Otwarte listy


Do Leszka Millera

JACEK PODSIADŁO




Szanowny Panie, dziewiątego stycznia zaraz po tym, jak przeleciał się Pan amerykańskim samolotem bojowym F-16, powiedział Pan, że to było fantastyczne przeżycie i każdy powinien spróbować. Uwielbiam fantastyczne przeżycia! Ponadto w życiu swoim kieruję się mottem zaczerpniętym z filmu „Wniebowzięci” brzmiącym: „Człowiek musi sobie czasem polatać”. Nie wiem, jak duża kolejka już się ustawiła, ale w odpowiedzi na Pańskie wezwanie melduję, że jestem gotów. Na karuzelach nie wymiotuję. Mieszkam na dziewiątym piętrze i nie boję się patrzeć w dół. Odbyłem już dziesięciodniowy obóz kondycyjny, podczas którego dużo grałem w różne gry przekonując się o dobrym stanie własnej kondycji fizycznej. Zremisowałem w szachy z komputerem, co świadczy o pełni sił umysłowych pozostających do mojej dyspozycji i niech list ten nie stawia ich w fałszywym świetle. Z niewielką tylko pomocą znajomych Zelmerów utrzymywałem się w stanie częściowej lub całkowitej nieważkości przez półtorej doby. Wszystko to przemawia, jak sądzę, za pozytywnym rozpatrzeniem mojej kandydatury. Proszę o podanie terminu i miejsca startu. Podczas lotu mogę w razie potrzeby pomóc zrzucić gdzieś jakąś bombę.
Gdyby nie było już wolnych miejsc lub inne przyczyny uniemożliwiały skorzystanie z Pańskiej oferty, proszę przynajmniej o wstawiennictwo u Aleksandra Kwaśniewskiego. Gdyby znów zapalał światło na skoczni narciarskiej przed Małyszem, to ja bym mógł potem zgasić, a gdyby zapalał na przykład znicz olimpijski przed jakąś olimpiadą, to ja bym mu chętnie podał ogień, a Pan go zna.


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl
 








 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 6 (2796), 9 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl