Abp Jan Martyniak
metropolita przemysko-warszawski
Kościoła greckokatolickiego

W sceptycznych głosach przeciwników UE zdaje się brzmieć dawne echo pojałtańskiego podziału Europy. Już raz odrzuciliśmy pomoc z Zachodu i stworzyliśmy blok RWPG, czego skutki odczuwamy do dzisiaj, bo dzisiejszy stan rolnictwa i gospodarki to właśnie smutne dziedzictwo RWPG. Ściślejsza integracja z Rosją, Białorusią, Ukrainą, Bułgarią i Rumunią, czy rozwój handlu z Azją, Ameryką Południową, Afryką mają stworzyć dla Polski dobry system rozwoju niezależny od UE? Chyba każdy zdrowo myślący Polak widzi, że dla polskiej gospodarki i geopolitycznego położenia integracja z UE wydaje się najkorzystniejsza. Nie jesteśmy bogatą Norwegią czy Szwajcarią, byśmy stali poza jednoczącą się Europą.
Część społeczeństwa boi się utraty z trudem zdobytej wolności, niezależności i polskości. Wszystkie kraje UE, nawet te najmniejsze, po kilkunastu latach są niezależne i dają tego dowody, a przykładem jest choćby Irlandia. Wydaje się, iż Polacy mają bardzo silną kulturę, która nie rozpłynie się w Unii. Dzisiaj trudno mówić o pełnej niezależności narodów, powiązanych systemami gospodarczymi i politycznymi, zawartymi z korzyścią dla społeczeństw. W podtekstach wypowiedzi niektórych polityków niechętnych UE widzi się miejsce Polski raczej we wschodnim bloku. Wielu z nas doświadczyło już „dobrodziejstwa” takiego związku. Sam czekałem na paszport 10 lat. Widziałem zamknięte granice, kontrole z psami i cyniczne spojrzenia straży granicznych „demoludów”. Warto o tym pomyśleć przed referendum.
Trzeba słuchać słów Księdza Prymasa i zawierzyć Bożej Opatrzności, a nie siać strach i kasandryczne wróżby. Straszy się też nas utratą wiary, religii, moralności – ale co to za wiara, której trzeba bronić granicami i gettem? Co to za moralność, która się broni przed wejściem ze swoimi przekonaniami do Europy? Czyżby nasza wiara była taka słaba? Wiemy, że kraje Zachodu utrzymują w świecie: szkolnictwo, szpitalnictwo, różne dzieła charytatywne; wiemy, jak wiele pomagają wschodniemu blokowi. Zło jest wszędzie w świecie i taki świat trzeba ewangelizować, trzeba pokazać oblicze Chrystusa, pokazać naszą wiarę, moralność, szacunek dla życia i rodziny oraz dla społeczeństw, które przeżywają kryzys wiary.
Boimy się utraty ziemi. Widzę w Bieszczadach tysiące hektarów leżących odłogiem. To samo jest na północy kraju. Może właśnie system unijny pomoże to zagospodarować, skoro sami nie potrafimy? Nikt nam ziemi z Polski nie wywiezie, potrzebne są mądre prawa, a nie takie, że „sam nie zjem i drugiemu nie dam”.
Dobrze by było przestać myśleć w kategoriach „boso, ale w ostrogach” i zacząć bardziej akcentować pozytywne strony UE. Tych jest na pewno więcej niż negatywnych. Politycy, którzy tak często w Sejmie teatralnie występują przeciwko UE, powinni głębiej pomyśleć – w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość społeczeństwa i kraju.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 6 (2796), 9 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl