Przewaga większości

Marcin Król



Od samego początku rozwoju demokracji jej teoretycy dostrzegali zagrożenia wynikające z rządów większości. Nic się w tej mierze nie zmieniło. Mogliśmy to niedawno obserwować na przykładzie projektu ustawy o biopaliwach. 
Tym razem chodziło o większość parlamentarną, ale taka większość niczym się nie różni od większości obywateli danego kraju czy też od większości członków spółdzielni mieszkaniowej. Może jako większość podejmować decyzje, które mniejszości się nie podobają. Czasem od razu widać, że są to decyzje niemądre lub niedopuszczalne z punktu widzenia prawa lub moralności, czasem nie jest to takie oczywiste lub wręcz trudne do dostrzeżenia. 
Demokracja wypracowała wiele sposobów na obronę mniejszości przed głupota, złą wolą lub dominacją większości. Są to rozmaite formy obrony prawnej, przede wszystkim konstytucyjnej, a także pewne formy obrony moralnej, chociaż niekoniecznie są one tak solidne jak obrona prawna. Problem nie w tym, że jakaś większość przeprowadzi skandaliczne decyzje, bo to na ogół jest niewykonalne. Żadna większość nie mogłaby na przykład zakazać blondynkom wstępu na wyższe uczelnie. Bardzo łatwo jednak przegłosować taki system pośrednich podatków, który niewątpliwie i zarazem bez sensu uderza w jakąś mniejszość. I nikt tego nie zauważy, a nawet ta mniejszość zauważy to poniewczasie. 
Z decyzjami większości jest zatem kłopot. Chyba w żadnym europejskim kraju Hitler nie doszedłby dziś do władzy głosami większości, ale są problemy tak poważne jak wojna, tak trudne jak budżet lub tak niejasne jak mnóstwo decyzji parlamentarnych, że obywatele – o ile demokrację rozumiemy poważnie – powinni mieć jasność, kto, po co i jaką dokładnie podjął decyzję. Nie chodzi bowiem o dosłowną tyranię większości, lecz o tyranię pośrednią, czyli poufną. Z upodobaniem powracam do mojego stałego przykładu, czyli do budowy autostrad w Polsce. Na skutek poufnej tyranii większości nie tylko nie mamy autostrad, ale nawet nie wiemy, kto za ten fakt jest odpowiedzialny (a brak autostrad sprawi, że Polska załamie się gospodarczo, bo nikt nie będzie chciał w niej inwestować przy takiej infrastrukturze). Nie buduje się – praktycznie – autostrad z winy kolejnych rządów wyłonionych przez większość i przez większość parlamentarną wspieranych. Poufność zaś polega tu na tym, że prowadzono jakieś negocjacje, istnieje odpowiedni urząd, ale zamieszane są w to interesy polskich – tak zwanych – potentatów kapitalistycznych, którzy nie chcą, lub zapewne nie mają za co, tych autostrad budować. 
Poufne decyzje większości parlamentarnej nie zawsze balansują na granicy korupcji, czasem tylko na granicy głupoty. Jaki jest na to sposób? Tylko jeden – jawność życia publicznego, która zresztą w Polsce prawnie istnieje, a zatem jawność wykorzystywana przez mass media. Nikt poza mediami nas przed większością nie obroni. W przypadku biopaliw udało się, ale też sprawa była prosta, mimo że naciski – kolosalne. W sprawie autostrad, skandalicznie niskich wydatków na szkolnictwo wyższe i naukę czy w sprawie opieki społecznej, zarządzanie którą pochłania więcej pieniędzy niż dostają konkretni ludzie w formie pomocy – jest już inaczej. A służby tajne? A ustawa o telewizji i innych mediach elektronicznych? A sprawa cen skupu żywca? A problem monopolu Telekomunikacji Polskiej SA? Lista jest niesłychanie długa, a wszystkie mniejszości, których interesy nie są respektowane, pozostają praktycznie bezbronne. 
Pamiętajmy zatem: sprawa biopaliw to przykład, jak łatwo tracimy kontrolę nad naszym państwem i jakie niewiarygodne głupoty są możliwe, jeżeli tylko większość je popiera. Walka z większością to zatem obowiązek codzienny, a nie odświętny. Walka lub zgoda – ale tylko wtedy, gdy wiemy, o co chodzi.





 









 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 6 (2796), 9 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl