Czy Watykan wydał dokument o New Age kilkanaście lat za późno?


Już po Nowej Erze

Bartłomiej Dobroczyński



Dobrze się stało, że Kościół podjął próbę zrozumienia fenomenu tak złożonego jak New Age, szkoda tylko, że zrobił to w momencie, gdy żywotność zjawiska wydaje się nadwątlona. W komunikacji społecznej etykieta New Age jest od lat synonimem duchowego prostactwa, szarlatanerii oraz żerowania na naiwnych.


„New Age” to skuteczna marketingowo – i z tego powodu jeszcze do niedawna nagminnie nadużywana – etykieta na niezliczoną ilość towarów i usług z zakresu m.in. alternatywnej duchowości (religie orientalne i przedchrześcijańskie, „nowe ruchy religijne”, neopogaństwo), irracjonalnych zjawisk kulturowych (parapsychologia, magia, okultyzm), nieoficjalnej medycyny i egzotycznych ruchów terapeutycznych (medycyna chińska, ziołolecznictwo, homeopatia, psychologia transpersonalna, „Ruch Ludzkiego Potencjału”) czy tzw. nowych trendów w nauce i kulturze (zob. „Tao fizyki” oraz „Punkt zwrotny” Fritjofa Capry). Szybki rozwój tego zjawiska i jego popularność w latach 70. i 80. wspomagane były przez proces prywatyzacji wierzeń religijnych, zniechęcenie do kultury Zachodu, a także idee kontrkulturowe i liberalne. Jednak mimo pozorów trafności i trwałości, „Nowa Era” – jako kategoria nazywająca pewien fenomen kulturowy – wydaje się dziś czymś w zasadzie przebrzmiałym i mylącym. Wiele wskazuje na to, że za żywotność tej etykiety bardziej odpowiedzialni są przeciwnicy niż dawni zwolennicy „Ery Wodnika”, którzy od dłuższego czasu odżegnują się od niej niemal jednogłośnie. Jak to ujął już w 1982 r. uważany za guru New Age Fritjof Capra: „Gdy mówimy dzisiaj o ludziach Nowej Ery, mówimy o tych, którzy w dalszym ciągu żyją świadomością lat 70.”.

Raport o Wodniku
Papieska Rada Kultury wspólnie z Papieską Radą ds. Dialogu Międzyreligijnego ogłosiły ostatnio dokument zatytułowany: „Jezus Chrystus dawcą wody życia. Chrześcijańska refleksja na temat Nowej Ery (New Age)”. Publikację określono jako „prowizoryczny raport”, mający stanowić inspirację do dalszych dyskusji. Watykanowi przyświeca cel duszpasterski: chodzi o rozstrzygnięcie wątpliwości, które mogłyby stać się udziałem ludzi wierzących – świeckich i duchownych – w związku z fenomenem ruchu Nowej Ery oraz z jego, jak twierdzą autorzy, rosnącą popularnością. Ta ostatnia nie ogranicza się według nich tylko do kręgów pozakościelnych, ale coraz mocniej oddziałuje także na chrześcijan, znajdując odzew nawet w domach zakonnych, seminariach i innych miejscach formacyjnych. Autorzy polemicznie nawiązują do podstawowej astrologicznej tezy zwolenników New Age, iż właśnie teraz, na przełomie tysiącleci, odchodzi w niebyt Era Ryb, a wraz z nią dwa tysiące lat panowania patriarchalnego chrześcijaństwa, zaś na naszych oczach dokonuje się przejście do duchowej i tolerancyjnej Ery Wodnika. Główna teza dokumentu głosi, że to nie Aquarius (Wodnik), lecz wyłącznie Chrystus jest w stanie wylać na świat ożywczą wodę życia.
Struktura dokumentu jest następująca: najpierw omówiono podstawowe zagadnienia New Age (przede wszystkim z zakresu duchowości oraz antropologii), a następnie skonfrontowano je z odpowiednimi tezami chrześcijaństwa. W końcowych partiach zamieszczono teoretyczne wskazówki oraz rady, co robić w zaistniałej sytuacji. Całość została uzupełniona o słownik podstawowych terminów z zakresu nowej duchowości oraz trzy syntetyczne ujęcia głównych tez Nowej Ery. Mimo pozorów jednorodności, autorom dokumentu nie udało się jednak do końca ukryć faktu, iż stanowisko Kościoła w omawianej kwestii jest dalekie od jednoznacznego.

Zaproszenie do zrozumienia
Wbrew temu, co można było wnioskować z relacji mediów, watykański dokument jest jednym z najbardziej wyważonych i pojednawczych tekstów na temat alternatywnej duchowości, New Age Movement i nowych ruchów religijnych, jaki wyszedł z kręgów kościelnych. Już na wstępie mówi się zresztą, że autorom chodzi przede wszystkim o „zaproszenie do zrozumienia Nowej Ery i zaangażowania w autentyczny dialog z tymi, którzy znajdują się pod jej wpływem”. Pojawiające się tu i ówdzie epitety, którymi określa się fenomen New Age – takie jak choćby „nęcący” czy też „pociągający” (alluring), „złożony” (complex), „nieuchwytny” (elusive) czy „niepokojący” (disturbing) – nie są, jak się zdaje, nacechowane zbyt negatywnie.
Papieskie Rady potrafiły dostrzec różne wymiary omawianego zjawiska i dzięki temu – co dobrze wróży dialogowi międzyreligijnemu – udało się im trafnie oddzielić to, co z dużym prawdopodobieństwem należy do New Age, od tego, co nim z pewnością nie jest – szczególnie w zakresie niechrześcijańskich tradycji duchowych. Kiedy mowa o tym, że u podłoża New Age’u oraz wzrostu popularności ezoteryki i gnostycyzmu leży rosnące zainteresowanie mądrością oraz rytuałami dawnych kultur, jako przykłady zostają wymienione m.in.: celtycka duchowość, religie starożytne i orientalne. Jednak zaraz pojawia się refleksja, że książki i warsztaty oferujące możliwości studiowania tych tematów są opatrywane etykietą New Age raczej z komercyjnych niż merytorycznych względów, bo związki ruchu z tymi religiami nie zawsze są jasne, a w rzeczywistości owe tradycje religijne często je negują. W innym miejscu czytamy, że duchowość Nowej Ery jest nazbyt egocentryczna, wręcz narcystyczna, a zatem nie można jej uznać za chrześcijańską czy buddyjską, gdyż brak jej momentu zaparcia się siebie. W dokumencie udało się przedstawić znaczną liczbę najbardziej reprezentatywnych zagadnień związanych z New Age, omijając przy tym pokusę – której często ulegają autorzy protestanccy – zbiorczego potraktowania owego fenomenu jako szatańskiego spisku światowej masonerii oraz złowrogich, ponadnarodowych kręgów polityczno-finansowych. Bardzo dobrze świadczy o autorach fakt, że dołożyli starań, by odróżnić religie przed-chrześcijańskie (najczęściej rdzenne i orientalne) – rozumiane jako nadal żywe i w zasadzie autonomiczne tradycje duchowe – od ich komercyjnego czy politycznego wykorzystania (chociaż pojawiają się oskarżenia religii pogańskich o wspieranie totalitaryzmów wszelkiej maści, z faszyzmem na czele).

Zabrakło rozróżnień
Jednak tekst zawiera również momenty wątpliwe. Być może autorzy uznali, że Ruch Nowej Ery jest na tyle integralnym składnikiem kultury Zachodu, iż nadszedł czas na całościową wypowiedź na jego temat. Tymczasem z powodu kompromitacji różnych aspektów New Age, wyczerpania jego sił żywotnych, nagminnego nadużycia samej nazwy w celach dyskredytacyjnych – a określono już nią Jana Pawła II, Tadeusza Mazowieckiego i Czesława Miłosza! – jest to zjawisko dawno przebrzmiałe, a przynajmniej stale tracące na znaczeniu, choć oczywiście nie straciły na aktualności ani alternatywna duchowość, ani gnostyckie sympatie. Inna sprawa, że rozumienie Nowej Ery, jakie oferuje czytelnikowi dokument, jest tak szerokie, że właściwie można podciągnąć pod nie każde niemal zjawisko kulturowe inspirowane duchowością inną niż chrześcijańska. Autorzy piszą np., iż mentalność New Age’u ma swoje prefiguracje w takich organizacjach i stowarzyszeniach, jak różokrzyżowcy i masoni (z czasów Rewolucji Francuskiej i amerykańskiej). Twierdzą też, że innymi potężnymi trendami, które przygotowały grunt pod idee New Age, była ogólna akceptacja darwinizmu i teorii ewolucji oraz koncentracja na ukrytych duchowych siłach czy mocach natury. Bazą New Age’u miałyby być także szybko rozprzestrzeniający się relatywizm oraz rosnąca niechęć, lub choćby tylko obojętność, wobec wiary chrześcijańskiej. Jeśli dodać do tego, że za eksponenta myśli Nowej Ery uważany jest np. filozof nauki Thomas Kuhn – daje to, moim zdaniem, zbyt rozległy, a przy tym nadmiernie intelektualny obraz tego fenomenu. Jeśli słynna „Struktura rewolucji naukowych” wzmiankowanego autora może być określona jako pozycja New Age (zob. bibliografia dokumentu), to Tomaszowa dewiza „zawsze rozróżniaj” doznaje w wyniku tej operacji poważnego uszczerbku. Są po prostu różne koncepcje, które odwołują się do czynników irracjonalnych jako motywów sprawczych, decydujących o kształcie ludzkiej kultury, a nawet całej rzeczywistości – ale stawianie między nimi znaku równości i twierdzenie, że za każdym irracjonalizmem ukrywa się „sprzysiężenie Wodnika” może prowadzić do wniosku, iż Pascal czy Schopenhauer byli również ideologami Nowej Ery.
Z dokumentu nie wynika jednoznacznie, czy New Age jest odgórnym ruchem dośrodkowym (nie wiadomo wtedy, przez kogo sterowanym i kontrolowanym), dążącym do ujednolicenia światopoglądowego i wprowadzenia „nowego uniwersalnego kościoła” w miejsce chrześcijaństwa, czy też przejawem działania raczej niezidentyfikowanej siły odśrodkowej – co tłumaczyłoby, dlaczego w ramach ruchu nie dba się (bo nie ma nikogo, kto chciałby dbać) o spójność doktrynalną. Wydaje się jednak, że autorzy dokumentu częściej skłaniają się do poglądu, iż New Age jest ruchem zorganizowanym na wzór Kościoła katolickiego, z określoną doktryną, wewnętrzną spójnością etc. Pogląd taki powoduje jednak trudne do rozwiązania trudności, bo co wspólnego mają wiedźmowski ruch wicca, manichejska gnoza, medycyna chińska, teoria Darwina i szkoła socjologiczno-historyczna w obrębie naukoznawstwa? Prawda jest taka, że niektóre zjawiska określane jako New Age mają dużo wspólnego z gnozą, a inne niewiele bądź zgoła nic, i trzeba dopiero odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje (nazywanie czegoś neognozą niczego nie wyjaśnia).
W dokumencie dano do zrozumienia, iż New Age nie jest religią w ścisłym sensie („wydaje się, że najlepiej unikać sformułowania »religia New Age«, mimo że ruch ten odwołuje się przede wszystkim do potrzeb duchowych i religijnych”). Skoro w obrębie inkryminowanego ruchu uważa się, że właśnie nadszedł kres zorganizowanych religii, to oczywiście termin „duchowość” jest tu znacznie zręczniejszy. Jednak autorzy cały czas mają tendencję do traktowania New Age jako sui generis doktryny z zakresu religijności ezoterycznej, co znowu wymaga refleksji nad sensem takiego zakwalifikowania. Określając bowiem ruch New Age epitetem „ezoteryczny”, Papieskie Rady nie rozwiązują paradoksu: w jaki sposób fenomen tak popularny i wszechobecny, a zatem łatwo dostępny, może nosić cechy ezoteryki – czyli dziedziny przeznaczonej z definicji dla wybranych, a więc nielicznych?

Za późno?
Wydaje się, że o wiele trafniejsze są te fragmenty dokumentu, w których New Age – a raczej to, co było przyczyną jego powstania – jest potraktowany nie jako spójna doktryna, tylko jako pewien społeczny stan umysłu, typ kulturowego odniesienia, mentalność czy też środowisko (milieu). W obrębie New Age nigdy nie chodziło o scalanie i ujednolicanie czegokolwiek, tylko raczej o zachowanie unikalności i podkreślanie różnic, w zgodzie ze słynnym hasłem: „myśl globalnie, działaj lokalnie”. I dlatego choćby taki ruch antyglobalistyczny, który sprzeciwia się komercjalizacji i unifikacji światowej kultury, może być uznany za przejaw tej samej głębszej tendencji, wyrażonej jako New Age, ale także jako kontrkultura czy inwazja egzotycznych duchowości.
Oczywiście dobrze się stało, że Kościół podjął próbę zrozumienia fenomenu tak złożonego i wielopostaciowego, szkoda tylko, że zrobił to tak późno – w momencie, gdy żywotność zjawiska wydaje się nadwątlona. W komunikacji społecznej już od wielu lat etykieta New Age służy przede wszystkim, jako negatywny epitet oceniający (tzw. „Kampfbegriff”, pojęcie walki) i jest synonimem duchowego prostactwa, szarlatanerii oraz żerowania na naiwnych. Wszystko wskazuje na to, że największymi wyzwaniami dla Kościoła w XXI w. będzie nie New Age, a „empiryczno-fenomenologiczne” religie sukcesyjne – z różnymi wersjami buddyzmu na czele – oraz rosnąca obojętność na propozycje zorganizowanych Kościołów i wynikający z niej fakt zaspokajania potrzeb religijnych za pomocą aktywności, które dotychczas z duchowością ani religijnością nie były łączone. Innymi wyzwaniami dla Kościoła będą z pewnością: niesłychany rozwój technologii związanych z przetwarzaniem i rozprzestrzenianiem informacji oraz postęp w dziedzinie biotechnologii. Ale to już temat na całkiem inne rozważania.

Bartłomiej Dobroczyński jest psychologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Psychologii UJ. Nakładem Znaku ukazała się jego książka „New Age” (1997), przełożona później na język włoski.

O dokumencie „Jezus Chrystus dawcą wody życia” pisał także przed tygodniem o. Jan Andrzej Kłoczowski.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 8 (2798), 23 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl