Abp Henryk Muszyński
metropolita gnieźnieński

Kościół katolicki nie jest ani stroną, ani jedną z instytucji pozarządowych, ani też ramieniem religijnym rządu. Jest instytucją autonomiczną, niezależną, mającą własne zadanie i posłannictwo. Stąd nie można od Kościoła oczekiwać prostej odpowiedzi: „za” lub „przeciw” Unii.
Biskupi polscy w swoim „Słowie” na temat Unii z 21 marca 2002 r. stwierdzają, że wspierają działania jednoczące Europę, respektujące fundamentalne prawa człowieka, służące integralnemu rozwojowi osoby ludzkiej, poszanowaniu godności osoby i życia ludzkiego, dobru rodziny, małżeństwa jako trwałego związku mężczyzny i kobiety, a także promujące dobro wspólne w wymiarze narodowym i państwowym. Kościół podaje kryteria i opowiada się za metodami demokratycznymi w wyrażaniu woli narodu. Osąd w tych sprawach pozostawia jednak sumieniu wiernych.
Nie ulega wątpliwości, że referendum w sprawach podlegających głosowaniu stanowi najbardziej demokratyczną formę decyzji społecznej. Ocena innych kryteriów w odbiorze społecznym jest zróżnicowana. Podstawowe wartości, cele i zadania Unii określi dopiero przyszły Traktat Europejski, nad którym pracuje Konwent. Biskupi zabiegają, aby rząd RP postarał się o umocowanie wyżej wymienionych kryteriów w traktacie akcesyjnym Polski i żywią nadzieję, że tak się stanie. Pozwoli to ludziom wierzącym podjąć decyzję zgodną z fundamentalnymi wartościami chrześcijańskimi i własnym sumieniem. Gdyby jednak te wartości nie doczekały się pełnego unormowania prawnego, nikt nie może nam zabronić być ich wiarygodnymi świadkami we współczesnym świecie, gdyż stanowią one niezbywalną część chrześcijańskiej tożsamości.
Sprawa Unii, która zadecyduje o losach narodu na wiele dziesiątków lat, nie jest obca Kościołowi. Po zakończeniu negocjacji akcesyjnych, dotyczących głównie warunków ekonomicznych, uwaga nasza powinna skupić się nad tym, d l a c z e g o zabiegamy o wejście do Unii i z c z y m zamierzamy do niej wejść. Wymaga to realnej i spokojnej oceny zagrożeń, wyzwań i korzyści, które wynikają z naszej akcesji, pamiętając, że nie tylko to, co wymierne, liczy się dla przyszłości.
Europa jest wielością i różnorodnością w jedności. W dużej mierze od nas samych zależy, czy będziemy umieli zachować to wszystko, co jest w nas dobre i wyróżnia nas od innych narodów, w tym także naszą religijność i żywotność wiary. Jeżeli dorośniemy do nowej miary wyzwań, wyjdziemy z tej próby umocnieni w naszej tożsamości. Nie jest to jednak wyłącznie nasza sprawa, także Ducha św., który żyje i działa w Chrystusowym Kościele. Powinniśmy uczynić wszystko, aby spotkanie Wschodu i Zachodu odbyło się z korzyścią, a nie stratą którejkolwiek ze stron. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 6 (2796), 9 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl