Tolkien w kinie: druga część „Władcy Pierścieni”


„Dwie wieże”, dwie wizje

Tomasz Fiałkowski



„Oczywiście, że »Władca Pierścieni« nie jest moją własnością. Został wydany i musi ruszyć w swoją wyznaczoną drogę przez świat...”
J. R. R. Tolkien w liście do Carole Batten-Phelps



W „Dwóch wieżach” Peter Jackson musiał się zmierzyć nie tylko z Tolkienowską wyobraźnią, ale i z problemami konstrukcyjnymi. Potraktował więc literacką podstawę z większą swobodą niż w „Drużynie Pierścienia”. Zmiany nie zawsze są szczęśliwe.



Gdyby nie powojenne kłopoty brytyjskiego rynku książki, „Władca Pierścieni” nie stałby się nigdy „trylogią”. „»Władca Pierścieni« jest niepodzielny, chyba że na sztucznie wyodrębnione fragmenty” – pisał Tolkien w 1950 roku. Jedynie perswazje wydawcy Raynera Unwina sprawiły, że zgodził się podzielić całość na tomy i nadać im osobne tytuły. 
Pisarza irytowało jednak, że księgi III i IV, tworzące „Dwie wieże”, „właściwie nie mają ze sobą związku”. Opowiadają przecież dwie odrębne, równolegle toczące się historie. Pierwsza, powikłana i wielowątkowa, prowadzi do ponownego spotkania większości członków Drużyny Pierścienia: Aragorna, czarodzieja Gandalfa, elfa Legolasa, krasnoluda Gimlego oraz hobbitów Merry’ego i Pippina. Treścią drugiej są losy Powiernika Pierścienia, czyli Froda Bagginsa, i jego towarzysza Sama Gamgee od chwili, gdy odłączyli się od Drużyny. Nawet sens tytułu łączącego księgi jest niezbyt jasny, wież mamy bowiem u Tolkiena kilka: Orthank, czyli siedzibę Sarumana; Barad-dur, czyli Czarną Wieżę Saurona; Białą Wieżę, która wznosi się nad stolicą Gondoru; wreszcie Minas Morgul, dawną Minas Ithil Gondorczyków opanowaną przez Saurona.

Zmierzch ery rycerskiej

Oglądając film, nie mamy wątpliwości, że chodzi o Orthank i Barad-dur, o łączącą je „oś zła”, które zamierza zapanować nad światem. Sarumana, czarodzieja, który sprzeniewierzył się swej misji, w powieści pycha skłania nie tylko do zdrady dobra, ale i do rywalizacji z ucieleśniającym zło Sauronem. W filmie jest już tylko jego sługą. A zniszczenie przez armię Sarumana Rohanu – królestwa dumnych jeźdźców i wolnych pasterzy – ma być początkiem apokalipsy, która odmieni oblicze Śródziemia.
Wojna przeciw Rohanowi staje się dramaturgicznym zwieńczeniem filmowych „Dwóch wież”. Nie tylko ze względu na nieprawdopodobny rozmach scen batalistycznych, gdy oddziały Sarumana – wyhodowani przezeń monstrualni orkowie, ale też omamieni słowami czarodzieja ludzie – oblegają górską twierdzę Rohirrimów w Helmowym Jarze. Także dlatego, że Jackson rozwija tutaj wątek, u Tolkiena związany raczej z opuszczającymi Śródziemie elfami: wątek melancholii świata, który odchodzi. 
Złoty Dwór króla Theodena, wznoszący się w odludnym nowozelandzkim krajobrazie i wystylizowany na siedzibę jakiegoś skandynawskiego władcy, pogrążony jest w żałobie i półśnie nie tylko dlatego, że jedyny dziedzic tronu nie żyje, króla zaś zniewoliły czary Sarumana. Także i wtedy, gdy Theoden za sprawą Gandalfa odzyska wolną wolę i fizyczne siły, jego sprawa wydaje się przegrana, rycerska tradycja – bezsilna w obliczu złowrogich zastępów, a płowowłose dzieci Rohanu kryjące się w górskich jaskiniach – skazane na zagładę. I wrażenia tego nie zmieni nawet niespodziewane zwycięstwo, w którym walny udział mieć będą elfickie posiłki z Lorien i Rivendell (motyw dodany przez twórców filmu), przede wszystkim zaś moc Gandalfa i przywódcze zdolności Aragorna, który coraz wyraźniej wchodzi w rolę przyszłego władcy.

Tolkien i Jackson

Temat drugi tej części filmu to główny wątek dzieła Tolkiena: wędrówka Froda i Sama ku Mordorowi i Orodruinie, Górze Przeznaczenia, by w jej ognistych szczelinach zniszczyć Jedyny Pierścień, niwecząc w ten sposób zamiary jego twórcy Saurona i ratując Śródziemie. Frodo i Sam nie wędrują sami: ich przewodnikiem jest Gollum. Z pochodzenia krewniak hobbitów, przed wielu laty, gdy nosił jeszcze imię Smeagol, wszedł w posiadanie Pierścienia, mordując przyjaciela, który ów fatalny klejnot znalazł w nurtach rzeki Anduiny. Pierścień zawładnął Smeagolem-Gollumem, zmieniając go w pokracznego stwora, a równocześnie dając długowieczność. 
Teraz Gollum marzy o odzyskaniu Skarbu, który zabrał mu kiedyś wuj Froda Bilbo Baggins. Jest fałszywy i zdradziecki, a równocześnie głęboko nieszczęśliwy. Budzi u Froda odrazę, ale i litość – dlatego zostanie przezeń oszczędzony. Obok litości jest u Froda jakby przeczucie roli, którą Gollumowi przyjdzie jeszcze w historii Pierścienia odegrać.
Filmowy Gollum zachowuje całą ambiwalencję wymyślonej przez pisarza postaci. Dwoistość legła zresztą u jego narodzin: stworzony został przez komputer, ale w oparciu o aktorską kreację Andy’ego Serkisa. Może dlatego tak wiarygodnie brzmią wewnętrzne dialogi jego dwóch osobowości: dawnego Smeagola, którego usiłuje przywołać i zatrzymać Frodo, i podstępnego Golluma, który zaprowadzi hobbitów w sieć pajęczycy Szeloby...
U Tolkiena epizod z Szelobą, pradawną mieszkanką tunelu pod Minas Morgul, zamyka „Dwie wieże”; u Jacksona otwierać będzie część trzecią, czyli „Powrót króla”. Nie jedyne to odstępstwo wersji filmowej od pierwowzoru: niektóre wydają się cokolwiek pozbawione sensu. 
Nie przeszkadza mi, że Faramir, brat poległego w finale „Drużyny Pierścienia” Boromira, w książce postać jednoznacznie szlachetna, w filmie ulega przejściowo czarowi Pierścienia. Ani że Aragorn zrzucony zostaje ze skały, by rannemu i nieprzytomnemu ukazać się mogła ukochana Arwena. Czemu jednak jej ojciec Elrond półelf, u Tolkiena jeden z głównych architektów batalii z Sauronem, nagle decyduje się pozostawić Śródziemie własnemu losowi i tylko determinacja córki odwodzi go od tego zamiaru? Skoro zaś w ciele króla Theodena tkwi duch Sarumana i dopiero Gandalf musi go wypędzić, po co postać Grimy Gadziego Języka, królewskiego zausznika i zarazem Sarumanowego szpiega? Po co zadawał sobie trud, by sączyć kłamstwa w królewskie ucho? 
Moje pretensje brzmieć mogą zabawnie, ale siłą każdej opowieści, także – a może przede wszystkim – fantastycznej, jest jej wewnętrzna spójność. Tolkien bardzo o to dbał, dlaczego więc bez potrzeby psuć jego robotę?

Czy dobro jest piękne?

Moja pierwsza lektura „Władcy Pierścieni” odbywała się przed blisko czterdziestu laty w starym góralskim domu tuż pod reglami. Pod tolkienowskie opisy podkładałem tatrzańskie pejzaże, równie piękne jak nowozelandzkie. Las Fangorn skojarzył mi się natychmiast z nietkniętymi jeszcze wtedy przez huragan Wantulami w dolinie Miętusiej, gdzie konwulsyjnie powyginane korzenie starych świerków oplotły głazy lawiny, co zeszła niegdyś z Czerwonych Wierchów. 
Może dlatego filmowa wersja Fangornu pozostawiła we mnie niedosyt? A zamieszkujący go entowie – prastary lud pasterzy drzew – wydali się mało przekonujący? Zwłaszcza zaś scena, w której rozprawiają się z Sarumanem, niszcząc jego siedzibę? Twórcy filmu tyle włożyli wcześniej inwencji, by wykreować prawdziwie infernalną wizję podziemnych warsztatów i sztolni zbudowanych przez złego czarodzieja, że na tym tle kilkanaście komputerowych tworów niezgrabnie poruszających gałęziowatymi odnóżami wypada blado.
A może przeniesienie powieściowej wizji na ekran nieuchronnie zmienia Tolkienowską optykę? Tolkien estetykę kojarzył z etyką, czy może raczej sięgał w epokę sprzed tych rozróżnień: dlatego Sauron tworzyć może jedynie ohydne karykatury wolnych istot, dlatego Saruman, kiedy porzucił prawdziwą mądrość, zmienił Isengard w kamienną pustynię z dymiącymi szybami kopalń. Zagrożony przez zło świat Śródziemia opisany jest ze zmysłową czułością i niemal czujemy zapach ziół na łagodnych wzgórzach Ithilien, gdzie Frodo i Sam znaleźli chwilę wytchnienia. 
Tymczasem w filmie Jacksona ani owe wzgórza, ani wodospad Henneth Annun nie wywołują, podobnie jak las Fangornu, należytego wrażenia. Znacznie bardziej wbija się w pamięć obraz prowadzącej do Mordoru Czarnej Bramy czy scena, w której na jeźdźców Theodena spada z gór wataha orków dosiadających wilkopodobnych bestii, zwanych u Tolkiena wargami; u Jacksona przypominają one skrzyżowanie prawdziwego wilka z odyńcem. Zło i brzydota okazują się bardziej ekspresyjne, bardziej przykuwające uwagę. A z tego pisarz nie byłby chyba zadowolony...


„DWIE WIEŻE”. Reż.: PETER JACKSON. Scen.: F. Walsh, Ph. Boyens, S. Sinclair i P. Jackson. Muz.: H. Shore. Występują: Elijah Wood (Frodo), Sean Astin (Sam), Ian McKellen (Gandalf), Viggo Mortensen (Aragorn), Orlando Bloom (Legolas), John Rhys-Davies (Gimli), Billy Boyd (Pippin), Dominic Monaghan (Merry), Bernard Hill (Theoden), Miranda Otto (Eowina), Liv Tyler (Arwena), Hugo Weaving (Elrond), Christopher Lee (Saruman), Brad Dourif (Grima Gadzi Język), David Wenham (Faramir) i inni. Warner Bros. Pictures – New Line Cinema. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 7 (2797), 16 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl