Spory – polemiki: jak prowadzić dialog chrześcijańsko-żydowski


Pomieszanie z poplątaniem?

Ks. Michał Czajkowski



Dialog, tak. Ale nie wolno zapominać, że jest to dialog z okazji czy przy okazji Dnia Judaizmu. Dlatego świetny, kontrowersyjny wywód egzegetyczny na temat fragmentu Pawłowego Listu do Rzymian nadawał się świetnie na jakieś teologiczne seminarium chrześcijańsko-żydowskie, a nie dla nieprzygotowanej publiczności katolickiej świętującej Dzień Judaizmu.


Pierwsza rzecz, jaka mnie uderza w polemice ks. prof. Henryka Witczyka z drem Stanisławem Krajewskim i ks. dr. Romualdem Jakubem Wekslerem-Waszkinelem, to uparte pisanie słowa „żyd” małą literą, mimo że chodzi nie tylko o religię (jak „chrześcijanin”), ale także o narodowość (jak „Polak”). Ale przejdźmy do spraw poważniejszych.

Teologowie, nie dyplomaci

Czytamy: „Propozycja Stanisława Krajewskiego to usytuowanie dialogu międzyreligijnego na płaszczyźnie dyplomacji z możliwością otwarcia go na inne poziomy”. Otóż jeżeli istnieje w Polsce dialog chrześcijańsko-żydowski, to po stronie żydowskiej jest on zasługą i dziełem Stanisława Krajewskiego. Krajewski jest nie tylko sygnatariuszem (i tłumaczem) „Dabru emet” – dokumentu wcale nie dyplomatycznego, lecz teologicznego. Od kilku już dziesięcioleci prowadzi z nami teologiczny dialog (który wymaga cierpliwości i... dyplomacji) przez swoje artykuły, książki, wykłady i zaangażowanie w struktury dialogu, krajowe i międzynarodowe. Innym polskim Żydom brak do tego przekonania lub przygotowania. Napisał mi przyjaciel z niewielką tylko przesadą: „Na dobrą sprawę jest to dialog chrześcijan z Żydem – Krajewskim, i nie robi on tego dla jakiejkolwiek dyplomacji”. Nic dziwnego, że przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego arcybiskup Stanisław Gądecki publicznie, a serdecznie dziękował Krajewskiemu na zakończenie VI Dnia Judaizmu w synagodze tykocińskiej.
Następny zarzut ks. Witczyka tyczy ks. Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela; że mianowicie „umieszcza dialog chrześcijan z żydami na płaszczyźnie historycznych rozliczeń i podziękowań”. A dlaczego nie? Dokumenty rzymskie na tematy dialogu chrześcijańsko-żydowskiego stale nawiązują do tragicznej przeszłości. Nie ma dialogu bez spojrzenia wstecz, bez historii chrześcijańskich prześladowań Żydów i bez tragedii Zagłady, tak jak nie byłoby go bez Soboru Watykańskiego II i pontyfikatu Jana Pawła II. Chodzi nie tylko o ważkie dokumenty tego pontyfikatu, ale także i przede wszystkim o papieskie akty skruchy. Nie wiem zresztą, dlaczego Ksiądz Profesor domaga się „rachunku sumienia obydwu stron”. Uderzamy się we własne tylko piersi, zresztą nie można porównywać win Żydów wobec chrześcijan z naszymi wobec nich winami, zaś Dzień Judaizmu to dzień katolicki (szkoda, że nie chrześcijański), a nie katolicko-żydowski.
Co do „podziękowań”: pięknie ks. Witczyk napisał o „wspólnym dziękczynieniu Bogu za Jego jeden plan zbawienia, obejmujący żydów i chrześcijan”. Ale ja jestem wdzięczny Bogu i Żydom również za Biblię, za Jezusa i Jego Matkę, za apostołów i pierwszy Kościół, a także za ich przykład heroicznej wierności Jedynemu Bogu przez wieki, wśród prześladowań, także chrześcijańskich. I dlatego dziwi mnie sprzeciw ks. Witczyka wobec stwierdzenia ks. Wekslera-Waszkinela, że to, „co wielkie i najświętsze w Kościele” pochodzi od Żydów. Dlaczego jest to tylko „pół-prawda”? Czy Jezus był tylko „pół-Żydem”? Czy nie czytamy w Ewangelii, że „zbawienie wywodzi się od Żydów”? (J 4,22; por. Iz 2,3; Rz 9,3-4).

Boży zamysł

Nie widzę więc, co można by zarzucić Wekslerowemu pojmowaniu Dnia Judaizmu jako „dnia przeproszenia Żydów i podziękowania im za wszystko, co wielkie i najświętsze w Kościele...”. Dialog z Żydami nie może przesłaniać właściwego celu i orędzia Dnia Judaizmu. Jak je widzi przewodniczący Rady Episkopatu? Pisze (we wprowadzeniu do materiałów na tegoroczny Dzień), że chodzi o „sposobność do pilniejszego poznania i przyswajania sobie treści nauczania Kościoła katolickiego na temat Żydów i judaizmu” i o modlitwę, która otwiera „przed nami perspektywę budowania wspólnoty miłości i miłosierdzia...”.
I dodaje: „celem wewnętrznym tego Dnia Judaizmu jest wyjaśnianie naszych wzajemnych relacji w perspektywie przykazania miłości (Łk 10,27). Celem zewnętrznym – powolne formowanie i ukierunkowanie społeczeństwa na wspólnotę (communio), która jest coraz bardziej świadoma wspólnych zadań i coraz bardziej tęskni do wspólnoty (communio) z Bogiem”.
Czy referat ks. prof. Witczyka i jego polemika przybliżają owo posoborowe „nauczanie Kościoła” i „budowanie wspólnoty miłości”? To nauczanie przypomnieli nam w Białymstoku Żydzi: dr Stanisław Krajewski i rabin David Rosen. Do miłości Żydów wzywa nas cytowany przez Kolegę Witczyka dokument „Lud żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej”: „Kto chce być złączony z Bogiem, musi również ich kochać”. Czy publiczne odsyłanie ich do chrzcielnicy to najlepsza manifestacja miłości? A może trwanie Izraela jako Izraela przez dwa tysiące lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa – trwanie, które według Papieża jest faktem nadprzyrodzonym – nie mówi nam czegoś ważnego o Bożym Zamyśle wobec Ludu umiłowanego jako pierwszy? Dialog, tak. Ale nie wolno zapominać, że jest to dialog z okazji czy przy okazji Dnia Judaizmu. Dlatego świetny, kontrowersyjny wywód egzegetyczny na temat niektórych tekstów Pawłowego Listu do Rzymian nadawał się świetnie na jakieś seminarium teologiczne chrześcijańsko-żydowskie, a nie dla szerokiej (nieprzygotowanej) publiczności katolickiej świętującej Dzień Judaizmu. A jeśli już Prelegent taki trudny temat wybrał („Boże miłosierdzie dla Izraela” – Rz 11,26a), to konieczna była dyskusja, na którą nie dano czasu.
Nie byłoby tego całego zamieszania i pomieszania, gdyby Prelegent trzymał się zadanego mu tematu: „Przymierze i miłosierdzie w tradycji chrześcijańskiej” (rabin mówił na temat: „Przymierze i miłosierdzie w tradycji żydowskiej”). Co za wspaniały temat: Nowy Testament, „nowe przymierze”, encyklika „Dives in misericordia”, ostatnia pielgrzymka papieska... Jak wiele nas łączy! Pokazał to metropolita poznański (także biblista) we wspomnianym wprowadzeniu do materiałów na VI Dzień Judaizmu, sięgając także do tradycji talmudycznej.

Jednak najważniejsi

Słusznie napisał ks. prof. Witczyk w swej poprzedniej polemice o pytaniach, które się rodzą w naukowym dialogu: „Gdyby ich sposób przedkładania przekreślał lub osłabiał więzi wspólnoty duchowej, byłby to zły znak”. Taki „zły znak” dał w Białymstoku, na pewno nieświadomie i bez żadnej złej woli, w grzecznej formie i z autentyczną życzliwością. Ale „zły znak”.
Mści się na nas, biblistach, jak również na innych teologach, zamykanie się w ramach własnej specjalizacji. A tymczasem w „teologii postoświęcimskiej” dokonało się bardzo wiele, mamy też ważne dokumenty Stolicy Apostolskiej na tematy chrześcijańsko-żydowskie, teksty i gesty Jana Pawła II – i nie wolno nam od nich abstrahować. Nie wolno nam interpretować Biblii, jak gdyby od czasów św. Pawła nic ważnego w relacjach między chrześcijanami a Żydami nie miało miejsca. Postawa Papieża, jego słowa i czyny (akty skruchy!) nie są chyba fałszowaniem orędzia biblijnego?
Tak, postawa. Można bowiem orientować się nieźle w problematyce chrześcijańsko-żydowskiej, a nie być człowiekiem pojednania i dialogu. Czytamy w jednym z rzymskich dokumentów: „Dialog jest przede wszystkim stylem działania, postawą, duchem, który przyświeca postępowaniu. Zakłada uwagę, szacunek i życzliwość wobec drugiego człowieka, a także uznanie jego osobowej tożsamości, jego sposobów wyrażania siebie, jego wartości”. Trudno to wszystko przyswoić sobie komuś, kto jest tylko teoretykiem. Dialog jest właściwy i owocny, jeśli uczestniczy w nim ktoś, kto zna partnera, jego wrażliwość i uczulenia, jego problemy i bóle...
Nie tylko ks. Witczyk chętnie mówi o „sprzeciwie” Żydów wobec Chrystusa i „odrzuceniu” Go przez nich. Nie można jednak definiować judaizmu na tej negatywnej zasadzie. Większość Żydów, współczesnych Jezusowi czy nam, niczego nie musiała odrzucać, gdyż nigdy nie stanęła wobec konieczności takiej decyzji. Nie można też patrzeć na Żydów jako na jeszcze nie chrześcijan. Trzeba w nich widzieć... Żydów, ze wszystkimi konsekwencjami. Podział wielbiących Boga Izraela na Kościół i Synagogę – mówi mi student – należy do spraw Bożych i nie nam próbować go przezwyciężyć. Żydzi i chrześcijanie, wspólną mamy przyszłość, jesteśmy ludem jedynego Pana, który zbawia wszystkich. Żydzi są ludem inaczej opieczętowanym, ale nabytym Bogu na własność w pierwszej kolejności, jak nam przypomina Apokalipsa. Nie oznacza to uznania dwóch dróg zbawienia, co Kolega Witczyk niesłusznie imputuje autorom deklaracji „Święty obowiązek”.
Nie, ks. Weksler-Waszkinel nie „cenzuruje” św. Pawła i nie „zakazuje lektury i interpretacji jakiegokolwiek zdania” biblijnego. Ale nie można też teologii Pawłowej z I wieku aplikować bezpośrednio do dzisiejszego dialogu, bo to pachnie fundamentalizmem. Zresztą Dzień Judaizmu został wprowadzony nie dla kontrowersji chrześcijańsko-żydowskich, ale dla przybliżenia nam judaizmu i Żydów. Pokazania, że nie są reliktem przeszłości, że żyją, są wśród nas, czytają Pismo święte i modlą się, i dla wsparcia ich naszą modlitwą, życzliwością, szacunkiem... Metropolita Gądecki mówił dla „TP” (nr 3/2003) o „radości i wdzięczności maleńkich religijnych wspólnot żydowskich, które cieszą się, że ktoś się nimi w przyjazny sposób zainteresował, że wychodzi do nich z wyciągniętą dłonią”. I – wbrew ks. Witczykowi – sądzę, że na Dniu Judaizmu właśnie Żydzi są „najważniejszymi gośćmi” (ważniejszymi nawet od arcybiskupów), jak np. na Dniu Polski w Berlinie czy Jerozolimie najważniejszymi gośćmi byliby jednak Polacy. Nie po to zaprasza się gości, aby sadzać ich w kącie lub wręcz obrażać. Natomiast zgoda co do „równości partnerów” dialogu. Nie mieszajmy tych „poziomów”.
Oczywiście wiele stwierdzeń ks. profesora Witczyka jest słusznych. Szkoda tylko, że uparcie powtarza niektóre niesłuszne argumenty – i nie chce przyjąć żadnych argumentów swoich polemistów, przecież wybitnych znawców problematyki. Nazwano jego białostocki referat „zgrzytem”. Ja określiłbym go też mianem „felix culpa”. Dzięki tej „winie” wywiązała się „błogosławiona” dyskusja, która pozwala nam wyjaśnić pewne trudne kwestie dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, podobnie jak poprzednia, zeszłoroczna dyskusja na tychże łamach (Sikora, Pawlikowski, Czajkowski – „TP” 43, 45, 46 i 47/2002). Dialogu uczymy się – w dialogu.


Ks. Michał Czajkowski
jest profesorem biblistyki, kierownikiem Katedry Teologii Ekumenicznej UKSW, współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, asystentem kościelnym miesięcznika „Więź”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 9 (2799), 2 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl