Spory – polemiki: jak prowadzić dialog między katolikami a żydami


Dzień poznawania judaizmu

Ks. Henryk Witczyk



Ze zdziwieniem przeczytałem tekst Stanisława Krajewskiego pt. „Dzień przezwyciężania judaizmu?” („TP” nr 4/03). Autor, zajęty w trakcie mojego referatu tłumaczeniem go na język angielski rabinowi Davidowi Rosenowi, najwyraźniej nie zrozumiał najważniejszej tezy.


Gdy w listopadzie zostałem poproszony przez organizatorów Dnia Judaizmu (Białystok, 16 stycznia 2003) o wygłoszenie opartego na Nowym Testamencie odczytu na temat miłosierdzia Bożego w stosunku do żydów, bardzo się ucieszyłem. Wiele do myślenia dała mi bowiem dyskusja z rabinem Cohenem z Hajfy w czasie poprzedniego Dnia Judaizmu, obchodzonego w Lublinie. Uczyłem się od rabina patrzenia na Mękę Izraela (i innych narodów) w XX w. przez pryzmat słów proroka Zachariasza, a zwłaszcza biblijnego opowiadania o Abrahamie i Izaaku. Ucieszyłem się też, że w tym roku o przymierzu i miłosierdziu Boga względem swego ludu będzie mówił inny rabin – David Rosen z Jerozolimy.

W cieniu starych idei

Gdy wyjeżdżałem do Białegostoku, rzucił mi się w oczy tekst kolejnego rabina i filozofa – Abrahama J. Heschela. W książce „Człowiek nie jest sam” (Znak 2001), pisze on: „Posiadać wiarę to nie znaczy zamieszkiwać w cieniu starych idei wymyślonych przez proroków i mędrców, żyć z odziedziczonego zasobu doktryn i dogmatów. W dziedzinie ducha tylko ten, kto jest pionierem, jest w stanie być dziedzicem. Ceną duchowego plagiatu jest utrata prawości; wywyższanie się jest zdradą siebie. Autentyczna wiara jest czymś więcej niż echem tradycji. Jest ona sytuacją twórczą, wydarzeniem. Gdyż Bóg nie zawsze jest niemy, i człowiek nie zawsze jest ślepy. W życiu każdego człowieka są chwile, w których nad horyzontem »tego, co znane«, unosi się zasłona, odsłaniając widok na »to, co wieczne«. (...) Lecz takie doświadczenia i inspiracje są rzadkimi wydarzeniami”. Dla niektórych są one przemijające i zapomniane. „U innych rozniecają światło, które nigdy nie gaśnie”.
Świadectwo Heschela umocniło mnie w przekonaniu, że doświadczenie Boga, jakie dwa tysiące lat temu miał inny Żyd, uczeń wybitnego rabina Gamaliela Szaweł z Tarsu, jest swego rodzaju modelem – obrazem, w jaki sposób Bóg wkracza w życie swoich umiłowanych czcicieli.
W drodze do Białegostoku przeczytałem także recenzję najnowszej książki abpa Stanisława Gądeckiego („TP” nr 3/03), w której ks. Andrzej Luter pisze: „Katolicy w kwestii zbawienia przyjmują inkluzywizm chrystocentryczny, co oznacza, że tylko za pośrednictwem Jezusa idziemy do Ojca, niezależnie od uznania obecności wielu elementów zbawczych w innych religiach (Bóg chce zbawić wszystkich ludzi). Kościół i judaizm – pisze abp Gądecki – nie mogą być zatem przedstawiane jako dwie równoległe drogi zbawienia. Kościół musi świadczyć o Chrystusie Odkupicielu wobec wszystkich, przy poszanowaniu wolności religijnej. Dla wielu żydów jest to rzecz nie do przyjęcia”. Przyjąłem te słowa jako zachętę, aby szukać odpowiedzi na pytanie, co znaczy, że Chrystus jest jedyną drogą zbawienia, a każdy człowiek (chrześcijanin, żyd, muzułmanin...) ma zarazem „osobistą” drogę do Boga – jak mówił niedawno kard. Joseph Ratzinger.

Bóg zbawia w Zmartwychwstałym

Ewangelista Marek – mając przed oczami sakramentalną praktykę pierwotnego Kościoła – głosi konieczność chrztu do zbawienia (Mk 16, 15-16). Apostoł Paweł naucza o zbawieniu (zwłaszcza w odniesieniu do żydów) mając przed oczami własne doświadczenie pod Damaszkiem. Dlatego nie mówi w pierwszym rzędzie o chrzcie, lecz o Bogu, który objawia żydom Miłosierdzie i ich zbawia (Rz 11, 31-32). Kto słuchał mnie w Białymstoku, wie, że moim zamiarem nie było wzywanie kogokolwiek, aby nawracał i chrzcił żydów, co imputuje mi Stanisław Krajewski. Owszem, wzywałem do miłowania Żydów miłością mającą swe źródło w zmartwychwstałym Panu. Apostoł Paweł nie mówi o nawracaniu żydów (podziwia ich wiarę, żarliwość w zachowywaniu Prawa, modlitwę), ale o ich zbawieniu – możliwym (tak jak i zbawienie pogan) tylko dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa (por. Rz 10, 1-13). Rzetelność wymaga, aby nie przypisywać uczestnikowi dialogu tez, których nie napisał ani nie wygłosił.
W Białymstoku próbowałem wyjaśnić – także chrześcijańskim uczestnikom dialogu! – że św. Paweł na pierwszym miejscu, ważniejszym niż sam chrzest, stawia Boga, który ma moc i pragnie objawić się żydom jako ich Zbawiciel w zmartwychwstałym Jezusie. Kiedy i jak tego dokona w odniesieniu do poszczególnych osób – podążających ze szczerą wiarą różnymi drogami – pozostaje tajemnicą Jego Miłości.
Mówienie o przedsoborowym stylu w moim referacie – ze względu na odniesienie do Chrystusa i Jego zmartwychwstania – jest nieporozumieniem z kilku powodów. Po pierwsze, deklaracja Soboru Watykańskiego II „Nostra aetate” mówi w odniesieniu do żydów, że „jest zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i źródło wszelkiej łaski” (n. 4).
Po drugie, nie odwoływałem się do opracowań z lat 20. czy 50., lecz do najlepszych studiów naukowych (katolickich) sprzed kilku lat, uwzględniających rozwój badań nad Listem do Rzymian metodą analizy literacko-retorycznej (Jean-Noel Aletti – profesor Papieskiego Instytutu Biblijnego w Rzymie; J. A. Fitzmyer – profesor egzegezy w Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie). Obaj autorzy biją na alarm: przestańcie uprawiać żonglerkę teologiczną posługując się pojedynczymi zdaniami Apostoła, wyrwanymi z misternie zbudowanej – na kształt tryptyku mowy (Rz 9-11; 9, 6-29; 9, 30 – 10, 21; 11, 1-32), która ma swą tezę (propositio principalis) i podsumowanie. To właśnie owa propositio principalis zawiera istotę orędzia Apostoła: Słowo Boże obiecujące zbawienie Izraelowi nie zawiodło (por. Rz 9, 6). Jest ona kontynuacją propositio principalis całego Listu do Rzymian: „Bo ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka. W niej bowiem objawia się sprawiedliwość Boża, która od wiary wychodzi i ku wierze prowadzi, jak jest napisane: a sprawiedliwy z wiary żyć będzie” (Rz 1, 16-17). Podsumowanie zawarte jest w 11, 25-32, które zamyka generalne stwierdzenie: „Albowiem Bóg zamknął wszystkich w nieposłuszeństwie, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie” (w. 32, podkr. – HW). 
Po trzecie, wybór tekstu Pawłowego jako tematu referatu na sesję naukową w Dniu Judaizmu nie był moją arbitralną decyzją (i przejawem chęci przeciągania żydów na chrześcijaństwo). W referacie odwołuję się do najnowszego dokumentu Papieskiej Komisji Biblijnej „Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej”, który właśnie odsyła do Listu do Rzymian 11, 25-32, jako do tekstu mówiącego o miłosierdziu dla żydów (por. n. 41).

Kto oświeca człowieka?

Dziwię się, jak można było tak spłaszczyć myśl-doświadczenie Abrahama Heschela, a zwłaszcza św. Pawła. Przecież w ślad za nimi nieustannie podkreślałem, że to sam Bóg – i tylko On – objawia się człowiekowi (oświeca go) i tylko On daje mu spotkać się ze zmartwychwstałym Zbawicielem. My, chrześcijanie, winniśmy jedynie się o takie oświecenie – i dla nas, i dla każdego człowieka – modlić. Nie miałem zamiaru nikogo „oświecać” moim referatem. Cytując św. Pawła i rabina Heschela chciałem powiedzieć, że tak wiara chrześcijanina w Jezusa, jak i żyda w Boga Jedynego, jest możliwa dzięki Światłu pochodzącemu od Boga. Bóg też – i tylko On – zbawiając człowieka, objawia mu Zmartwychwstałego: jednym już teraz, innym dopiero w dniu Paruzji.
„Jedna droga” zbawienia – to jedna przyczyna sprawcza, zmartwychwstanie (zmartwychwstały Jezus). Różne są natomiast formy dochodzenia do Niego. Żydzi wybrali „posłuszne nieposłuszeństwo”, wierność Prawu i Bogu pierwszego Przymierza, w które sam Bóg wpisuje dar objawienia im „Wybawiciela z Syjonu” – w określonym przez siebie czasie – okazując Miłosierdzie.
W Białymstoku przyznałem rację rabinowi Rosenowi, mówiącemu o miłosierdziu Boga w służbie Przymierza (miłosierdzie usuwa grzechy, dzięki czemu Przymierze trwa). Przypomniałem jedynie to, co w Nowym Testamencie jest rozwinięciem miłosierdzia (chesed) objawionego w Starym Testamencie, a mianowicie Osobę Jezusa. „Jezus nie tylko nie sprzeciwia się Pismom izraelskim, nie głosi ich końca i ich nie odwołuje, ale w swojej osobie, w posłannictwie, a zwłaszcza w tajemnicy paschalnej doprowadza do ich wypełnienia” (Papieska Komisja Biblijna, „Naród żydowski...”, n. 65).
Jest tylko jeden plan zbawczy Boga (por. Rz 9-11; a zwłaszcza 11, 30-32). Stanisław Krajewski oskarża mnie, że zrobiłem z niego schemat rywalizacji religii. Boży zamysł polega na okazywaniu Łaski żydom i poganom w różnym czasie. To nie mój pomysł, lecz objawienie udzielone Apostołowi, a ostatecznie Boża wola: „Przecież On mówi do Mojżesza: Ja wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, nad kim się lituję. (Wybranie) więc nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który wyświadcza łaskę” (Rz 9, 15-16).
Ukazywanie deklaracji „Dabru emet” i „Święty obowiązek” jako tekstów źródłowych, na których winien opierać się dialog między judaizmem i chrześcijaństwem uważam za przejaw niezrozumienia, czym jest odpowiedzialny i wzywający do myślenia dialog między religiami. Doceniam wartość obu deklaracji, ale są one jedynie oświadczeniami małej grupy osób, a druga z nich budzi szczególnie wiele kontrowersji. Tekstami źródłowymi dla naukowych poszukiwań w dialogu między religiami mogą być jedynie teksty uważane za natchnione, święte dla każdej z religii. Chrześcijanie nie mogą zrezygnować z Listu do Rzymian św. Pawła (tak jak i żydzi nie mogą zrezygnować z Tory i Talmudu). To żyd Paweł ma najradośniejszą nowinę dla swoich współbraci żydów!

Świadectwo zamiast dyskusji

Szkoda, że moje wystąpienie w Białymstoku, inspirowane także słowami rabina Rosena, odmalowane zostało przez Stanisława Krajewskiego w krzywym zwierciadle jego lęków i obaw: o nawracanie żydów, o katolickich teologów dialogu. Doktor Krajewski w swoim tekście niemal podpisał ks. abpa Gądeckiego pod swoimi tezami. Z kolei Michał Okoński twierdzi, że zmieniłem pierwotny kształt mojego referatu na skutek interwencji księdza arcybiskupa. Oświadczam, że żadnych interwencji Arcybiskupa nie było. Skróciłem mój referat dlatego, że nie znoszę wystąpień czytanych, a poza tym chciałem zostawić jak najwięcej czasu na dyskusję. I ja żałuję, że jej nie było, bo – jak ufam – mógłbym w niej rozwiać wszelkie obawy czy lęki.
Zamiast dyskusji było jednak piękne wystąpienie Szewacha Weissa, ambasadora Izraela w Polsce. Jego świadectwo o tym, że uratowała go od śmierci chrześcijańska rodzina, która kilka dni ukrywała go w kaplicy, było dla mnie wzruszającym dowodem, że prawdziwy chrześcijanin nie może być żydowi wrogiem – przeciwnie, „młodszym bratem”. To właśnie w tej rodzinie, która uratowała życie Ambasadorowi, spełnia się prawda, że chrześcijanin, w którym rzeczywiście żyje zmartwychwstały Chrystus, przynosi żydowi dobro, i jest znakiem Boga Miłosierdzia i Tajemnicy.
Oczywiście, źle zrozumiany tekst referatu może budzić emocje. Zaskoczył mnie jednak oskarżycielski ton artykułu Stanisława Krajewskiego. Rodzi się pytanie: czy po wspólnej modlitwie do jednego Boga, serdecznej rozmowie, braterskich gestach życzliwości w czasie wspólnego obiadu można tak pisać? Czy nie można prowadzić dialogu na argumenty, a nie na epitety („przedsoborowe”, „zgrzyt”, „wpadka”)? Nie tylko w Przymierzu z Bogiem, ale i w dialogu między żydami i chrześcijanami potrzebne jest miłosierdzie – miłość do człowieka, wsłuchiwanie się i próba rozumienia wiary drugiego, a nie jednostronny, kategoryczny osąd. Ja nie oceniam wystąpień rabinów – czy są zgodne ze współczesnym stanem badań nad Świętymi Pismami Izraela. Staram się jak najlepiej zrozumieć to, co oni chcieli nam – chrześcijanom – powiedzieć. Podobnej postawy oczekiwałbym od innych uczestników dialogu. Merytoryczną ocenę mojego referatu zostawiam zaś specjalistom w zakresie egzegezy Nowego Testamentu i Magisterium Kościoła.
Jedno jest pewne: w dialogu chrześcijan z żydami, który ma prowadzić do lepszego poznania i większej miłości, dyskusja jest konieczna. Dobrze, że Stanisław Krajewski o nią woła. Dobrze, że może mieć ona miejsce teraz. Unikajmy jednak przesadnych emocji, podejrzeń, osądów – i nie bójmy się siebie! Wspólnie szukajmy i zgłębiajmy wydarzającą się w nas Tajemnicę Wiary i Zbawienia.

Ks. prof. Henryk Witczyk jest biblistą, kierownikiem katedry teologii biblijnej Nowego Testamentu KUL. Ostatnio opublikował (wraz z ks. J. Kudasiewiczem) książkę pt.: „Kontemplacja Chrystusa – Ikony Miłosiernego Ojca” (Kielce 2002).
Tekst białostockiego referatu ks. prof. Witczyka – www.tygodnik.com.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 5 (2795), 2 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl