W Krakowie powstaje Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera


Szkoła obywateli

Z Jarosławem Gowinem, rektorem uczelni, rozmawia Agnieszka Sabor



Agnieszka Sabor: Czy w Polsce jest miejsce na jeszcze jedną wyższą szkołę niepubliczną?
Jarosław Gowin: – Jest miejsce na jeden jej typ. Chodzi o instytucję małą, elitarną, nastawioną na kształcenie porównywalne z tym, co oferują najlepsze uczelnie państwowe. Rynek pracy przestał już wchłaniać wszystkich absolwentów. Teraz poszukuje się wyłącznie bardzo dobrych absolwentów.
– Jak ich wykształcić?
– Trzeba uważnie obserwować i prognozować zmiany na rynku pracy. Wynikają one z integracji z UE oraz z tempa rozwoju technologicznego, co zmusi dzisiejszych maturzystów do wielokrotnej zmiany kwalifikacji. Nowoczesna edukacja musi odejść od sławetnego „3 z” (zakuć, zdać, zapomnieć) i od wąskiej specjalizacji. Dziś na rynku pracy najpotrzebniejsza jest otwarta głowa. Będziemy się więc starali uczyć kreatywnego myślenia i dopiero na jego bazie – przekazywać wiedzę z zakresu socjologii i stosunków międzynarodowych (te kierunki otwieramy na początek). Chcemy ją obudować szerokim pakietem umiejętności przydatnych w każdym zawodzie, takich jak znajomość języków obcych (w końcu ma to być uczelnia europejska), public relations, technik pracy zespołowej, sztuki negocjacji czy wiedzy o zarządzaniu grupami ludzkimi.
Na ostatni element wskazuje nazwisko patrona, ks. Józefa Tischnera: będziemy uczyć „myślenia według wartości”, wpajając w studentów przekonanie, że wartości są skuteczne. Jeżeli ktoś posiada wiedzę, ale nie potrafi określić swojego systemu wartości, czuje się zagubiony w życiu, to jego szanse kariery są niewielkie. Co ważniejsze: będziemy próbowali pokazać, że życie ma sens dopiero wtedy, gdy osobisty sukces potrafimy połączyć z bezinteresownym czynieniem dobra. Dlatego zamierzamy ułatwiać studentom działalność w ramach wolontariatu. I jeszcze jedna rzecz, na którą ks. Tischner kładł nacisk: przekonanie, że prawda jest wartością, dla której wiele warto poświęcić.
Mówiąc najkrócej, chcielibyśmy wychować ludzi pewnych własnej wartości, mających poczucie, że kariera stoi przed nimi otworem, a jednocześnie świadomych swoich obowiązków moralnych i obywatelskich. To mają być wierzący w swój profesjonalizm, odpowiedzialni obywatele. Generacja uczciwych urzędników europejskich, działaczy samorządowych, pracowników administracji publicznej, badaczy rynku i społeczeństwa.
– Jak przełożono te założenia na praktykę?
– Jak wspominałem, zdecydowaliśmy się uruchomić studia z zakresu socjologii i stosunków międzynarodowych po uważnej analizie przyszłych potrzeb rynku pracy. Ostatnią rzeczą, jakiej byśmy chcieli, jest kształcenie bezrobotnych. Oprócz studiów dziennych przygotowujemy ofertę dla ludzi, którzy już skończyli albo właśnie kończą studia na innych uczelniach, ale którzy mają poczucie, że powinni dalej podnosić kwalifikacje. Paleta studiów podyplomowych jest bardzo szeroka, obejmuje zarówno komunikację w biznesie, jak i życie i myśl Jana Pawła II.
– A jeśli do waszej szkoły nie przyjdą najlepsi, tylko najbogatsi?
– Nie nastawiamy się na to, że od początku będą przychodzić elity maturzystów. Jednak ktoś, kto będzie chciał kupić dyplom, wyleci po pierwszym semestrze. A ten, kto w punkcie wyjścia jest w gorszej sytuacji, bo skończył słabszą szkołę, ma szansę nadrobić zaległości. Ale jedno chcę powiedzieć: naszych studentów czeka bardzo ciężka praca.
– Ile będą kosztowały studia?
– Niestety, przy tak ambitnych programach (np. mnóstwo angielskiego, nie tylko w ramach lektoratów, ale i – dla odpowiednio przygotowanych studentów – w ramach zajęć kursowych) czy przy niewielkich grupach, te studia muszą kosztować dość drogo: 3 000 za semestr. Z tym, że gdyby odjąć koszt lektoratów, okazałoby się, że nasza uczelnia jest tania.
Zdajemy sobie sprawę, że ta cena może być barierą dla wielu zdolnych ludzi z niezamożnych rodzin. Dlatego rozmawiamy z przedstawicielami świata biznesu – i polskiego, i zagranicznego – na temat systemu stypendialnego. Umożliwiałby on finansowanie pięcioletnich studiów zdolnej młodzieży, dla której pomoc finansowa jest warunkiem kontynuowania edukacji. Już wkrótce będziemy – także za pośrednictwem „TP” – informować o konkursach na te stypendia.
– Jak na fakt powstania nowej szkoły zareagowała konkurencja?
– Dla uczelni prywatnych idą trudniejsze czasy, więc pewnie nasza inicjatywa spędza sen z powiek władzom wielu z nich. Tym bardziej chciałbym powiedzieć o ogromnej pomocy, jaką okazał mi rektor Krzysztof Pawłowski z Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Rozmawiamy też o możliwościach współpracy z innymi ambitnymi szkołami niepublicznymi, np. z warszawskim Collegium Civitas albo z Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Bardzo zależy nam także na kontaktach z uczelniami państwowymi, zwłaszcza z UJ. Stamtąd wywodzi się większość naszej kadry, poza tym założyciel naszej uczelni – Społeczny Instytut Wydawniczy Znak – od lat współpracuje ze środowiskiem UJ. Nie przypuszczam, by ktoś na Uniwersytecie patrzył na nas jako na konkurencję, ale chcemy być ambitnym uzupełnieniem jego oferty. Szukamy również partnerów na wybitnych uniwersytetach na Zachodzie; możliwość studiowania za granicą to ważny element proponowanej przez nas edukacji.
Uczelnia jest inicjatywą „Znaku”, środowiska podkreślającego swoją chrześcijańską tożsamość. Czy w związku z tym będzie to uczelnia wyznaniowa?
– Uczelnia jest tworzona przez środowisko katolików, ale od początku pomyślana jest jako miejsce spotkania ludzi reprezentujących różne rodziny duchowe. Łączy ich wysoki poziom profesjonalizmu, bezinteresowność poznawcza i pewne rozumienie polskości. Chcemy, żeby „Tischnerianum” stało się ośrodkiem promieniowania wizji, którą w skrócie można by nazwać jagiellońską – wizji Polski, która widzi swoje miejsce w zjednoczonej Europie i która jest świadoma własnej wartości; Polski, która potrafi łączyć nowoczesność z tradycją. Takie jej rozumienie wyłania się z pism naszego patrona. „Polska jagiellońska” oznacza też pluralizm ideowy, który zapewnią WSE pracujący w niej mistrzowie, reprezentujący najróżniejsze, zawsze jednak rzetelne sposoby myślenia. Symbolem tego może być skład naszej Rady Patronackiej. To chyba jedyne dzisiaj w Polsce miejsce, gdzie obok siebie zasiadają wybitne osoby o tak odmiennych poglądach jak, powiedzmy, Aleksander Smolar i Zdzisław Krasnodębski. Oczywiście najwięcej jest w Radzie ludzi od dawna związanych ze Znakiem: Władysław Bartoszewski, Norman Davies, Tadeusz Mazowiecki, Czesław Miłosz, Jan Nowak-Jeziorański, bp Tadeusz Pieronek, Władysław Stróżewski, Jacek Woźniakowski czy abp Józef Życiński. Uzupełniają to grono ludzie o niekwestionowanych osiągnięciach intelektualnych i autorytecie moralnym: Bronisław Geremek, Jerzy Jedlicki, Ryszard Kapuściński, Leszek Kołakowski, Krzysztof Michalski, Barbara Skarga, Jerzy Szacki, Andrzej Zoll czy o. Maciej Zięba.
Wsparcie, jakiego nam udzieliły te osoby, jest dla mnie czymś niezwykłym na tle tego, co dzieje się dzisiaj w Polsce. Podziały, apatia, beznadzieja odciskają piętno i na życiu publicznym, i na zwykłych relacjach międzyludzkich. W tej sytuacji łatwo popaść w zniechęcenie. Dlatego w rozmowach z przyjaciółmi żartuję, że ogłaszamy szkołę strefą wolną od narzekania. Polska potrzebuje gruntownej sanacji – trzeba tylko być wiernym swoim wartościom i wykazać silną wolę. I my chcemy jako uczelnia wpływać na jakość życia publicznego w Krakowie, Małopolsce, w całym kraju.
– Wspomniał Pan o mistrzach.
– Nasza szkoła ma mieć charakter kameralny, będziemy się starali oprzeć edukację na bliskiej relacji między uczniem i nauczycielem. Obok członków Rady Patronackiej, którzy na pewno będą przyjeżdżać na spotkania z naszymi studentami, regularną współpracę z nami podjęło szerokie grono wybitnych uczonych: m.in. Aniela Dylus, Marek Bankowicz, Paweł Dembiński, Jarosław Górniak, Ryszard Legutko, Czesław Porębski, Wojciech Roszkowski, ks. Grzegorz Ryś, Kazimierz Sowa czy Piotr Sztompka. Młodszą kadrę naukową dobraliśmy, kolei pod kątem osiągnięć naukowych i praktycznych doświadczeń w życiu publicznym: w biznesie, samorządach, dyplomacji, organizacjach pozarządowych, dziennikarstwie itd.
– Kiedy rozpoczną się zajęcia?
– Na studia dzienne i zaoczne zapraszamy od października, co oznacza, że rekrutacja rozpocznie się na początku marca (mamy ograniczoną liczbę miejsc, więc chcemy szybko „wyłapać” najzdolniejszych kandydatów). Ale już w maju uruchomimy studia podyplomowe dla kandydatów na urzędników europejskich. Tu też rekrutację rozpoczniemy od 1 marca.
Niech Czytelnicy „TP” trzymają za „Tischnerianum” kciuki, bo jego sukces stworzy nową jakość w polskiej edukacji. A jeśli ktoś chciałby nam pomóc, prosimy o kontakt.

Dziekanat WSE: ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków, infolinia 0-801-190-100. Strona internetowa: www.wse.krakow.pl 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl