Wspomnienie o Józefie Rybickim (1901–1986)


Jeden z Niepokornych

Tomasz Szarota



Pamiętam pogrzeb Pana Józefa. W majowy dzień do Malinówka przyjechały setki ludzi. Podczas długiej drogi z kościoła na cmentarz zauważyłem Jacka Kuronia i Marka Edelmana, a także wspaniałą postać przypominającego Wernyhorę ks. Jana Zieji. I przypominam sobie słowa wypowiedziane przez Stanisława Broniewskiego „Orszę”: „Składamy do grobu sumienie Armii Krajowej”. 


Jestem dumny i szczęśliwy, że miałem okazję kilka razy rozmawiać z Józefem Rybickim, odwiedzać go. Był dla mnie jedną z najbardziej fascynujących osób, z jakimi się w życiu zetknąłem. To dzięki niemu w mej książce o Stefanie Roweckim znalazła się fotografia tablicy upamiętniającej „Grota” w kościele św. Jakuba w Warszawie – umieszczona tam właśnie z inicjatywy Pana Józefa.
Postać Józefa Rybickiego świetnie nadaje się, by przyłączyć ją do tych, którym poświęcone są „Rodowody niepokornych” Bohdana Cywińskiego. Ów „Rzymianin z AK”, jak książkę o „Andrzeju” – filologu klasycznym – zatytułuje Wojciech Wiśniewski, był przecież jednym z tych, których biografie winny stanowić wzorce moralne dla naszej młodzieży. Jakiż to polski życiorys: udział w wojnie 1920 r., konspiracji lat II wojny światowej i Powstaniu Warszawskim, powojenny pobyt w komunistycznym więzieniu za przeciwstawienie się „władzy ludowej”, dysydencka działalność w PRL, a jednocześnie obywatelska i społeczna służba.
Nazwisko Rybickiego najczęściej kojarzy się ze sprawowanym przezeń dowództwem legendarnego warszawskiego Kedywu. Ale przecież nie tylko te bojowe zasługi i bohaterska postawa podczas sierpniowego powstania spowodowały, że Józef Rybicki dla znacznej części patriotycznej elity polskiego społeczeństwa stał się jednym z największych w kraju autorytetów moralnych. Nie mniej ważne niż żołnierski czyn i żołnierskie męstwo – a był przecież odznaczony dwukrotnie Krzyżem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych – okazały się jego odwaga cywilna, wierność własnym przekonaniom, lojalność wobec przyjaciół i towarzyszy broni, niesłychana skromność, styl życia przypominający naśladownictwo wzorców chrześcijańskiego ubóstwa. Postawę Józefa Rybickiego postaram się zilustrować kilkoma przykładami.
W 1937 r. jest on p.o. dyrektora Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Adama Mickiewicza w Nowogródku. Władze zwierzchnie żądają, by w tej szkole zlikwidować lekcje języka białoruskiego. Rybicki protestuje przeciw temu i zostaje usunięty ze stanowiska dyrektora.
W 1947 r. w Warszawie przed Rejonowym Sądem Wojskowym toczy się proces pierwszego Zarządu Głównego „WiN”. Rybicki jest jednym z głównych oskarżonych. Nie przyznaje się do winy, w ostatnim słowie prosi o łagodny wyrok nie dla siebie, lecz swego podkomendnego, Mariana Gołębiewskiego. Sam wolność odzyska w 1954 r.
W 1968 r. Moczarowska frakcja w PZPR stara się pozyskać środowisko kombatantów Armii Krajowej. Atrakcyjne propozycje otrzymuje też Józef Rybicki. Z pogardą je odrzuca. Gdy dziennikarka prosi go o wywiad na temat pomocy udzielanej przez AK Żydom, natychmiast ją zniechęca informując kłamliwie, że jego rodowe nazwisko brzmi Fiszman.
W styczniu 1982 r. Józef Rybicki wysyła na adres gen. Wojciecha Jaruzelskiego list protestacyjny przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Żąda wypuszczenia wszystkich internowanych i aresztowanych. Oprócz niego list podpiszą osoby przezeń o to osobiście poproszone: ks. Jan Zieja, Marian Brandys, Zofia Kuratowska, Stanisław Broniewski, Daniel Olbrychski i Stefan Kieniewicz. Jest mi wstyd, że o podpisie ostatniego z wymienionych, mego Mistrza, dowiedziałem się dopiero z książki Wojciecha Wiśniewskiego.
18 IV 1983 r., w przeddzień 40. rocznicy powstania w getcie warszawskim, kombatanci Armii Krajowej oraz przedstawiciele podziemnej „Solidarności” zamierzają oddać hołd żołnierzom getta. Mają się spotkać na terenie cmentarza żydowskiego, zastają zamkniętą bramę. Józef Rybicki pod murem cmentarza wygłasza przemówienie.
Nad jego mogiłą trzy lata później przemawiało kilka osób. Był wśród nich Jan Józef Lipski, jeden spośród czternastu tych, którzy w 1976 r. zakładali Komitet Obrony Robotników. Do nich, jak wiadomo, należał też Józef Rybicki. Lipski tak go żegnał: „Jego obecność w naszym gronie przyjęliśmy z ogromną radością, gdyż na początku tej trudnej pracy, na którą niejednokrotnie patrzono nieufnie bądź bez zrozumienia, potrzebny nam był jego ogromny autorytet. Jego wielki osobisty autorytet, spowodowany całym jego życiem. Reprezentował on w Komitecie siebie samego, swoją wielką postać, wspaniałą osobowość, ale był również jakimś symbolem wielkiej legendy Armii Krajowej, niektórzy z nas byli tej armii żołnierzami, ale wielkim bohaterem tamtych czasów On był właśnie”. 
Czyż nie nadszedł czas, by powstała rzetelna biografia tego tak dla Ojczyzny zasłużonego Polaka?

Wojciech Wiśniewski, „Rzymianin z Ak. Rzecz o dr. Józefie Rybickim ps. „Andrzej”, „Maciej”, Oficyna Wydawnicza Volumen, Wydawnictwo Marabut.


Przyszły biograf bardzo cenny materiał znajdzie w pieczołowicie przygotowanych do druku przez córkę Hannę „Notatkach szefa warszawskiego Kedywu”, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2001, s. 234, ils.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl