Bp Alojzy Orszulik
biskup łowicki
Trudno mi nie być za wejściem Polski do Unii Europejskiej, skoro jako członek Konferencji Episkopatu Polski podpisałem dokument pt. „Biskupi polscy wobec integracji europejskiej”. Idea zjednoczonej Europy jest bliska Stolicy Apostolskiej i osobiście Ojcu Świętemu. Jan Paweł II mówił o tym w Sejmie RP podczas pielgrzymki do ojczyzny w 1999 roku, a ostatnio w parlamencie włoskim. W swoim nauczaniu podkreślał wielokrotnie, że proces zjednoczenia, który jest dobrem, a nie złem koniecznym (jak niektórzy uważają), powinien dokonywać się w taki sposób, aby nie utracić niczego istotnego z tradycji właściwych każdemu krajowi czy regionowi, aby „nie pomniejszać odpowiedzialności u podstaw lub w ciałach pośrednich”. Papież często mówił o odchodzeniu przez Europę od swoich korzeni chrześcijańskich, a przecież „prawdziwa wspólnota ludzka nie może istnieć bez tych wartości kulturalnych i duchowych, dzięki którym człowiek staje się przede wszystkim człowiekiem”. Zjednoczona Europa, której potrzebuje świat, musi zatem podlegać procesowi
reewangelizacji. Jedność w różnorodności, jedność przy zachowaniu tożsamości narodowej poszczególnych państw, może być zatem wielką szansą i zbliżyć nas do źródeł i chrześcijańskich korzeni Starego Kontynentu. Nie możemy patrzeć na Unię Europejską jako na byt li tylko ekonomiczny, choć tego aspektu nikt rozsądny nie powinien lekceważyć. Zjednoczona Europa może stać się rzeczywistością, która przede wszystkim zbliży ludzi do siebie. Wiele zależy od nas. Jest to szansa, którą można wykorzystać dla dobra naszej ojczyzny, ale można ją także zmarnować. Przeciwnicy zjednoczenia nie pokazali jak do tej pory rozsądnej alternatywy.
Oczywiście, szkoda, że Polska nie mogła być włączona w orbitę chrześcijańskich krajów zachodniej Europy, kiedy tam kształtował się nowy porządek polityczny i gospodarczy, że Polska nie mogła skorzystać za sprawą komunistycznych władz z Planu
Marshalla, który przyniósł zysk – szczególnie w rolnictwie. Włączenie Polski w blok socjalistyczny spowodowało zacofanie gospodarcze, którego do dzisiaj doświadczamy. Ale historii nie zmienimy. Nie zapominając zatem o niej, musimy patrzeć w przyszłość.
Szczerze powiem, że lękiem napełniają mnie niebezpieczeństwa w wymiarze wartości moralnych, relatywizm i rozmywanie fundamentu cywilizacyjnego, jakim jest Dekalog. Podejmuje się próby ograniczenia wolności instytucjonalnej Kościoła. Lękiem napawa fakt, że w niektórych państwach Unii sankcjonuje się prawnie aborcję, eutanazję i małżeństwa homoseksualne. Takiej Europy nie akceptuję. Powiedzmy jednak od razu, że rozwiązania legislacyjne dotyczące wartości nie są, nie będą i nie mogą być narzucane krajom członkowskim Unii. Przyjęta właśnie przez rząd – a postulowana przez Episkopat – deklaracja w sprawie moralności i ochrony życia poczętego, która ma być dołączona do traktatu akcesyjnego, pozwala spojrzeć w przyszłość z większym optymizmem, mimo że niektórzy fanatyczni członkowie partii lewicowych w Polsce twierdzili ostatnio, że np. aborcja to standard europejski. Opowiadając takie niedorzeczności szkodzą idei integracji. Powstaje jednak pytanie, czy przy dzisiejszej globalizacji świata podobne niebezpieczeństwa ominą nas, gdy nie przystąpimy do Unii. Taki pogląd byłby naiwnością. Wszystko zależy zatem od nas, od siły naszej wiary.
Wierzę, że polscy negocjatorzy w dalszych pertraktacjach nad konstytucją europejską będą bronić tych fundamentalnych praw, na których będzie opierał się gmach Europy oraz rozwój osoby ludzkiej i tych środowisk, w których człowiek się rodzi, wzrasta i osiąga pełną dojrzałość odkrywając dobro i piękno zakorzenione w Bogu.
|