Dziwne dziecko


„Miał być aniołem”

JACEK PODSIADŁO




Ile razy spojrzę na Pippi maszerującą z Panem Nilssonem na karku, przechodzi mnie dreszczyk. Wreszcie skupiłem się i uprzytomniłem sobie, skąd ten dreszczyk. Otóż nierozerwalny duet przypomina mi fotografię, której zbyt dużo uwagi poświęciłem w młodości, aż wryła mi się w podpamięć, że hej. Fotografia znajduje się w słynnej ongiś książce Leszka Szumana „Życie po śmierci” i przedstawia człowieka w transie z wyrastającym mu zza głowy wielkim ptaszyskiem z takiej plazmomagmy, a ptaszysko owo to zmaterializowane cielsko astralne tego medialnego człowieka, brr.
Tak, Pan Nilsson nie przypadkiem lubi przesiadywać w okolicy głowy Pippi. Jest jej ciałem astralnym. Co prawda szansę, że powyższe twierdzenie jest prawdą, obliczam jako jedną na tysiąc, ale w sprawach związanych z okultyzmem, jaźnią alchemii, chemią jaźni i antropozoficznym bara-bara, im mniej coś prawdopodobne, tym łatwiej w to uwierzyć. Innymi słowy: żartuję sobie, ponieważ piszę te słowa w Światowym Dniu Depresji i trudno mi się powstrzymać. Żeby mi żadne tam „Stowarzyszenie Zwolenników Metod Arytmetycznych w Odpędzaniu Istot Arymanicznych” ani „Szkolne Kółko Spirytystyczne” nie słały listów protestacyjnych. Jak tylko ten tekścik się skończy, Pan Nilsson może przestać być ciałem astralnym, ale przez te trzy minuty niech jest.
Ciało astralne jest magazynem energii życiowej dla ciał energetycznego i duchowego. Przez cały czas, kiedy Pippi i reszta doświadczają niepoważnych przygód, Pan Nilsson wykonuje mnóstwo zadań niezwykle istotnych dla utrzymania rzeczywistości (i co z tego, że „książkowej”?) w jej pokrętnych a płytkich koleinach. Zwykle jego praca jest dla nas niewidoczna, ale w chwilach szczególnego stężenia „pozytywnych wibracji” w atmosferze, szczególnej erupcji owej energii życiowej, natchniony narrator zmuszony jest ukazać choć na chwilę działalność astralnej małpki. Kiedy dzieci wyruszają na wycieczkę szkolną, Pan Nilsson siedząc z Pippi na koniu bawi się lusterkiem i puszczaniem zajączków. Kiedy do Pippi przyjeżdża tatko, Pippi „w znakomitym humorze” głaszcze Pana Nilssona przechadzającego się po stole wśród talerzy. Kiedy Pippi postanowiła zabrać przyjaciół na Morza Południowe, „Tommy i Annika krzyczeli z radości. Pan Nilsson, który siedział na stole i próbował posmarować masłem kapelusz, podniósł zdziwiony wzrok”.
Reprezentantem ciała astralnego jest instynkt. Podczas snu na przykład nasze ciało astralne czuwa i kieruje czynnościami naszego ciała fizycznego. „Jeżeli ktoś, zasypiając, postanawia obudzić się o pewnej godzinie, to jego ciało astralne przebudzi go. Podczas snu, a czasem podczas czuwania, ciało astralne może wyjść z ciała materialnego i znacznie oddalić się od niego. Jednak pomiędzy dwoma ciałami zachowuje się stale – choć słaby – związek. Przerwanie go oznacza śmierć”. Dlatego niejeden już omal nie został zabity pobudką wojskową, a nic nie budzi nas tak dobrze jak puszczona ścichapęk kołysanka, z okazji poranka oczywiście od tyłu. W praktyce kołysankę zastępuje się często delikatnym oddziaływaniem cielesnym. Najważniejsze to dać ciału astralnemu czas, żeby zdążyło wrócić. Kiedy Pippi otwiera oczy, Pan Nilsson ma już być na swoim miejscu: „Annika uszczypnęła ją w duży palec u nogi i powiedziała:
– Obudź się!
Mały makak, Pan Nilsson, który już nie spał, wskoczył na lampę wiszącą u sufitu. Pod kołdrą coś powoli zaczęło się ruszać i nagle wyjrzała ruda głowa”.
Pozycja „na lampie u sufitu” jest typowym umiejscowieniem astrala oddalonego od ciała fizycznego, dobrym dlań punktem zaczepienia. Przypomnijmy sobie wszystkie relacje z doświadczenia śmierci klinicznej mówiące o bujaniu się pod sufitem i patrzeniu z góry na własne fizykalia. To z takiej odległości ciało astralne najlepiej wypełnia swe opiekuńcze i zabezpieczające (pamiętajmy o instynktach) funkcje. I dlatego Pan Nilsson nie pozwala bawić się sobą Tommy’emu: „Tommy miał być doktorem, a Pan Nilsson chorym dzieckiem. Ale on z uporem wyłaził z łóżka i szybkim susem zawisał na ogonie na lampie pod sufitem”. 
Jednego jeszcze nie można przemilczeć. Jak powiada księga, którą trzymam w popielniku zawiniętą w liść kapusty pekińskiej nasączony śliną pekińczyka, „astral jest pośrednikiem między duchem i materią. Tym sposobem astral także pociąga ducha do materii i wprowadza go w nią. Astral jest życiem przyrody, dążącym do przykucia ducha do ziemi z jej rozkoszami; jest on instynktem, pociągającym człowieka w otchłań zmysłowości. Dlatego jest on uosobieniem złego pierwiastka – Diabła. Lecz jeśli duch zatriumfuje nad astralem, jeśli człowiek zapanuje nad swym instynktem i »nadepcze piętą na głowę Szatana«, to przez astral można uduchowić materię i za pomocą instynktu podnieść i uszlachetnić przyrodę. Ze względu na zło, jakiego przyczyną może być astral, adepci magii nadali mu postać diabła i przy jego pomocy uskuteczniali swe czary”. Przywoływany już przeze mnie demonolog zwracał uwagę na podobieństwo imion Nilssona i upadłego anioła Nelchaela, który zatrudnił się w piekle jako nauczyciel matematyki, astronomii i geografii, i podkreślał przy okazji zadziwiającą zdolność Pippi do żeglowania bez pomocy map. Nie zapominajmy też o jej matematycznych rewolucjach (tabliczka schorzenia vel pluttyfikacja, 7x7=102 etc.). Kiedy Tommy i Annika przychodzą do Pippi podczas fałszywego Bożego Narodzenia, o pochodzeniu Pana Nilssona mówi się wprost: „Pan Nilsson łaził tam i z powrotem po choince między sztucznymi ogniami.
– On miał być aniołem choinkowym – powiedziała Pippi – ale skłamał obiecując, że będzie siedział spokojnie”.
Zatem energia napędzająca Pippi jest energią w dużym stopniu szatańską, ale w takim sensie, w jakim szatańskie bywają pomysły. Diabełek, od którego pochodzi, to tylko aniołek, który urwał się z choinki nie mogąc znieść nadmiaru spokoju. Wiem o tym, bo już jako dziecko miast garnąć się do zabawy, gruntownie badałem te sprawy.










 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl