EWA SZUMAŃSKA

 

Potrzeba

Można sobie teraz załatwić otrzymywanie za pomocą SMS-ów najświeższych 
wiadomości z całego świata. Będziesz wiedział wcześniej, będziesz najlepiej poinformowany – głosi reklama.
Może się to przydać ważnym politykom albo dużym graczom giełdowym. Zachodzę jednak w głowę, dlaczego zwykli ludzie – a są tacy wśród zamawiających usługę – chcą koniecznie wiedzieć o jakimś wydarzeniu, skandalu czy katastrofie kilkanaście minut wcześniej niż inni? Co im to załatwia?
Wśród ludzkich potrzeb są potrzeby podstawowe i stare jak świat, ale są również potrzeby sztucznie wykreowane. Ktoś inny je wymyślił i podsunął, żeby zrobić na tym interes, a my je akceptujemy. Bycie najlepiej poinformowanym, smarowanie się kremem najnowszej generacji, posiadanie wszelkich gadżetów czy zawiadamianie przez komórkę znajomych, gdzie się w tej chwili jest i co się robi – z początku bawi jako nowość, potem staje się przyzwyczajeniem, wreszcie potrzebą, której nie-zaspokojenie frustruje i psuje życie.
Osiągnięciu wysokiego stopnia duchowości towarzyszyło zwykle ograniczenie potrzeb. Świat współczesny idzie w kierunku odwrotnym; schodzi niżej i niżej. Tam, gdzie potrzeby osaczają ze wszystkich stron i mnożą się jak króliki.



Kiedy leje się krew

W jednym z programów gospodarczych usłyszałam, że na giełdzie istnieje ta-
kie powiedzenie: Kiedy leje się krew – kupować! To znaczy, że jeżeli na świecie wydarzy się wielka katastrofa, nieszczęście, a przede wszystkim wojna – ludzie odruchowo wyzbywają się akcji. Można je wtedy kupić najtaniej, a ponieważ po kilku dniach nerwy się uspokajają i wszystko wraca do normy, zysk na akcjach jest znaczny.
Niby logiczne, a jednak poczułam nieprzyjemny, krótki dreszcz...



Książeczka

Cieszę się książkami Ryszarda Kapuścińskiego i teraz też się cieszę piątym już 
tomem „Lapidarium”. Krótkie myśli, kilkuzdaniowe refleksje, przywołane, skondensowane obrazy, błyski, sygnały – to jest właśnie lektura na dziś, na czas dzielący od złej, nieprzewidywalnej wojny.
Wielokulturowość, szacunek dla niej, szacunek dla Innego, otwarcie zamiast odgrodzenia się murem, dialog w miejsce konfrontacji – czytam, przerywam, coś sobie przypominam, ciągnę przez chwilę własny wątek, cofam się o kilka stron, wracam do jakiegoś fragmentu... Czytam małą książeczkę, która rodziła się przez dziesięciolecia wędrówki, bycia w drodze.
Czy pozostanie tylko głosem na puszczy, zbiorem porozrzucanych wśród piasków kamieni?


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 8 (2798), 23 lutego 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl