Spory – polemiki: miejsce kobiet w nauczaniu Jana Pawła II 


Na czym polega kobiecość...

Elżbieta Adamiak



Są małżonki, które nie są matkami, oraz kobiety konsekrowane, które nie rozumieją swojej misji w kategoriach macierzyństwa duchowego. Zasadniczy problem nauczania Jana Pawła II dostrzegam właśnie w skoncentrowanym na macierzyństwie ujęciu powołania kobiety.


Dziękuję Pani Ludmile Grygiel za zabranie głosu w sprawach poruszanych w wywiadzie Anny Matei ze mną („TP” nr 49/2002), choć jednocześnie muszę stwierdzić, że częściowo dyskusja toczy się wokół wypowiedzi, które zostały zrozumiane źle lub przynajmniej wbrew moim intencjom. Z przesłanego listu wnoszę również, że są sprawy, w których ocenie różnię się z Ludmiłą Grygiel. 
W wywiadzie powiedziałam, że „Papież nigdzie bliżej nie określa, jak rozumie kobiecość”. Tekst Ludmiły Grygiel nie przekonał mnie jednak, że w pismach Jana Pawła II znalazło się takie określenie „kobiecości”, które: po pierwsze określa wszystkie kobiety, po drugie odnosi się tylko do kobiet, a nie innej grupy osób. Wydaje mi się, że Jan Paweł II nie daje tego rodzaju „definicji”. W wielu miejscach natomiast wiąże z kobiecością pewne cechy, niektóre spośród nich wymienione zresztą przez Ludmiłę Grygiel, które jednak niekoniecznie dotyczą tylko kobiet. Tak odczytuję stwierdzenie mojej Polemistki, że „fundamentalnym rysem kobiecości jest stwierdzenie, że kobiety są osobami stworzonymi z miłości i do miłości”. Jest to według mnie równie fundamentalnym rysem męskości, jeżeli decydujemy się na stosowanie tego rodzaju pojęć. Dlaczego stworzenie z miłości i do miłości ma być cechą bardziej kobiet, a nie po prostu osoby ludzkiej? 
Nigdy nie twierdziłam też, że Jan Paweł II wypowiada się na temat kobiecości rzadko, że nie wyraża podziwu dla kobiet czy też, że „przemilcza problemy społeczno-
-polityczne związane z kondycją kobiety we współczesnym świecie”, w tym kwestię jej dyskryminacji. Zgadzam się ze stwierdzeniem Ludmiły Grygiel, że „nie zrozumiemy człowieka, abstrahując od jego płci”. Jest raczej przeciwnie: sądzę, że dalecy jesteśmy od wyciągnięcia wszystkich teologicznych konsekwencji z tego faktu. Jeżeli moja wypowiedź w dyskutowanym wywiadzie nie była zbyt jasna, odsyłam do innych moich publikacji na ten temat („Milcząca obecność. O roli kobiety w Kościele”, Warszawa 1999, s. 31-63; „Trzy listy”, „TP” nr 42/1998). 
Wydaje mi się, że na podobnym nieporozumieniu opiera się zarzut, iż traktuję funkcje pełnione przez kobiety w społeczeństwie i Kościele za kryterium godności zakonnic czy kobiet świeckich. Oczywiste jest, że godność kobiet jest niezależna od funkcji, jakie pełnią, ale też konkretne funkcje mogą, choć nie muszą, potwierdzać tę godność. Moje słowa o utrzymywaniu wysokiego poziomu wykształcenia zakonnic wywodzą się z konkretnego zalecenia Jana Pawła II, zawartego w piśmie dotyczącym osób konsekrowanych: „Jest także konieczne, aby formacja kobiet konsekrowanych, w takim samym stopniu jak mężczyzn, była dostosowana do nowych potrzeb, przewidywała realne, instytucjonalne możliwości systematycznego kształcenia i przeznaczała na nie odpowiednio wiele czasu, tak by obejmowało ono wszystkie dziedziny – od teologiczno-duszpasterskiej po zawodową” (adhortacja „Vita consecrata”, 58). 
Podobne nieporozumienie wiąże się z kolejną moją wypowiedzią: „Kobiecość nie jest czymś wynikającym z »natury« kobiet (cokolwiek miałoby to znaczyć), lecz zawsze ukształtowanym kulturowo”. Nie chodzi mi o to, że „kobiecość kształtuje tylko i wyłącznie kultura”, jak pisze Ludmiła Grygiel, lecz że nie kształtuje jej tylko natura, tzn. kobiecość, podobnie jak męskość, jest zawsze wynikiem oddziaływania na siebie wymiaru biologicznego i kulturowego. Przy tym to ostatnie należy rozumieć szeroko, w sensie obejmującym nie tylko kulturę, ale też rasę, klasę, narodowość, uwarunkowania historyczne, światopoglądowe, religijne, społeczne, geograficzne czy nawet klimatyczne. Stąd rodzi się zdumiewająca różnorodność osobowych tożsamości w społecznościach. Ten wątek wart jest głębszego potraktowania, niż pozwalają na to ograniczone ramy wywiadu.
Choć nie chcę sprowadzać słów Jana Pawła II wyłącznie do poziomu kulturowego, nie możemy abstrahować od kontekstu, w którym to nauczanie powstaje. Bez współczesnego ruchu kobiet nie byłoby takiego nauczania Kościoła. Dlatego, właśnie w imię konieczności słuchania nauczania Kościoła, warto zwrócić uwagę, iż „Mulieris dignitatem” – papieski List o „godności i powołaniu kobiety”, widzi to powołanie tylko na dwóch drogach: macierzyństwa i dziewictwa, rozumianego jako życie konsekrowane, które staje się duchowym macierzyństwem (por. rozdział VI Listu). To właśnie skłoniło mnie do stwierdzenia, iż „kobiety samotne, rozumiejące swoje powołanie życiowe poprzez pracę zawodową, zaangażowanie społeczne czy polityczne, nie znajdą dla siebie miejsca w »Mulieris dignitatem«”. Można by to zdanie rozszerzyć zresztą o małżonki, które nie są matkami, czy o kobiety konsekrowane, które swojej misji nie rozumieją w kategoriach macierzyństwa duchowego. Inaczej mówiąc: w tym skoncentrowanym na macierzyństwie ujęciu powołania kobiety widzę zasadniczy problem nauczania Jana Pawła II. W innych bowiem wypowiedziach dostrzega wielowymiarowość tych powołań. Można to zauważyć nawet na płaszczyźnie językowej: Papież mówi o powołaniu kobiety (w liczbie pojedynczej) a nie kobiet. Myślę, że istotnie różnimy się z Ludmiłą Grygiel w odczytywaniu tego centralnego miejsca nauczania Jana Pawła o kobiecie. 
Nie tylko ja, ale wielu teologów i teolożek widzi konieczność mówienia o tożsamości kobiet. Wychodząc od wielości tożsamości kobiet, uznaję, że drogi odnajdywania odpowiedzi na pytania, kim jesteśmy i stajemy się, jakie jest nasze powołanie, a więc na czym polega nasza tożsamość, są ciągle przed nami. Wybory, których dokonujemy, mają miejsce w rzeczywistości społecznej, moim zdaniem, nie sprzyjającej kobietom. Warto o tym pamiętać, czytając słowa o powołaniu kobiety do macierzyństwa, ponieważ panujący przez wieki model kulturowy ograniczający działanie kobiet do sfery prywatnej był oparty na określonym (kulturowym!) rozumieniu macierzyństwa. 
Mam nadzieję, że przynajmniej niektóre z moich wypowiedzi stały się dzięki tym wyjaśnieniom bardziej zrozumiałe. Moja lektura tekstów Papieża została oceniona jako „niedokładna”, a ich interpretacja jako „fragmentaryczna i subiektywna”. Przyznam jednak, że argumenty przedstawione przez Ludmiłę Grygiel nie przekonały mnie do zmiany drogi interpretacji tekstów Jana Pawła II. 

Polemikę Ludmiły Grygiel „Męski dług wobec kobiet” opublikowaliśmy w „TP” nr 7/2003.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 8 (2798), 23 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl