Komentarze

 


Krzysztof Burnetko Afera Rywina: kolejna odsłona

Janusz A. Majcherek Bezrobocie i realizm

Wojciech Stanisławski L’Etat est mort, vive l’Etat?








 

 




  
Afera Rywina: kolejna odsłona

Niemal półtora miesiąca po ujawnieniu przez „Gazetę Wyborczą” jednej z największych zapewne prób korupcyjnych w III RP o kulisach afery nadal nic więcej nie wiemy. Dowiedzieliśmy się za to wiele o funkcjonowaniu rozmaitych instytucji demokratycznych w Polsce. 
Okazuje się, po pierwsze, że jak dotąd z większym zdecydowaniem i profesjonalizmem do wyjaśnienia sprawy zmierza nie prokuratura, lecz sejmowa komisja śledcza. A przecież wydawać się mogło, że to właśnie prokuratorzy winni mieć tu większe doświadczenie i lepsze przygotowanie. Więcej: komisji parlamentarnej z natury grozi upartyjnienie (tu na dodatek, wbrew dobrym zwyczajom dojrzałych demokracji, na jej czele postawiono reprezentanta koalicji rządzącej), co zawsze potęguje podejrzenia o brak obiektywizmu. Wyjaśnienie źródeł tego paradoksu – czyli analiza statusu i podporządkowania prokuratury – będzie jednym z najważniejszych odprysków tej sprawy.
Po drugie, sprawa Rywina stała się wielkim testem dla polskich mediów. Egzamin wciąż trwa, ale już pojawiają się pytania o reguły odpowiedzialności środków przekazu (w sytuacji powtarzających się – i to w czołowych tytułach – przypadków zwlekania bądź rezygnowania z podejmowania kluczowych dla przejrzystości życia publicznego tematów w imię innych, wyższej ponoć rangi, wartości – od racji stanu po solidarność zawodową bądź towarzyską), o poziom polskiej publicystyki (wszak niektórzy publicyści oskarżonym zrobili Michnika), o zasady relacjonowania afer z udziałem osób publicznych (symbolem niech tu będzie zamazywanie w programach informacyjnych TVP twarzy Lwa Rywina, co ma chyba świadczyć o respektowaniu przepisów prawa procesowego i kulturze prawnej dziennikarzy, a w rzeczywistości dowodzi albo nieznajomości standardów obowiązujących media w takich przypadkach albo, co gorsza, oportunizmu redakcji). Spotęgowały się wreszcie już bardziej prozaiczne objawy chorób polskiego rynku medialnego: choćby w postaci prób wygrywania tak poważnej sprawy dla bynajmniej nie merytorycznej, ale wyłącznie ambicjonalnej walki z konkurencją (bryluje tu TVN wobec TVP oraz „Rzeczpospolita” wobec „Gazety Wyborczej”). Bez wątpienia za to przełomem okażą się publiczne transmisje z przesłuchań przed sejmową komisją śledczą – jako nieoczekiwana, a znamienna, gwarancja jawności życia publicznego. 

 Krzysztof Burnetko






Bezrobocie i realizm

Jerzy Hausner, szef nowo utworzonego resortu, łączącego nadzór nad gospodarką i rynkiem pracy, ma poczucie realizmu. To ono pozwoliło mu uznać dotychczasowe sposoby pobudzania gospodarki i przeciwdziałania bezrobociu za nieskuteczne i nierokujące nadziei. Także propozycje przełamania pasywności cechującej tak wielu bezrobotnych, jak urzędy pracy, nawet przez odbieranie zasiłków i przesuwanie zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy na podnoszenie kwalifikacji, to pomysły odważne i rozsądne. 
Jednak już uwagi ministra o szukaniu sposobów wykorzystania funduszy emerytalnych na cele inwestycyjne, zdradzają lekceważenie bądź niepełne uświadomienie prawdziwego problemu, którym jest niska atrakcyjność inwestowania w polską gospodarkę. W sposób dosadny powiedzieli to premierowi Leszkowi Millerowi podróżującemu po Stanach Zjednoczonych tamtejsi biznesmeni. Nie tylko wielkie koncerny i potężne fundusze, ale też przeciętni i drobni przedsiębiorcy uważają działalność w Polsce za udrękę: tyle napotykają tu biurokratycznych i fiskalnych przeszkód. Jedynie likwidacja tych barier może spowodować, że wzrośnie atrakcyjność inwestycyjna Polski, a więc i aktywność inwestorów. Skutkiem ostatecznym będzie przyspieszenie tempa rozwoju polskiej gospodarki, ale także większa liczba efektywnych miejsc pracy.
Podczas wizyty w USA premier obiecał przeprowadzić przez parlament pakiet ustaw ułatwiających inwestowanie. To jednak, wbrew pozorom, nie jest powód do optymizmu. Polska gospodarka nie potrzebuje legislacyjnych zachęt i specjalnych przepisów, lecz likwidacji znacznej części już istniejących, namnożonych bezmyślnie przez ostatnie lata w interesie rozmaitych wpływowych politycznie branż gospodarki pod szyldem troski – rzekomej – o ochronę miejsc pracy. 

Janusz A. Majcherek






L’Etat est mort, vive l’Etat?

Historia zna niewiele tak kruchych tworów państwowych, jak ten powstały 4 lutego: jego spoiwem będzie jedynie ograniczony do najważniejszych funkcji rząd i wojsko, poborowi stacjonować będą jednak w macierzystych republikach. Serbia i Czarnogóra – bo o ten twór chodzi – zachowają odrębne parlamenty, walutę, partie i systemy celne. Powstanie unii dwóch republik, stanowi karkołomny kompromis między dwiema zasadami: prawem do samostanowienia, którego domaga się większość Czarnogórców, a zachowaniem status quo, którego chce reszta Europy, zaniepokojona perspektywą jakichkolwiek zmian granic; istotnie, na Bałkanach posunięcie tego rodzaju mogłaby uruchomić zgubne domino. W obowiązującej od kilku dni Noweli Konstytucyjnej obywatelom obu republik zagwarantowano jednak możliwość zorganizowania w 2005 r. referendum, w którym będą mogli się wypowiedzieć w kwestii dalszego istnienia wspólnego państwa. 
Na razie przestała istnieć Jugo-slavija – państwo południowych Słowian. Koniec państwa zwykle skłania do nostalgii, zwłaszcza jeśli pamiętać, że Jugosławia miała być spełnieniem marzenia o federacji narodów bałkańskich, które zrodziło się w głowach romantyków w połowie XIX wieku. Jugosławia w kolejnych wcieleniach okazywała się jednak kolejną „utopią u władzy”, co ostatecznie udowodniła tragiczna dekada lat 90. Warto też pamiętać, że – jeśli nie liczyć czterech wielonarodowych imperiów – Serbia i Czarnogóra to jedyne państwa europejskie, które znajdowały się na mapie w roku 1902, a w sto lat później były na niej nieobecne. Być może nadszedł czas, by znów zakosztowały niepodległości. 

Wojciech Stanisławski


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 7 (2797), 16 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl