Spory-polemiki: jak prowadzić dialog z judaizmem


Dzień przepraszania Żydów

Ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel



Zapraszanie naszych starszych braci w wierze po to, by słuchali co Paweł Apostoł pisał o zbawieniu Żydów, przypomina minione dawno praktyki, gdy delegacja Żydów musiała uczestniczyć w rekolekcjach wielkopostnych.


Już po raz szósty – dopiero po raz szósty – Kościół w Polsce obchodził Dzień Judaizmu. Gospodarzem centralnych obchodów była tym razem archidiecezja białostocka. Zaproszenia rozesłane z niemal miesięcznym wyprzedzeniem, a także fakt, iż uczestnicy otrzymali starannie wydrukowany program i teksty najważniejszych przemówień, świadczą jak najlepiej o intencjach gospodarza, abpa Wojciecha Ziemby, oraz innych osób zaangażowanych w przygotowanie uroczystości. Ale niemal doskonale zorganizowany Dzień Judaizmu niebezpiecznie „zaiskrzył” merytorycznie. Stało się coś, co nie powinno się zdarzać, jeśli chcemy, by w obchodach Dnia brali udział Żydzi: wobec najważniejszych gości zachowano się niegrzecznie.
„Poczułem się oszukany” – pisze Stanisław Krajewski. Po prelekcji rabina Davida Rosena z Jerozolimy, który mówił o Przymierzu i Miłosierdziu w tradycji żydowskiej, oczekiwano na referat o Przymierzu i Miłosierdziu w tradycji chrześcijańskiej. Tymczasem ks. prof. Henryk Witczyk zajął się odpowiedzią na pytanie, które – jego zdaniem – nurtuje dziś teologów chrześcijańskich: c z y i j a k „cały Izrael” będzie zbawiony? Odpowiedzi szukał, dokonując egzegezy trzech rozdziałów Listu św. Pawła do Rzymian – wszystko po to, aby zrozumieć stwierdzenie Apostoła Narodów: „I tak cały Izrael będzie zbawiony” (Rz 11, 26A).
Ale to nie zmiana tematu okazała się najbardziej dotkliwa. Stanisław Krajewski pisze: „Taki sam odczyt mógłby zostać wygłoszony w latach 50., a zapewne i w latach 20.” Oznacza to, że białostockie wystąpienie ks. prof. Witczyka było z innej epoki; takiej, w której na Dzień Judaizmu w ogóle nie było miejsca, bo i Żyd nie pojawiał się wówczas jako „umiłowany, starszy brat w wierze”, lecz jako „niewierny (perfidus), zatwardziały, z zasłoną na oczach” itp. Z opinią Stanisława Krajewskiego trudno się nie zgodzić.

Tajemnica Kościoła, tajemnica Izrael
Dnia Judaizmu nie można zrozumieć bez Vaticanum II, bez posoborowego nauczania Kościoła o Żydach i judaizmie. Sobór, „seminarium Ducha Świętego” (określenie Jana Pawła II) był wydarzeniem, w którym Kościół „zgłębiając swoją własną tajemnicę”, odnalazł „tajemnicę Izraela”. Więzi, łączącej lud Nowego Testamentu z dziedzictwem Abrahama, Kościół nie może zapomnieć, ponieważ zapomina wówczas o własnej tożsamości. Problem w tym, że przez 19 wieków między judaizmem i chrześcijaństwem – zrodzonym z judaizmu i biorącym zeń niektóre zasadnicze elementy swej wiary i kultu – tworzyła się przepaść. To z jej dna rozległ się krzyk Żydów – mordowanych, ponieważ byli Żydami. I dlatego właśnie Kościół – nie z pobudek politycznych, ale pomny na wspólne dziedzictwo – opłakuje akty nienawiści, prześladowania i antysemityzmu, okazywane Żydom kiedykolwiek i przez kogokolwiek. Dopiero w tym kontekście zrozumiały jest Dzień Judaizmu, jako przede wszystkim dzień przeproszenia Żydów i podziękowania im za wszystko, co wielkie i najświętsze w Kościele; podziękowania za ich Święte Pisma, bez których „Nowy Testament byłby księgą nie do odszyfrowania, rośliną pozbawioną korzeni i skazaną na uschnięcie” („Lud żydowski i jego Święte Pisma w Biblii Chrześcijańskiej”, n. 84).
Dzień Judaizmu to również okazja do spotkania i rozmowy z Żydami – dlatego nazywa się go także dniem dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Czy można tych dwóch określeń używać zamiennie? Tak, pod warunkiem, że chrześcijańscy uczestnicy Dnia uczynią swoim posoborowe nauczanie Kościoła o Żydach i judaizmie. Tekst Soboru stwierdza bardzo wyraźnie: „Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom, święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy” („Nostra aetate”, n. 4). To wspólne dziedzictwo duchowe przybliżają trzy ważne dokumenty Stolicy Apostolskiej (Komisji do spraw Kontaktów Religijnych z Judaizmem), wiele przemówień Jana Pawła II, wreszcie najnowszy, przywołany wyżej dokument Papieskiej Komisji Biblijnej.

Paweł czytany po Auschwitz
Wszystkie te dokumenty są zanurzone w czasie – bo przecież historia zbawienia nie dokonuje się poza nim. Dlaczego więc uczony biblista interpretuje tekst św. Pawła tak, jakby od czasów, gdy Apostoł Narodów pisał List do Rzymian, nic się w relacjach między chrześcijanami a Żydami nie stało? Świadomość nabrzmiałych bólem wydarzeń przenika wszystkie wymienione przeze mnie teksty, a także najnowszy dokument Papieskiej Komisji Biblijnej, „Lud żydowski i jego Święte Pisma...”, do którego odsyła również ks. Witczyk. Już w przedmowie do tego dokumentu kard. Joseph Ra-
tzinger zwraca uwagę, iż głoszony przez wieki w środowisku chrześcijańskim antyjudaizm, powinien skłonić do szacunku wobec żydowskiej interpretacji Starego Testamentu. Czytamy: „żydowska lektura Biblii (...) jest to lektura analogiczna do lektury chrześcijańskiej, jaka rozwinęła się paralelnie” (nr 22). W każdym razie zapraszanie Żydów po to, by słuchali co Paweł Apostoł pisał do Rzymian o zbawieniu Żydów, przypomina minione dawno praktyki, gdy delegacja żydowska musiała uczestniczyć w rekolekcjach wielkopostnych.
Ks. Witczyk wyjaśnia, że odwołuje się do najlepszych i najwybitniejszych znawców tekstu św. Pawła. Nie mam powodów, aby mu nie wierzyć, ale znam polskiego teologa, ks. prof. Łukasza Kamykowskiego, który zupełnie inaczej komentuje sporny fragment listu do Rzymian („Cały Izrael”, wyd. PAT, Kraków 1996). Zresztą nie jestem kompetentny, aby oceniać profesora Biblii, a jeszcze mniej tych, na których się powołuje. Istotne wydaje mi się doświadczenie historii. Paweł Apostoł był Żydem, dumnym ze swego żydostwa – kiedy było trzeba, przypominał o tym bardzo zdecydowanie. Pozostawił oczywiście także wiele gorzkich słów pod adresem wielu Żydów, ale nie jestem pewien, czy chrześcijaninowi po Auschwitz – choćby nawet był profesorem Biblii – wolno posługiwać się jego wszystkimi argumentami. Kiedy w Rzymie był u kresu swej drogi, poprosił do siebie najznakomitszych Żydów, aby im powiedzieć: „Nie uczyniłem, bracia, nic przeciwko narodowi lub zwyczajom ojczystym” (Dz 28, 17). Żaden chrześcijanin po Auschwitz już nie może tego powiedzieć.

Skończył się czas nawracania
Obchodziliśmy Dzień Judaizmu dopiero po raz szósty. Potknięcia się zdarzają i żywię nadzieję, że moi bracia, Żydzi, wybaczą to ostatnie. Jedno jest pewne: skończył się czas ich „nawracania”. Być może niejednemu Polakowi-katolikowi nie wystarczy powołanie się na opinię kard. Waltera Kaspera, przypomnianą w Białymstoku przez rabina Rosena. Co ma nas pouczać niemiecki kardynał... Ja się z tym poniekąd zgadzam: mamy przecież Papieża-Polaka, który jest autorem modlitwy napisanej specjalnie na Dzień Judaizmu. To w niej wypisany jest poniekąd program tego święta. Nie ma tam ani słowa o „nawracaniu” Żydów, ani o obowiązku przypominania, że Bóg i im okaże miłosierdzie. Są natomiast słowa prośby, aby Żydzi doznawali „szacunku i miłości” ze strony tych, którzy jeszcze nie rozumieją wielkości cierpień niesionych przez wieki przez lud Izraela. A zamiast o „nawrócenie” Żydów, Papież z Polski prosi Boga Izraela: „Pamiętaj o nowych pokoleniach, o młodzieży i dzieciach, aby niezmiennie wierne Tobie trwały w tym, co stanowi szczególną tajemnicę ich powołania”.
Nie mam nic więcej do dodania oprócz jednego hebrajskiego słowa: AMEN.

Ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel pracuje w Katedrze Metafizyki KUL. W wieku 35 lat, po 12 latach kapłaństwa, dowiedział się, że jest Żydem, uratowanym z getta przez polskich przybranych rodziców. Ostatnio opublikował „Zgłębiając tajemnicę Kościoła...” (Wyd. WAM 2003). 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 6 (2796), 9 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl