawowe
Ten skrót nie mówi wiele o charakterze wiedeńskiej wystawy i jest dla niej pewnie krzywdzący. Niepodobna jednak napisać o wszystkich 200 eksponatach i 84 autorach. Wymieniając owe „strefy”, wskazuję na ich dowolność i nie do końca chyba dającą się uzasadnić zawartość. Powstały nowe byty wystawowe, znikły zjawiska artystyczne. 
Ale zarazem uznać trzeba pełne prawo kuratorek do swobodnego operowania zastanym materiałem zabytkowym i tworzenia z niego całkiem nowych zestawień. To odświeżające i potrzebne. Bardzo dobrze wypadła rzeźba. Prace Karnego, Strynkiewicza, Zamoyskiego zabłysły niezwykłą wprost artystyczną klasą. Jedną z najważniejszych postaci tej wystawy stał się też malarz, Rafał Malczewski, co sprawiło mi osobistą przyjemność. Spodobało mi się pokazanie Wojciecha Kossaka jako plakacisty reklamującego polskiego fiata. Portrety Romana Kramsztyka znów okazały się świetne, a wybranie „Karola Szustera jedzącego raki” na plakat to nieledwie błysk geniuszu. 
Taka forma wystawy – przygotowanej jako pierwsza prezentacja sztuki polskiej tamtego okresu – wprowadza chyba jednak więcej zamieszania niż porządku. Moje wrażenia potwierdziły się w rozmowach ze studentkami wiedeńskiej historii sztuki, które mimo wszechobecnych objaśnień, czuły się zagubione. Podobały się konkretne dzieła, ale idea pozostała nieodgadniona. Dla mnie ta wystawa ma mocno dyskusyjny charakter i dlatego mam nadzieję, że zostanie zaprezentowana polskiej publiczności i krytykom. Ale raczej nie namawiałbym do eksportowania jej za granicę.

Der neue Staat. Polnische Kunst zwischen Experiment und Reprasentation von 1918 bis 1939. Kuratorki: Romana Schuler, Goschka Gawlik, Wiedeń, Leopold Museum, 25.01.03 – 31.03.03.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl