Kard. Józef Glemp
metropolita warszawski, prymas Polski
– Co Ksiądz Prymas mógłby powiedzieć środowiskom, które powołując się na Kościół, czasem na Papieża, mówią, że skoro w Europie coraz bardziej dominuje liberalizm obyczajowy i hedonizm, przyzwalający np. na legalizację związków homoseksualnych, aborcję, eutanazję, to Polacy nie powinni się tak śpieszyć do Unii Europejskiej? Przecież taka postawa ma charakter antyewangeliczny.
– Rzeczywiście jest to postawa antyewangeliczna. Kiedyś byłem świadkiem jej skrajnej postaci: pewien proboszcz we Włoszech, u którego gościłem, w pewnym momencie zamknął okiennice mówiąc: „nie patrzmy na ten świat, bo to są poganie”. Nie można się z tym zgodzić. Przecież Apostołowie szli przede wszystkim do pogan. Świat pod rzymskim panowaniem był w opłakanym stanie moralnym, ale apostołowie nie odwracali się od niego, tylko szli do ludzi i ich nawracali. Takie jest posłannictwo Kościoła. Jeśli ktoś się zagubił, to tym bardziej potrzebuje naszego apostolstwa i ewangelizacji.
– Gdy przygotowywaliśmy się do tego wywiadu, mieliśmy wrażenie, że Ksiądz Prymas, nie tylko jako Prymas Polski, ale i obywatel naszego kraju przeszedł pewnego rodzaju metamorfozę. Eminencja mówi dzisiaj, że nasze wejście do Unii jest historyczną koniecznością, ale jeszcze cztery czy pięć lat temu nie wypowiadał się Ksiądz Prymas w tej kwestii tak jednoznacznie.
– Dziwię się, że widzicie jakąś różnicę w mojej postawie wobec Unii. To przecież ja byłem pośród inicjatorów wyjazdu przedstawicieli Episkopatu Polski do Brukseli w 1997 r. W Brukseli byłem zresztą znacznie wcześniej. Już dziesięć lat temu rozmawiałem z ówczesnym przewodniczącym Komisji Europejskiej Jacques’em Delorsem o integracji Polski z krajami piętnastki. Dobrze znałem sytuację w łonie samej Unii i kierunkach jej rozwoju. Nigdy nie byłem przeciwny wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej! Mogłem mieć tylko zastrzeżenia co do form.
Oczywiście, należy odróżniać Unię Europejską jako ideę łączenia państw i ludzi na naszym kontynencie od pewnych negatywnych trendów, które w jej ramach funkcjonują i przenikają do nas. Należy być krytycznym wobec postawy wielu państw Unii względem aborcji czy legalizacji związków homoseksualnych. Do takich zjawisk mamy stosunek krytyczny. Tylko należy przy tym pamiętać, że nie jest to ustalony program Unii Europejskiej.
– A jako obywatel, jak widziałby Ksiądz Prymas „za” i „przeciw” wstąpienia Polski do Unii Europejskiej?
– Przede wszystkim czymś bardzo dobrym dla każdego członka Unii jest pomysł na wzajemną pomoc na płaszczyźnie ekonomicznej. Widzimy to w krajach, które weszły do Unii stosunkowo niedawno. W Portugalii, Hiszpanii, Grecji efekty widać gołym okiem. My także możemy zyskać jako państwo właśnie przez to, że bogate kraje Europy podzielą się z nami swoim bogactwem. Oczywiście zrobią to tak, by na tym nie stracić. Jeżeli u nas dzięki wejściu do Unii podniesie się poziom ekologii, rozbudowana zostanie sieć dróg, podwyższy się standard naszej służby zdrowia, to nie możemy się sprzeciwiać wstąpieniu do niej.
Musimy jednak mieć świadomość, że wzrostowi dobrobytu społeczeństwa towarzyszą pewne lęki moralne. Dlatego są one wyzwaniem dla Kościoła, który powinien przypominać człowiekowi, aby przy wzroście dobrobytu nie zapominał, że istnieje jeszcze życie wieczne. Dobrobyt nie może stać się Wieżą Babel, w której każdy będzie sam dla siebie bożkiem. Kościół musi nieustannie przypominać człowiekowi o jego odniesieniu do Stwórcy i Zbawiciela.
Rozmawiali: Jolanta Piasecka,
Tomasz Królak, Krzysztof Tomasik (KAI)
|