Komentarze

 


Wojciech Pięciak Pacyfiści kontra wolność

Andrzej Brzeziecki (EuRo) Pol gaz

Krzysztof Burnetko Polska długów

Jacek Kubiak Pożegnanie z Dolly








 

 




  
Pacyfiści kontra wolność

Jest rzeczą naturalną, że zwykli ludzie, nie mający poczucia bezpośredniego zagrożenia, nie chcą wojny, nawet z irackim dyktatorem – bo przecież nie z narodem irackim. I jest ich prawem wychodzić na ulice miast Europy, w demonstracjach, których skala przerasta pamiętne protesty sprzed 35 lat przeciw zaangażowaniu USA w Wietnamie. Nie dziwi więc specjalnie tych kilka milionów, demonstrujących w minioną niedzielę „przeciw wojnie” – po milionie w Londynie i Rzymie, pół miliona w Berlinie, po 200 tys. w Atenach i Paryżu (na marginesie: gdy w ONZ szef francuskiego MSZ ganił Amerykanów, spadochroniarze z Legii Cudzoziemskiej z bronią w ręku pilnowali interesów Paryża na afrykańskim Wybrzeżu Kości Słoniowej), 100 tys. w Nowym Jorku, po 40-50 tys. w Kopenhadze, Oslo, Bejrucie, Sewilli, Sztokholmie i kilka tysięcy w Polsce (wśród nich obok siebie: słuchacze Radia Maryja oraz anarchiści i antyglobaliści). Niewątpliwie wszystkim tym ludziom dalekie są odczucia, będące udziałem tureckich muzułmanów (dopraszających się wsparcia od NATO), Izraelczyków (zastanawiających się, kiedy na głowy spadną im samoloty bezzałogowe z wirusem ospy, której zapasy – jak ujawnia w ten weekend tygodnik „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”, powołując się na tajny dokument niemieckiego ministerstwa zdrowia – ma nadal Husajn), albo tych Amerykanów, który nie wyszli na ulice „przeciw Bushowi”, bo w tym czasie kupowali na gwałt zapasy żywności i taśmy klejącej do uszczelniania okiem przed ewentualnym atakiem chemicznym. 
Czy historia się powtarza? Podobne nastroje, jak dziś na ulicach Europy, panowały w USA na początku 1941 r., już po tym, jak III Rzesza unicestwiła Czechosłowację, Polskę i Francję, a Cesarstwo Japońskie zajęło część Chin i półwyspy Koreański i Indochiński, prowadząc zbrodniczą wojnę – w obu przypadkach omamiając najpierw własnych obywateli. Zaledwie kilka procent Amerykanów opowiadało się wtedy za wyjściem USA z izolacji, większość była przeciw lub nie miała zdania. Musiał nastąpić szok Pearl Harbor i musiało tam zginąć kilka tysięcy Amerykanów, by to się zmieniło. 
Dziś, po masowym mordzie w WTC, Amerykanie nie chcą czekać na kolejne. Czy musi dojść do podobnej masakry w Paryżu czy Berlinie, by „starzy” Europejczycy Chirac i Schröder – nie mówiąc o tych dzisiejszych pacyfistach, którzy nie palili flag rosyjskich, gdy w Czeczenii ginęły tysiące cywilów, ale teraz protestują w obronie dyktatora z Bagdadu, paląc flagę USA i kukły Busha – pojęli, iż obowiązkiem polityków, ponoszących odpowiedzialność za swe kraje, jest odpowiedzieć na proste pytanie: co zrobi Husajn, jeśli teraz nie zostanie rozbrojony? Jak długo czekać z interwencją? Aż będzie mieć znowu broń atomową (kiedyś prawie ją miał)? Aż znów zagazuje swoich obywateli, jak uczynił z tysiącami kurdyjskich kobiet i dzieci kilka lat temu? Aż uderzy na sąsiadów, jak w 1980 r. na Iran, 1990 na Kuwejt i 1991 na Izrael? Aż jeszcze bardziej uciemięży Irakijczyków, cierpiących nie tylko na brak żywności, ale także wolności, terroryzowanych przez tajną policję Husajna i jego syna-następcy Udaja (ten wprawia się w rządzeniu, gdy jako szef państwowego komitetu sportowego osobiście uczestniczy w karaniu tych irackich sportowców, którym nie udało się wygrać... torturując ich).
Kiedy nie można już inaczej, lepsza jest okrutna wojna, niż okrucieństwo bez końca.

 Wojciech Pięciak






(EuRo) Pol gaz

Podpisane w zeszłym tygodniu przez wicepremierów Polski i Rosji Marka Pola 
i Wiktora Christienkę porozumienie gazowe mimo zapewnień obu stron niewiele w kwestii importu gazu z Rosji wyjaśnia. Przeciwnie, stawia parę nowych znaków zapytania. 
Po pierwsze, nie wiadomo, dlaczego rząd debatował na posiedzeniu niejawnym i w ograniczonym składzie. Po drugie, rząd zapewnia, ustami premiera Millera i wicepremiera Pola, że teraz do Polski dostarczane będzie dokładnie tyle gazu, ile będziemy potrzebowali. Z porozumienia wynika, że Polska zagwarantowała Rosjanom, iż będzie kupować od nich gaz do roku 2022. Kłopot w tym, że znane prognozy odnośnie zapotrzebowania na gaz w Polsce dotyczą okresu do roku 2005. Skąd zatem rząd wie, ile będziemy potrzebowali gazu przez następne 17 lat? Mało tego: zapisane w protokole taryfy za przesył rosyjskiego gazu przez Polskę właściwie wykluczają w przyszłości szanse Polaków na dochód z tego przedsięwzięcia. Nie bez powodu eksperci kpią, że zajmująca się przesyłem rosyjsko-polska spółka EuRoPol Gaz będzie firmą non-profit.
Ale nie te ustępstwa wobec Rosjan i ich Gazpromu są najważniejsze. Kluczowe jest to, że porozumienie nie tylko nie zbliżyło nas, ale oddaliło od korzystnego dla interesu Polski rozwiązania dwóch zasadniczych kwestii: budowy przez Rosjan drugiej nitki gazociągu jamalskiego oraz kupna gazu z alternatywnych źródeł – od Skandynawów. W pierwszym wypadku Polacy de facto pozwolili Rosjanom nie wywiązywać się ze zobowiązania, sami zaś zgodzili się odbierać więcej gazu mimo istnienia tylko pierwszej nitki (z 3 mld do 9 mld m3). Przy takich ilościach szanse na dywersyfikacje dostaw gazu stają się iluzją. 
Długotrwałe rozmowy prowadzone przez wicepremiera Pola nie poprawiły pozycji Polski w stosunkach z rosyjskim gigantem: zawarte porozumienie umocniło wręcz jego pozycję monopolisty na naszym rynku. Marek Pol już w 1995 r. jako minister przemysłu podpisał z Rosją niekorzystną dla Polski umowę w sprawie budowy „jamału”. W obu przypadkach bardziej zyskał rosyjski potentat niż polski konsument. Nazwa EuRoPol Gaz nabiera osobliwego sensu.

Andrzej Brzeziecki






Polska długów

1009 dni potrzebuje średnio w Polsce przedsiębiorca, by drogą sądową od-
zyskać swoje pieniądze od dłużników – ogłosili właśnie eksperci Banku Światowego. Nawet w Rosji okres ten wynosi tylko 300 dni. A w krajach Unii Europejskiej nie przekracza 140. 
Oczywiście powodem jest słabość wymiaru sprawiedliwości, a zwłaszcza sądownictwa. Efektem jest zaś nie tylko osłabienie życia gospodarczego, ale też rozwój struktur przestępczych. Skoro państwo ze swymi instytucjami nie jest w stanie pomóc biznesmenom w odzyskaniu należnych im od nieuczciwych partnerów pieniędzy, to wielu z nich w determinacji sięgnie po nieformalne już sposoby wyjścia na swoje, na przykład wchodząc w układ mafią, zawsze gotową przecież do użycia wobec opornych wierzycieli wszelkich metod.
Ale praprzyczyna zjawiska tkwi gdzie indziej: w obyczaju zwlekania ile się da z wszelkimi płatnościami, który wykształcił się w polskiej gospodarce. I umocnił na tyle, że zadłużanie się zyskało status naturalnej metody prowadzenia interesów także w firmach chcących uchodzić za markowe i poważne. Więcej: to uregulowanie zobowiązania w terminie uchodzić zaczęło za dowód wyjątkowego frajerstwa.

Krzysztof Burnetko






Pożegnanie z Dolly

Owieczka Dolly – pierwszy ssak sklonowany z komórki dorosłego organizmu 
– dożyła swych dni. Naukowcy z Roslin Institute skrócili, wywołane nieuleczalnym zapaleniem płuc, cierpienia najsłynniejszej owcy świata. Dolly cierpiała też na artretyzm. Czy przeżyła ona tylko 6 lat (sędziwy owczy wiek to lat 12-14) z powodów związanych z jej niezwykłym poczęciem? Badają to szkoccy biolodzy, ale nie ma pewności, czy udowodnią tę hipotezę, czy też ją obalą. Wiadomo jednak, że sklonowane zwierzęta cierpią na różnorodne dolegliwości związane m. in. ze złym funkcjonowaniem ich genów. U wielu z nich już w młodym wieku obserwuje się cechy, które zwykle towarzyszą starzeniu organizmu. Ale zapalenie płuc i artretyzm są również typowymi dolegliwościami owiec w podeszłym wieku. 
Klonując Dolly Ian Wilmut obalił dogmat biologii o nieodwracalności procesów różnicowania się komórek. Tyle że odwracalne nie znaczy doskonałe. Odkryciem swym Wilmut otworzył, chcąc nie chcąc, drogę do klonowania ludzi. Narodziny sklonowanej owcy w 1996 r. dały niektórym złudne nadzieje na przedłużenie ludzkiego życia dzięki klonowaniu. Przedwczesna śmierć Dolly uświadamia, że to samo może spotkać klonowanych ludzi. A los medialnej owcy przemawia do masowej wyobraźni dobitniej niż choroby anonimowych sklonowanych myszy. To kolejna przestroga i powód do refleksji nad rolą nauki w dzisiejszym świecie i wpływem nadinterpretacji jej osiągnięć na opinię publiczną i ludzkie marzenia. Pomimo, a może właśnie dlatego, że nie mamy pewności, czy podobny los czeka klony ludzkie.

Jacek Kubiak







Nr 8 (2798), 23 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl