Spory – polemiki: miejsce kobiet w nauczaniu Jana Pawła II


Męski dług wobec kobiet

Ludmiła Grygiel 



W ciekawym wywiadzie Anny Matei z Elżbietą Adamiak („TP” nr 49/2002) znalazły się wypowiedzi świadczące o niedokładnym odczytaniu nauczania Jana Pawła II o kobiecie.


Poznańska teolożka mówi: „Papież nigdzie bliżej nie określa, jak rozumie kobiecość”. Tymczasem Papież często i precyzyjnie mówi o tożsamości kobiety. Wypowiedzi na ten temat znajdziemy w licznych przemówieniach i dokumentach niekoniecznie poświęconych li tylko jej. Jan Paweł II nie przemilcza także problemów społeczno-politycznych związanych z kondycją kobiety we współczesnym świecie (odsyłam choćby do rozważań na Anioł Pański przed Światową Konferencją na Rzecz Kobiet w Pekinie w 1995 r.). Papież zdecydowanie sprzeciwia się różnorakim, nieraz wysublimowanym, formom dyskryminacji kobiet, broniąc ich godności. Największy nacisk kładzie jednak na opis ich tożsamości oraz wynikających stąd obowiązków i praw. 
Fundamentalnym rysem kobiecości jest stwierdzenie, że kobiety są osobami ludzkimi stworzonymi z miłości i do miłości. U podstaw papieskiego nauczania o kobiecie leży prawda o osobie ludzkiej, odsłaniająca się w akcie stwarzania człowieka „mężczyzną i kobietą”. Papież nieustannie przypomina o tym początku (por. teksty katechez środowych z tomu „Mężczyzną i kobietą stworzył ich”). Nie zrozumiemy człowieka, abstrahując od jego płci: męskości bez kobiecości i odwrotnie. Jan Paweł II stawia nawet kobietę wyżej od mężczyzny, uznając ją za jego nauczycielkę w poznawaniu człowieczeństwa. Wyraża podziw dla moralnej siły i duchowej mocy kobiety, płynących ze świadomości, że „Bóg w jakiś szczególny sposób zawierza jej człowieka” („Mulieris dignitatem”, 30). Mężczyzna-ojciec, ucząc się od kobiety-matki ojcostwa, zaciąga wobec niej dług (MD 18). Godności kobiety (podobnie jak mężczyzny) nie wyznacza ilość wyprodukowanych przedmiotów czy zdobytych tytułów naukowych. Niepowtarzalna wartość „geniuszu kobiecego” (Jan Paweł II), zachwycające piękno tego, co „wiecznie kobiece” (Goethe), to coś nieporównanie więcej niż funkcje pełnione przez kobiety w społeczeństwie i Kościele. Toteż o godności zakonnic czy kobiet świeckich nie decyduje ich wykształcenie, jak zdaje się sądzić Elżbieta Adamiak, mówiąc m.in.: „Żeńskie wspólnoty zakonne powinny utrzymać na tyle wysoki poziom wykształcenia członkiń, by nie trzeba było papieskich słów o »geniuszu kobiecości«”. 
Przypuszczam, że ta ograniczona wizja kobiecego człowieczeństwa oraz niedokładna lektura papieskich tekstów skłoniła teolożkę do powiedzenia, że „kobiety samotne, rozumiejące swoje powołanie życiowe poprzez pracę zawodową, zaangażowanie społeczne czy polityczne, nie znajdą dla siebie miejsca w »Mulieris dignitatem«”. Takie przekonanie dyktuje też może pojmowanie kobiecości (oraz męskości, macierzyństwa i ojcostwa), jako wytworu kulturowego. Jeśli kobiecość kształtuje tylko i wyłącznie kultura, uprawomocnione staje się „dostosowywanie” koncepcji osobowej godności kobiety, jej praw i obowiązków, do wymogów dominującej kultury. Właśnie przed taką manipulacją broni kobiety Jan Paweł II, wzywając, by nie zostawiać ich samych w realizacji ich powołania, pomagać w pokonywaniu trudności i chronić od zagrożeń. Analiza jego nauczania nie pozwala zgodzić się z wnioskiem Elżbiety Adamiak, która twierdzi, że kobietom „pozostaje samodzielne poszukiwanie rozwiązań, odnajdywanie tożsamości poza tymi ograniczeniami”. Nie wiem jednak, o jakie rozwiązania i ograniczenia chodzi. 
Wywiad potwierdza słuszność stawianego Polakom zarzutu, że za mało studiują nauczanie Jana Pawła II. Powinniśmy sobie jednak życzyć, aby na łamach „TP” rzetelnie omawiać papieskie nauczanie o kobiecie. Inaczej czytelnicy katolickiego pisma będą lepiej znać współczesną teologię feministyczną niż Magisterium. Nie znając tego ostatniego uwierzą w jego fragmentaryczną i subiektywną interpretację prezentowaną przez Panią Adamiak albo zachwycą się takimi wypowiedziami, jak s. Elisabeth Johnson („TP” nr 50/2002): „Jestem zwolenniczką teologii, która szuka zrozumienia i dialogu ze współczesną kulturą. Myślenia religijnego, które promuje i zachęca wiernych do podążania za Chrystusem poprzez nawoływanie do pokoju i sprawiedliwości na świecie. Sama trzymam się takiego kursu, skupiając się przede wszystkim na potrzebach kobiet i Matki Ziemi”. Dla dobra czytelników nie należy pozostawiać tego rodzaju deklaracji bez komentarza. Podążanie za Chrystusem wymaga przede wszystkim nawracania się, nie można też budować sprawiedliwego świata bez miłosierdzia. Nie wolno więc poprzestawać na wzywaniu do sprawiedliwości i pokoju, lecz trzeba uczyć (się) Osoby Chrystusa – dawcy pokoju i sprawiedliwości, i wiernie Go naśladować. 
Kościół zawsze starał się zrozumieć kulturę i prowadzić z nią dialog, ale równocześnie bronił wiary i teologii przed tymi, którzy sprowadzają je do fenomenów czysto kulturowych. Teologia skupiona „przede wszystkim na potrzebach kobiet i Matki Ziemi” zamienia się w socjologię bądź ideologię polityczną. Uprawiających taką teologię uczonych bardziej interesuje ratowanie ginących gatunków zwierząt i roślin niż obrona życia nienarodzonych dzieci albo klimat Matki Ziemi niż wiekuisty los człowieka. 

LUDMIŁA GRYGIEL jest historykiem, eseistką i tłumaczką. Ostatnio wydała „Świętość dwojga” (Wyd. Więź, 2002). Mieszka w Rzymie.

W następnym numerze opublikujemy odpowiedź Elżbiety Adamiak. Zainteresowanych dyskusją, jaka wywiązała się po publikacji wywiadu, zachęcamy do odwiedzenia strony „TP” w portalu www.onet.pl/kiosk, gdzie odnotowano już prawie 900 wypowiedzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 7 (2797), 16 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl