Dziennik z myszką

MICHAŁ KOMAR

 


15 lutego 2003,
świt, Warszawa, Okęcie.

W samolocie czytam w „Gazecie Wyborczej” wywiad Ewy Zarzyckiej-Berard (autorki świetnej książki o Ilii Erenburgu) z Pierrem Hassnerem. „Ta stara, dobra Europa” – taki jest tytuł. Pierre Hassner, znany politolog francuski, narzeka, że w Stanach Zjednoczonych „europejskie ambicje niezależności traktowane są jako przejaw wrogości i antyamerykanizmu”. A ja przecież pamiętam wizytę generała de Gaulle’a w Warszawie, kiedy francuski przywódca ambitnie, niezależnie i zupełnie serio zaproponował Gomułce (a pośrednio Sowietom) utworzenie wspólnej Europy od Atlantyku po Ural – przeciw komu, myszko? No, zgadnij! A było to w czasach, gdy w sztabach Paktu Warszawskiego szlifowano plany utworzenia wspólnoty od Uralu po Atlantyk przy pomocy zmasowanego użycia broni jądrowej. Narzeka dalej Hassner, że w „kręgach bliskich American Enterprise Institute, skąd wywodzi się połowa administracji Busha (...) panuje obraz Europy pogrążonej w stagnacji, osłabionej przez państwo opiekuńcze i konflikty socjalne, podczas gdy Ameryka przeżyła właśnie dekadę wzrostu gospodarczego”. Domyślam się, że Hassner ma w tej sprawie zupełnie inne zdanie; czyżby uważał, że Europa przeżywa okres prosperity? Kto ma rację, myszko? Mówi też Hassner o kulturowym sprzeciwie Europy wobec Ameryki: „Antyglobalistyczne manifestacje i ruchy w rodzaju Attac czy też Jose Bove, lidera francuskiej Konfederacji Chłopskiej, który podkłada bombę w barze McDonald’sa, wyrażają jednak sprzeciw natury kulturowej. Jest on wymierzony w Stany Zjednoczone, które oskarża się o całe zło świata – o AIDS, klęskę głodu, globalizację, unifikację kultur”. A czy pamiętasz, myszko, ów artykuł z prasowego organu KC Komunistycznej Partii Indii, w którym stało jasno i przejrzyście, że wirusy AIDS zostały specjalnie wyhodowane przez Amerykanów. I czy pamiętasz, kto na ten artykuł z lubością się powoływał? Organy prasowe partii komunistycznych oraz gazetki ugrupowań nazistowskich i faszystowskich jak Europa długa i szeroka. Rozumiesz coś z tego, myszko? Mądra jesteś, to rozumiesz! I zadasz pytanie, dlaczego ta stara, dobra Europa nie umie wytworzyć doskonalszych technologii, mądrzejszych wzorów konsumpcji, lepszych sposobów życia niż te amerykańskie. W 1995 roku pan prezydent Łukaszenka zapowiedział unicestwienie hamburgerów i coca-coli – a to przez zbudowanie sieci barów z tradycyjnymi daniami kuchni białoruskiej: golonką i kwasem chlebowym. I co? Zamiast golonki – tuszonka w konserwie, cokolwiek przeterminowana, oraz wóda. Potem pan poseł Lepper też obiecywał dużo golonek z kwasem chlebowym. I co? Obiecywał i słowa nie dotrzymał. Pewnie go Amerykanie przekupili. Europejczyk, a jednak dał się przekupić? 

15 lutego 2003,
Paryż, środek dnia.


Manifestują. Demonstrują. Radośnie i z oburzeniem. Precz z wszechmocnym dolarem. Skandują. Chyba nie „Stalin-Bierut-Rokossowski”? Nie, ale podobnie. Oni, myszko, lubią skandować. Lepiej im z tym. Dolar to tyle co swastyka. Swastyka czyli Hitler. Chyba nie zauważyli, że euro mocniejsze od dolara, myszko! Ciekawe, że rubel nigdy z niczym im się nie kojarzył! Nikt nie będzie umierał za ropę naftową! Jasne, ropa to płyn brudny. Za miedź, molibden i uran można umierać. Za dostęp do wody też. Za prawo przejścia także. Za ropę niehonorowo. A za babę? Za babę honorowo jak najbardziej. Co jak co, ale stara Europa powinna pamiętać o przyczynach wojny trojańskiej. A co się stanie, jak ceny ropy pójdą w górę za sprawą Husajna? Będą protestować, myszko, przeciw Ameryce. A jak ceny ropy polecą w dół? Będą protestować, jak nic. Też przeciw Ameryce, że narzuca swój imperialistyczny dyktat. Krzyczą, że nie ma dowodów na broń masowego rażenia w Iraku. Czy dobrze pamiętam, czy też pamięć mnie zawodzi, że to właśnie Francuzi tworzyli atomistykę iracką, ze wszystkimi (militarnymi) tego konsekwencjami? W imię idei europejskiej to robili. W imię pokoju. W reaktorach czysto. Naukowcy w białych fartuchach. Ropa brudna. Brudna i śmierdzi. Idą czciciele sierpa i młota, obok łysi internacjonaliści-antysyjoniści oraz zarośnięci humaniści. W jedności siła. „Nie zna granic ni kordonów pieśni zew”. Czy pamiętasz, myszko, równie wielkie demonstracje przeciw prawdziwie ludowemu, z gleby i krwi, systemowi Pol Pota? Albo przeciw rzezi w Czeczenii? Albo przeciw zarządzonemu przez Husajna zagazowaniu tysięcy Kurdów? Nie pamiętasz. A dlaczego nie pamiętasz? Bo masz dobrą pamięć! Hassner mówi: „Jeśli chodzi o Polaków, to nie do końca rozumiem ich postawę. Rozumiem ich uraz wobec Europy (...) Ale w końcu czyż Polacy nie mogą wysunąć pewnych obiekcji również wobec USA? Czy już zapomnieli o sprawie płk. Kuklińskiego – nie pamiętają, że Ameryka nawet nie kiwnęła palcem, choć najprawdopodobniej wiedziała o przygotowaniach do stanu wojennego?”. Czyli, myszko, Europa nie wiedziała. No, po prostu nic a nic. Prosty podatnik łożył na dyplomację i wywiad, a tu ciemno i głucho. Ale jakby się Europa dowiedziała, to by na pewno od razu postawiła palec w stan pogotowia. Żeby – rzecz jasna – wreszcie umrzeć za Gdańsk. No bo co innego można z tym palcem zrobić? Gdzie go wsadzić?

15 lutego 2003,
Paryż, zmierzch.

W antykwariacie przeglądam broszury z lat 30., niemieckie, francuskie, belgijskie. Ameryka, czyli wściekły kapitalizm, panowanie pieniądza, brak kultury, masoneria i żydostwo. Oglądam plakaty z czasów Vichy. Stały tam motyw: dziewica z burbońską lilią w dłoni, obok uzbrojony mężczyzna, który odgania wściekłe psy z Ameryki. Rodzina, ład, porządek i moralność. „Festung Europa”. A potem przypominają mi się plakaty z lat 50., te polsko-sowieckie. Apel Sztokholmski. I lata później demonstracje przeciw cruise missile... Wciąż to samo. Bo nie idzie tu o sprzeciw wobec ludzkiego nieszczęścia, wobec wojny. Idzie o własną niemoc. O uczucie wyjałowienia, które trzeba zagłuszyć skandowaniem oskarżeń Ameryki o całe zło tego świata. Wracając zaś do Hassnera, to żąda od krajów wschodnich, w tym od Polski, jasnej odpowiedzi: „czy chcą Europy zredukowanej do wspólnego rynku, czy też zależy im na Europie zjednoczonej politycznie?”. Z dalszych fragmentów rozmowy można wnioskować, że to pożądane zjednoczenie polityczne dokona się w chwili, gdy „Rosja stanie się częścią NATO, a może też Unii Europejskiej”, Ameryka zaś ostatecznie ulokuje swe interesy gdzie indziej, z dala od Europy Wschodniej. Ja bym Hassnerowi uwierzył, ale nie wiem, czy uda mu się namówić do tego okropnych, butnych Amerykanów. Jak się nie uda, to znów, myszko, trzeba będzie demonstrować. W obronie starej, dobrej Europy.  



  




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl