Przegląd zagraniczny

Czy słowo drukowane przetrwa?

W Europie na rynku prasy – głęboka depresja. Spadają zyski z reklam, z których żyje prasa, spadają nakłady. Nawet w Niemczech, kraju o wysokim czytelnictwie gazet (sięga po nie codziennie czterech na pięciu Niemców), wydawcy prasy uznali zgodnie rok 2002 – jak donosi tygodnik SPIEGEL – za najgorszy pod względem ekonomicznym w całej epoce powojennej. Wszystkie wydawnictwa prasowe szukają oszczędności i zwalniają ludzi (średnio pracę traci co 10. dziennikarz, najczęściej najmłodsi). Także w Polsce spadają zyski z reklam i sprzedaż, nawet wielkich dzienników. 
Ale czy tylko zapaść gospodarcza jest źródłem kryzysu gazety, rozumianej jako słowo drukowane? Czy w dobie mediów elektronicznych, w tym internetu, gdzie poważne gazety mają swe osobne wydania elektroniczne, aktualizowane czasem 24 godziny na dobę; i czy w czasie rewolucji technologicznej (TV cyfrowa) oraz w sytuacji, gdy w Europie i Ameryce dorasta pokolenie, którego socjalizacja nie jest związana w pierwszym rzędzie ze słowem drukowanym, jak kilkanaście lat temu – słowem, czy w tych warunkach tradycyjna gazeta ma przyszłość? Ta płachta papieru, którą rozkładamy przy rannej kawie? 
Czy kryzys koniunktury na rynku gazet nie przerodzi się więc w kryzys strukturalny? – zastanawia się autor konserwatywnego niemieckiego miesięcznika DIE POLITISCHE MEINUNG (nr 1/2003). Nie, chyba nie jest aż tak źle. Istotą gazety jest zarówno informacja, jak i opinia, która pozwala czytelnikowi zachować orientację i hierarchię. To od jakości tych elementów zależeć będzie nadal przyszłość prasy. Jeśli ta jakość będzie gorsza (np. za sprawą redukowania kosztów), dopiero wtedy odbiorca będzie uciekać do innych mediów – radia, TV, gazet online, portali internetowych.
Poza tym, gazety były i są częścią kultury każdego kraju, także kultury politycznej. Funkcjonują w ciągłym i nieusuwalnym napięciu: między zainteresowaniami i oczekiwaniami odbiorców (interest of the public) z jednej, a z drugiej strony nakazem społecznej, obywatelskiej odpowiedzialności (public interest) za państwo i społeczeństwo. 
Czyli – dodajmy – to, o czym mówili przed sejmową komisją śledczą Adam Michnik i Wanda Rapaczyńska, wyjaśniając swoje motywacje, dla których zdecydowali się nagrać i ujawnić korupcyjną „ofertę” Lwa Rywina i jego tajemniczych zleceniodawców. 
Dziennikarze, przypomina autor „Die politische Meinung”, nie mogą pisać „ponad głowami czytelników”, czyli w oderwaniu od ich potrzeb i oczekiwań, ale nie mogą też kierować się jedynie wskaźnikiem sprzedaży i sensacją, bo to jest prosta droga do zaspokajania najniższych instynktów publiczności. A na końcu i tak najwięcej zależy od samego dziennikarza; i od tego, jak uda mu się funkcjonować, w stałym napięciu, wobec struktur systemu medialnego i uwarunkowań rynku – i od tego, na ile zachowa klasyczne standardy swej profesji. Wiele zależy też od wydawcy: na ile w warunkach np. obecnego kryzysu prasy zachowa świadomość odpowiedzialności nie tylko za firmę i np. notowania jej akcji, ale też świadomość odpowiedzialności społecznej. 
Na razie w Europie czytelnicy pozostają wierni tradycyjnej gazecie, nawet ci najmłodsi. I choć spadają nakłady, z sondaży wynika, że nie spada liczba tych, którzy traktują gazetę jako to medium, z którego czerpią „dokładniejszą i obszerniejszą informację”. I jest też inna pociecha, natury ekonomicznej: w USA, gdzie czytelnictwo zawsze było mniejsze niż Europie (tylko co drugi Amerykanin sięga codziennie po gazetę), i gdzie nowe technologie rozwijają się szybko, na rynku prasowym trwa koniunktura, aż miło patrzeć. Obroty koncernów prasowych, jak donoszą wiodące na rynku giganty THE NEW YORK TIMES COMPANY albo LOS ANGELES TIMES, znów idą w górę; wpływy z reklam wzrosły w ub.r. przeciętnie o 5 proc. 
Tymczasem rynek amerykański jest i wiodący, i kluczowy: na nim „ląduje” połowa pieniędzy, wydawanych na świecie na reklamę. Amerykańskie zrzeszenie wydawców gazet ma nadzieję, że w tym roku wzrost wyniesie ponad 6 proc., czyli że rynek wróci do stanu sprzed dwóch lat, kiedy nastąpiło załamanie – to, które szybko dotarło do Europy. Co może być pociechą dla Europejczyków: dotąd regułą było, iż rynek prasy na Starym Kontynencie szedł w ślady Ameryki, choć z paromiesięcznym opóźnieniem. 

WP

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl