Watykan, Bagdad, Waszyngton


Wysłannicy

Marek Zając



Tę podróż media nazwały „misją ostatniej szansy”. Za sensacyjnym hasłem skrywa się jednak pustka: Watykan ani nie będzie mediatorem między Husajnem i Bushem, ani nie zaproponuje konkretnego rozwiązania irackiego kryzysu.


„Misja kardynała to ostatnia szansa na rozwiązanie niemożliwego do wytrzymania impasu” – nie, to nie komentarz do ostatniej wizyty kard. Rogera Etchegaraya w Iraku. Tak na wieść o przyjeździe francuskiego hierarchy do Jerozolimy zareagował Raed Abusahlia, kanclerz tamtejszego patriarchatu łacińskiego. Wtedy, na przełomie kwietnia i maja 2002 r., armia izraelska kolejny tydzień oblegała Palestyńczyków zabarykadowanych w betlejemskiej Bazylice Narodzenia, wśród których byli poszukiwani terroryści. I choć bazylika była – po negocjacjach – za kilka dni wolna, trudno uznać, że to zasługa 80-letniego wówczas kardynała. Misje Etchegaraya nie mają bowiem na ogół „technicznego” charakteru, co zwykły przypisywać im media.
Kard. Etchegaray, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Papieża, wyjeżdża na polecenie Jana Pawła II w miejsca elektryzujących świat konfliktów, odwiedza kraje rządzone przez dyktatury czy ogarnięte wojną. Był m.in. w Sarajewie, Rwandzie, Chinach, Rosji, w meksykańskim stanie Chiapas, Wietnamie, Afryce Południowej, na Kubie i w Ziemi Świętej. Francuski dziennik „La Croix” pisze o jego „zdumiewającej umiejętności dostosowywania się do wszelkich warunków, niebywale bogatym notesie z adresami i legendarnej dyskrecji”. Jest zręcznym politykiem i dyplomatą. Przykład: gdy kardynałowi zadano kiedyś kłopotliwe pytanie, co sądzi o zapowiedzi premiera Ariela Szarona, że Jerozolima pozostanie niepodzielną stolicą państwa Izrael, odparł: „Jerozolimy nie można posiadać – to miejsce, które nas posiada, należy bowiem do Boga”.
Skoro mało prawdopodobne jest, że spotkanie Etchegaraya z Husajnem przyniesie rozwiązanie konfliktu nad Zatoką, to po co jechać do Iraku? Tuż przed wyjazdem kardynał powiedział, że wojna „miałaby poważne następstwa dla narodu irackiego i utrudniłaby wysiłki ONZ na rzecz jedności rodziny ludzkiej. W tym duchu właśnie Papież chce pomóc tym, którzy zabiegają o pokój. Taki też sens ma moja misja”. Ten krótki cytat jest esencją dotychczasowej polityki Watykanu w sprawie Iraku. Stolica Apostolska chce przede wszystkim stworzyć „atmosferę dla pokoju”, a nie dyktować jego warunki. Po pierwsze, Papież patrzy na wydarzenia na arenie międzynarodowej z perspektywy cierpień ludności cywilnej, a nie politycznej strategii i taktyki. To dlatego Watykan apelował np. o zniesienie embarga nałożonego na Irak. Po drugie, Kościół obawia się, że interwencja w Iraku doprowadzi do wybuchu wielkiego konfliktu, któremu ekstremiści będą próbowali nadać rysy wojny islamu z chrześcijaństwem. I wreszcie – rzecz najważniejsza: Stolica Apostolska do końca będzie stać na stanowisku, że wojna oznacza porażkę ludzkości. Trudno sobie wyobrazić, by Watykan poparł teraz plany uderzenia na Husajna, skoro sprzeciwiał się wojnie w Zatoce w 1991 r., gdy niemal na całym świecie panowało przekonanie o moralnej słuszności tej interwencji.
Na płaszczyźnie dyplomatycznej i – oczywiście – militarnej stanowisko Watykanu nie będzie miało dla Białego Domu większego znaczenia. Jednak poparcie Kościoła jest cenne w innym wymiarze zbliżającej się wojny – jej legitymizacji moralnej. I dlatego USA, które z początku ostro krytykowały Papieża, teraz nieco zmieniły taktykę: Departament Stanu wysłał do Rzymu teologa i politologa Michaela Novaka, by ten przekonał watykańskich hierarchów, że wojna z Irakiem może być usprawiedliwiona z punktu widzenia nauki Kościoła (więcej: str. 2).
Misja Novaka wypada jednak blado w zestawieniu z wizytą irackiego wicepremiera Tarika Aziza we Włoszech, która z kolei ma pierwszorzędne znaczenie propagandowe dla Husajna. Jedyny chrześcijanin w bagdadzkim rządzie nie tylko spotkał się z Papieżem, ale także pojechał do Asyżu, miejsca-symbolu dla pokojowych aktywistów. „Modlę się o pokój dla narodu irackiego i dla całego świata” – wpisał w księdze pamiątkowej po wyjściu z krypty św. Franciszka. Na marginesie: podczas wizyty w Asyżu towarzyszyli mu tamtejszy ordynariusz bp Sergio Goretti oraz emerytowany biskup Hilarion Capucci. W 1974 r. Capucci został zatrzymany przez Izraelczyków na granicy z Libanem, gdy wracał z wizyty duszpasterskiej. W jego samochodzie znaleziono... broń i materiały wybuchowe dla OWP. Skazany na dwanaście lat więzienia został jednak po trzech latach – w wyniku interwencji Pawła VI – wydalony z Izraela.
Włoska „pielgrzymka” Aziza w ogóle budziła kontrowersje. Kustosz asyskiego klasztoru o. Vincenzo Coli zapewniał, że wizyta irackiego wicepremiera ma charakter religijny, a nie polityczny. Dodał nawet, że gość jest „gorliwym katolikiem chaldejskim, więc ma głęboką duchowość maryjną”. Jednak dociekliwy dziennikarz z „Corriere della Sera” opowiedział wtedy zakonnikowi, jak Aziz na widok przeciwników politycznych Husajna, powieszonych podczas publicznych egzekucji na latarniach Bagdadu, miał powiedzieć: „Nie może być piękniejszej ozdoby dla miasta”. Franciszkanin przyznał, że nie słyszał o tym przerażającym incydencie, ale zaraz dodał: „Tu jednak realizujemy nauczanie Franciszka i nie pytamy pielgrzyma: kim jesteś?”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 8 (2798), 23 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl