Wyspiański, Rydel, „Wesele”


Plotka i prawda

Maria Rydlowa



Jak wyglądała naprawdę reakcja Lucjana Rydla i rodziny Rydlów na premierę „Wesela”? Jakie były dalsze losy przyjaźni Wyspiańskiego i Rydla?


„Wesele” osadzone jest mocno w realiach. Stoi do dziś bronowicki dworek-chata, gdzie narodziła się koncepcja dramatu, można wskazać odrzwia, o które był oparty Stanisław Wyspiański, świadek ślubu przyjaciela, Lucjana Rydla. Przygotowując „Rydlówkę” do kolejnego sezonu, na nowo zaczęłam rozpatrywać problemy związane z „Weselem” – zwłaszcza problem przyjaźni Wyspiańskiego z Rydlem. Dotąd obracamy się w sferze plotek, które zebrał i z talentem wykorzystał Boy w swojej „Plotce o »Weselu«”, co zaciążyło nad wizerunkiem Rydla na całe lata. 
Czasem zgodny chór zamąci wypowiedź poważnego znawcy okresu Młodej Polski. Stanisław Pigoń, oburzony wypowiedzią warszawskiego krytyka teatralnego, pisał, że „jest ona echem ustępu poświęconego [przez Boya] pierwowzorowi Pana Młodego. Echem nie zafrasowanym o prawdę rzeczy... Nie trzeba zbyt wielkiej bystrości krytycznej, by dostrzec, że Boyowi w gawędzie owej chodziło nie tyle o prawdę, ile właśnie o efektowną... plotkę. Plotka zaś, jak wiadomo – tym bywa celniejsza, im – przy swej nonszalancji wobec prawdy – bardziej jest dowcipna, im złośliwsza. Ustęp o Rydlu jest właśnie kapitalnym przykładem zastąpienia sumienności sprawozdawczej dowcipem... Bywa, że się te żarty wciąż jeszcze bierze na serio”.

„Bezgranicznie oddany”

Przyjaźni Wyspiańskiego i Rydla wiele miejsca w swych wspomnieniach poświęcił zaprzyjaźniony z oboma Stanisław Estreicher, historyk prawa i bibliograf. W nekrologu zamieszczonym po śmierci Rydla w „Czasie” z 20 kwietnia 1918 roku Estreicher pisał:
„Najwcześniejszym celem, jaki zajaśniał mu [Rydlowi] w życiu i wypełnił go w znacznej części, to służba pięknu, ucieleśnionemu w sztuce. (...) Tutaj zeszedł się wcześnie ze starszym o rok od siebie Stanisławem Wyspiańskim, który już wówczas przemyśliwał i marzył o reformie sceny i teatru w duchu nadania im wyższego artystycznego poziomu. A nie mając wówczas jeszcze sam świadomości dramatycznego swego talentu, pragnął spożytkować wrażliwą fantazję Lucjana Rydla, aby wspólnie dokonać dzieła reformy. Jak wszelkie próby Wyspiańskiego pośredniego działania, tak i ta okazała się niewykonalną – wobec różnicy talentów i temperamentów artystycznych. (...) Z Wyspiańskim – obok entuzjazmu dla sztuki – zbliżała Rydla równocześnie inna wspólna im obu właściwość: kultura historyczna i kult dla polskiej dziejowej cywilizacji”.
A w 25 rocznicę zgonu autora „Wesela”, w artykule „Lata szkolne Stanisława Wyspiańskiego” Estreicher wspominał:
„Zbliżyłem się do Rydla jeszcze w r. 1883, gdy pokazało się, że on »także« pisuje wiersze. Za moim pośrednictwem Rydel zapoznał się w tym czasie z Wyspiańskim i odtąd przyjaźń ta zacieśniała się coraz więcej. (...) Rydel był zawsze wprost bezgranicznie Wyspiańskiemu oddany. Wierzył ze zwykłym sobie entuzjazmem w jego geniusz malarski, a potem (po r. 1893) i w poetycki. To nieprawda i ordynarna nieprawda, jakoby kiedykolwiek Wyspiańskiemu powodzenia poetyckiego zazdrościł. Już za młodych lat chodzili wiele po spacerach (...) wyścigiwali się w tym, kto »więcej widzi« i Wyspiański powiedział mi raz, że Rydel widzi prawie tyle co on”.
Po lekturze wydanych w 1979 roku listów Wyspiańskiego do Rydla pisała Ewa Miodońska-Brookes, znakomita znawczyni twórczości Wyspiańskiego: „Wyspiański pisze do człowieka, który w gronie jego młodzieńczych przyjaźni zajmował miejsce szczególne; wielokrotnie napotykamy tu stwierdzenia o pokrewieństwie sposobu myślenia, typu wyobraźni, zdolności postrzegania i interpretowania zjawisk. Bez owych twierdzeń i deklaracji wyczytać można zwyczajną ludzką ufność (tak rzadką dla tego pisarza), wyczulenie na prawdziwą i głęboką życzliwość przyjaciela; nawet w momentach konfliktów czy zadrażnień, nawet w chwilach, gdy trzeba atakować i krytykować, zaprzeczać czy wywierać – nacisk, by konkretny człowiek zechciał odpowiadać obrazowi noszonemu we własnej duszy” (mowa o listach, w których Wyspiański krytykował utwory dramatyczne Rydla, m. in. „Zaczarowane koło”).
Za graniczną datę przyjaźni Wyspiańskiego i Rydla uważa się często premierę „Wesela”. Nie znajduje to potwierdzenia ani u Stanisława Estreichera, ani u innych współczesnych, ani, co najważniejsze, w korespondencji przyjaciół.
Według Estreichera zmiana w stosunkach przyjacielskich nastąpiła już wcześniej i to z przyczyn głębszych – na skutek rysujących się rozbieżności w poglądach na twórczość dramatyczną. Leon Płoszewski zwraca uwagę na fakt, że Wyspiański przestał się wypowiadać w listach do przyjaciół, kiedy zaczął już sam pisać dramaty. Krótkie listy-bileciki z lat 1898/1900–1906 mają charakter wyraźnie użytkowy. Według mnie zmiana charakteru korespondencji do Rydla była także wynikiem tego, że obaj mieszkali w Krakowie, mogli rozmawiać bezpośrednio.
W 1896 roku Wyspiański zerwał korespondencję z Karolem Maszkowskim, wcześniej z Józefem Mehofferem, ostatnie listy do Henryka Opieńskiego pochodzą z 1897 roku. Myślę, że artysta w ostatnich latach życia, ciężko chory, świadomy zbliżającej się śmierci, tworzący w niesłychanym pośpiechu, pisał do tych, którzy w danej sytuacji byli mu nieodzownie potrzebni – do Adama Chmiela, do Juliana Nowaka, do mec. Józefa Skąpskiego, swego pełnomocnika prawnego.

Po premierze

Premiera „Wesela” odbyła się 16 marca 1901 roku. Wydarzenie nie było zapewne przyjemne dla Rydla i jego rodziny, nie tyle ze względu na samą sztukę, ile na posmak sensacji, który jej towarzyszył. Na ten problem bodaj pierwsza zwróciła uwagę Aniela Łempicka, wybitna znawczyni i interpretatorka dzieł Wyspiańskiego, autorka antologii „»Wesele« we wspomnieniach i krytyce” (1961). W 1973 roku w rozprawie umieszczonej w programie teatralnym kolejnej inscenizacji „Wesela” pisała: 
„Premiera 16 III. 
Na widowni znajduje się pani Rydlowa z córką Hanią. Lucjan Rydel (zapewne z żoną) [w rzeczywistości Jadwiga Rydlowa nie była na premierze „Wesela” – MR]. Rudolf Starzewski. Państwo Pareńscy, pani Domańska (Radczyni w »Weselu«). I – cały Kraków. Po skończonym trzecim akcie publiczność dłuższy czas siedzi w ciszy. Potem zrywają się oklaski, wołają autora. Wyspiański nie wychodzi. Jeszcze potem recenzenci siadają do biurek, a miasto wrze od plotek.
Pani Rydlowa po rozmowie z Wyspiańskim każe w nocy drukować afisze (publiczność otrzymywała je na przedstawieniu tak jak dziś programy). Zamiast Maryny, Zosi, Haneczki figurują na nich Klara, Aniela, Krzysia.
O pertraktacjach z poetą opowiada Czechówna. Rydlowa miała go prosić o usunięcie ze sztuki postaci Hani – »tymczasem on powiedział, że sztukę może usunąć, jeżeli Rydlowa życzyłaby sobie tego koniecznie, ale nic zmieniać nie będzie. Żądać usunięcia sztuki Rydlowa nie mogła, zwłaszcza wiedząc o smutnych stosunkach materialnych Wyspiańskiego, tylko – jak powiadam – pozmieniała imiona panien«”. (Informację o rozmowie Heleny Rydlowej z Wyspiańskim poświadczyła w rozmowie ze mną Anna Rydlówna, późniejsza dyrektorka Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek.) 
Łempicka cały rozdzialik poświęca „urazom”, jakie żywili do autora bohaterzy „Wesela”; nie tylko Lucjan Rydel. „Drażniły Rydla żarty Wyspiańskiego na jego temat, bolał Pan Młody. Zwłaszcza jednak zły był na przyjaciela za niewierność portretu Panny Młodej. Autor, jak wiemy, nie poskąpił uroku tej postaci dramatu, uczynił ją jednak krewką, naiwną chłopską dziewczyną – prostszą, niż były ówczesne bronowiczanki. »Kto znał cichą, subtelną, a wcale oświeconą Lucjanową Rydlową, ten musi przyjść do przekonania, że w stosunku do niej zawiodła Wyspiańskiego jego zastanawiająca intuicja«. Pisze to Siedlecki w 1953 roku. I daje dowód, że również jego uwadze uchodzi artystyczna celowość deformacji Wyspiańskiego. Reportaż dostarcza w sztuce tylko materialnej tkanki, znaków przekazu dramatowi narodowemu, który toczy się ponad reportażem. Tam nad weselem młodych unosi się marzenie wieków o godach panów z chłopami. Spełniają to marzenie Państwo Młodzi, żywi ludzie, lecz i symboliczne zarazem postacie”.
Żarty i „nuta głębsza”
Jedno jest pewne: Wyspiański nie kreślił karykatury Rydla. Stanisław Pigoń w cytowanym już artykule pisze: „Wyspiański w »Weselu« rzeczywiście podżartowywał sobie po trosze z Pana Młodego, w tekst swój wplótł nawet niektóre kawiarniane o nim koncepty... Ale prawdą jest również (w »Plotce« już nie dostrzeżoną), że umiał dosłuchać się w nim także tej nuty głębszej, (...) że chciał podkreślić wolę poety i tęsknotę do przemiany, do wyrwania się z cieśni konwenansu, z kręgów zbrzydzonego, zakłamanego snobizmu pseudoartystycznego. Wkłada mu też w usta słowa znaczące:

Trza by mieć ogromną siłę,
siłę jakąś tytaniczną,
żeby być czymś na tej wadze,
gdzie się wszystko niańczy w bladze –


Uczciwość krytyczna każe przyznać, że Rydel był kimś »na tej wadze«. Był człowiekiem. Był charakterem zdecydowanym i po męsku rzetelnym”. 
Dziś trudno dojść – i czy jest sens dochodzić? – które anegdoty i na ile są prawdziwe. „O żalach osób dotkniętych »Weselem« pisano w wiele lat po tym, gdy Wyspiański sposągowiał w wieszcza, dramat umieszczono w panteonie narodowej kultury, a konflikty żywych ludzi z arcydziełem przyprószyła niepamięć – zauważa Łempicka. – Umarł Rydel, 1918, Starzewski, 1920, Kazimierza Tetmajera odizolowała od spraw tego świata choroba. W rok po »Plotce...« Boya umiera Włodzimierz Tetmajer, 1923. O dawnych urazach pisano od strony arcydzieła, które swoją wielkością uczyniło małymi, śmiesznymi przebrzmiałe konflikty. W »Plotce...« fascynowało Boya zjawisko związku arcydzieła z konkretem życia. Przedstawiał w niej – o czym się nie pamięta – po trosze sagę swojej rodziny: był bliskim (przez matkę) kuzynem Tetmajerów, ożenił się z Zofią Pareńską. Obejmując wspólnym sentymentem arcydzieło i osoby, które dostarczyły sztuce »krwi żywych ludzi« (wyrażenie Wyki), urazy poważniejsze pomijał milczeniem, z mniejszych ułożył wiązankę malowniczych anegdot do swej gawędy. Jego ton, intencje, nieco protekcjonalny stosunek do osób, o których opowiada, a także jego facecje przejęli naśladowcy. Bez jego humoru, niestety”.
Tylko, co warto jeszcze podkreślić, Boy nazwał swe wspomnienia „plotką”, a ci, co ją powtarzają, sugerują, że wszystko to „święta prawda”.

Jedno słowo: „genialne”

Jedno jest pewne: Rydel potrafił oddzielić własne doznanie od oceny niepospolitego dzieła. Opowiadała mi Maria Estreicherówna, że kiedy po premierze przyszedł się przywitać do loży Estreicherów, powtarzał jedno słowo: „genialne”. Podobnie zanotował Stanisław Estreicher: „Mimo żalu Rydel od razu ocenił »Wesele« jako arcydzieło, a w rozmowach ze mną sam później ekskuzował przyjaciela”.
Wyspiański znał opinię Lucjana Rydla o sobie jako dramaturgu. Opinii tej nie zmienił Rydel po „Weselu”, z entuzjazmem pisał w „Czasie” w 1901 roku o „Warszawiance”. Znał Wyspiański opinię Rydla o „Weselu”, skoro w 1905 roku zwrócił się właśnie do niego o objęcie kierownictwa nad wystawieniem „Wesela” w Teatrze Ludowym (premiera 18 marca) za dyrekcji Kazimierza Gabryelskiego. Juliusz Osterwa grał wówczas Pana Młodego, Maria Dulembianka – Pannę Młodą.
Już po „Weselu” Wyspiański zdobił drugie wydanie „Poezji” Rydla, a w drugim wydaniu „Zaczarowanego koła” z 1902 roku oprócz portretu Rydla autorstwa Wyspiańskiego przed każdym aktem znajduje się rysunek stylizowanych kwiatów.
W „Raptularzu” Wyspiańskiego z roku 1904–1905 pojawia się nazwisko Rydla i paru innych autorów z zaskakującym komentarzem, kwestionującym bezinteresowność przyjaciół w popieraniu jego starań o dyrekturę teatru. Tymczasem Rydel wraz z Wilhelmem Feldmanem i Maciejem Szukiewiczem walczył wówczas z właściwym sobie zaangażowaniem o powierzenie Wyspiańskiemu dyrektury teatru, podpisywał apele pisarzy. Czytamy tam, że „wymaganiom artystycznym najlepiej odpowiadałby na stanowisku dyrektora teatru p. Stanisław Wyspiański”.
Wyspiański, mając świadomość zbliżającej się śmierci, a równocześnie bolesne poczucie niedokonania tego, o czym marzył całe życie – reformy teatru – patrzył na machinacje prezydenta Juliusza Lea i ojców miasta, mające odsunąć go od dyrektury, i zapewne przestał ufać komukolwiek.

*

Stosunki między Wyspiańskim a Rydlem w ostatnich latach nie uległy zasadniczej zmianie. Nie będę cytować blisko dwudziestu listów – często biletów – zawsze z tym samym nagłówkiem „Kochany Lucku”, a nie był taki nagłówek formą zwyczajową u Wyspiańskiego. List do Józefa Mehoffera pisany w 1905 r. – po 10 latach od rozstania – zaczyna się słowami „Szanowny Kolego”.
Rydel – według świadectwa jego siostry Anny – odwiedził umierającego przyjaciela w lecznicy dra Gwiazdomorskiego. W czasie ostatniej drogi Wyspiańskiego na Skałkę za trumną szła wdowa prowadzona przez Adama Chmiela i Lucjana Rydla; uznano ich za najbliższych Zmarłego. W kilka dni po pogrzebie Rydel opublikował w „Czasie” artykuł, w którym w imieniu pisarzy i artystów całej Polski apeluje o otoczenie opieką spuścizny duchowej poety i malarza i zabezpieczenie jej dla przyszłych pokoleń.
W 1915 roku Rydel zaczął pisać nieukończone niestety wspomnienia o Wyspiańskim. Zacytuję na koniec niewielki, ale jakże charakterystyczny ich fragment:
„Pamiętam go jak dziś: dość drobny, blady chłopczyna z twarzą łagodną jak dziewczynka, z bujną złotawą czupryną nad białym czołem, spod którego patrzyły na świat głębokie siwe oczy; w sobie zamknięty, z natury nieśmiały, był skutkiem tego w obejściu zrazu jakiś wymuszony, jak gdyby się czuł nieswój wpośród gwarnej gromady kolegów. Cechowała go wrażliwość nadmierna i delikatna wytworność uczuć, która cofała się i zwijała w sobie wobec każdego brutalnego słowa. Małomówny, cichy, miewał już wtedy czasami badawcze, przenikające spojrzenia, a niekiedy ironiczny uśmieszek lub zjadliwe półsłówka o rzeczach i ludziach, którzy go razili. Przylgnęliśmy do siebie rychło mimo temperamentów odmiennych, a może właśnie dlatego”.

MARIA RYDLOWA jest historykiem literatury i edytorem, przygotowała pomnikowe wydanie „Listów” Stanisława Wyspiańskiego (Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979–1998).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 5 (2795), 2 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl