Komentarze

 


Andrzej Łukowski W splątanym gaju ważnych rur

Wojciech Pięciak Ani Schröder/Chirac, ani Rumsfeld

Krzysztof Burnetko Wielostronny Jarzembowski








 

 




  
W splątanym gaju ważnych rur

Wynegocjowaną w zeszłym tygodniu w Moskwie korzystną dla Polski redukcję (o jedną trzecią) dostaw gazu należy zobaczyć w szerszym kontekście: eksportowej strategii i taktyki koncernu Gazprom.
Polska jest dla rosyjskiego potentata jednym z ważnych ogniw w rozpełzającej się po Europie pajęczynie gazociągów. Przez nasze terytorium można już w tej chwili – przez gazociąg jamalski – przepychać miliony metrów sześciennych błękitnego paliwa do Europy Zachodniej. To zapewne jeden z powodów dziwnej łaskawości twardego do tej pory rosyjskiego negocjatora, który jeszcze niedawno ani myślał zmniejszać poziom zakontraktowanych przez Polskę dostaw, a wicepremiera Pola odsyłał na tarczy w coraz bardziej niewygodnych pozach. 
Można się domyślać jeszcze innych powodów. Być może Gazprom „popuścił” Polsce, bo ostatnio powiodły się co najmniej trzy duże projekty umożliwiające nieskrępowaną ekspansję eksportową, a czwarty zaczyna być przedmiotem poważnych rozmów. Po kolei: pod koniec grudnia ruszył gazociąg „Błękitny Potok” łączący rosyjski Krasnodar z Turcją, zbudowany pod Morzem Czarnym (a warto dodać, że jeszcze rok temu eksperci powątpiewali, czy uda się go uruchomić). Gazprom zyskał dzięki temu nową magistralę na południe, i to bezpośrednio do odbiorcy, bez potrzeby negocjowania z krajami tranzytowymi. Zbiegło się to w czasie zarówno z postępami w tworzeniu rosyjsko-ukraińskiego konsorcjum zarządzającego gazociągami na Ukranie, jak z okiełznaniem pokazującego różki białoruskiego prezydenta, który na ostatnim spotkaniu z rosyjskim kolegą wreszcie pokornie wyraził zgodę na prywatyzację białoruskiego przedsiębiorstwa Biełtransgaz na rosyjskich warunkach. To jeszcze nie koniec szczęśliwych zbiegów okoliczności: przez długi czas lekceważony i uważany za nierealny projekt gazociągu transbałtyckiego (z Rosji do północnych Niemiec) trafił na polityczne salony i na stałe wszedł do programu rozmów rosyjsko-unijnych.
W tej niepokojąco wybrzuszonej sinusoidzie gazowych gier jedna funkcja pozostaje niezmienna: na ambitne plany potrzebne są pieniądze, a tych Gazprom ciągle ma za mało. Potrzebny jest zatem dobry klimat w rozmowach z partnerami. Poza tym jeśli nawet Polska weźmie mniej gazu, to może więcej popłynie w inne świata strony...

 Andrzej Łukowski






Ani Schröder/Chirac, ani Rumsfeld 

Gdyby Bush-senior posłuchał apeli Jana Pawła II o zachowanie pokoju i nie wydał rozkazu do „Pustynnej Burzy”, Kuwejt do dziś byłby pod okupacją iracką, a Husajn miałby większe arsenały broni chemicznej i biologicznej niż ma. Właśnie bowiem kapitulując w 1991 r. dyktator zobowiązał się wpuścić inspektorów ONZ, którym (nim ich wyrzucił) udało się zniszczyć sporo broni B i C. Czy więc Papież nie miał racji wtedy i nie ma dziś, przestrzegając – tak silnie, jak nigdy dotąd – przed kolejną wojną w Zatoce? 
Pytanie jest źle postawione. Zwierzchnik Kościoła, z (polską) pamięcią historyczną, dąży do ideału: połączenia etyki poglądów i etyki odpowiedzialności, w kategorycznym imperatywie. Polityk zaś zdany jest najpierw na etykę odpowiedzialności. Ona podpowiada, że pasywność wobec zagrożenia, jakim jest Irak – a do tego sprowadza się linia kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera i prezydenta Francji Jacquesa Chiraka, którzy ze swym „nie” dla interwencji nie czekają na wynik inspekcji ONZ – może drogo kosztować. Oznacza, po pierwsze, że Husajn nie musi traktować poważnie gróźb. Po drugie, przyczynia się do erozji autorytetu NZ, którym Husajn gra na nosie od kilkunastu lat. Może wreszcie generować kolejne konflikty (patrz gra Phenianu swym potencjałem nuklearnym). To że większość społeczeństw Europy opowiada się przeciw interwencji, nie jest argumentem: gdyby pół wieku temu zachodni politycy kierowali się nastrojami społecznymi (sondaże nie były jeszcze w modzie), nie powstałoby NATO, Niemcy stałyby się neutralne, a wpływy Stalina sięgnęłyby Francji i Włoch.
Minister Cimoszewicz mówił w Sejmie, że Polska poprze interwencję USA, nawet jeśli Rada Bezpieczeństwa ONZ nie przyjmie w tej sprawie nowej rezolucji. Tym samym minister poparł amerykańską interpretację, że do użycia siły wystarcza formalnie obecna rezolucja nr 1441, na mocy której trwa inspekcja w Iraku: Stany Zjednoczone uważają, że dopuszcza ona użycie siły, jeśli Husajn odrzuci współpracę z inspektorami.
I nie chodzi tu o kalkulację, że skoro Polska nie ma wpływu na to, co dzieje się nad Zatoką, to przynajmniej może ugruntować dobre stosunki z USA. Odrzucanie siły a priori nie jest polityczną alternatywą wobec interwencji: sama odmowa zaangażowania nie jest żadną „polityką pokojową”. Zagraża natomiast naszemu bezpieczeństwu, gdyby w jej efekcie Europa miała utracić oparcie w USA. 
Jedności Zachodu nie służy też ani dosadność amerykańskiego sekretarza obrony Donalda Rumsfelda, który dzieli Europejczyków na „złych” i „dobrych” (proamerykańskich), ani pacyfistyczna retoryka Schrödera, w rzeczywistości motywowana względami wewnętrznymi, ani antyamerykańska gra pragmatyka Chiraka, który tak szybko, jak przyłączył się do linii Berlina, może się z niej wycofać. Pytanie nie brzmi: wojna czy pokój?, lecz: czy jest możliwe pokojowe rozbrojenie Iraku? Na razie wszystko wskazuje, że w tej kwestii Amerykanie mają rację – Husajn kłamie, jak kłamał i nie jest zainteresowany oddaniem swych arsenałów.  

Wojciech Pięciak






Wielostronny Jarzembowski

Medialna gwiazda ostatniego tygodnia, senator Ryszard Jarzembowski (SLD) 
rozbłysła w efekcie rozpętania wojny o ograniczenie kompetencji Instytutu Pamięci Narodowej; wojny kolejnej już, ale tym razem, jak się okazało, prywatnej, bo i prezydent, i premier odcięli się od tego pomysłu. Wśród rozmaitych zarzutów przeciwko IPN (że za drogo kosztuje, że prokuratorzy się tam obijają, że nie zajmuje się obozem w Berezie Kartuskiej ani represjami wobec Wincentego Witosa w latach 30.) pojawił się jeden mogący wyglądać na poważny. Oto Jarzembowski stwierdził (cytat za Radiem Zet, a myśl powtarzana była i w innych mediach): „Jak czytam biuletyn IPN, to jakbym czytał notatniki agitatora z lat pięćdziesiątych ŕ rebours, to jest taka sama fałszująca rzeczywistość lektura, bo rzeczywistość nie jest taka, o jakiej czytaliśmy w notatnikach agitatora z lat pięćdziesiątych, ani też nie jest taka, jaka jest opisana w biuletynie pana profesora Kieresa”.
Agitacyjne ŕ rebours i fałszujące rzeczywistość PRL musiałyby więc być takie m.in. stwierdzenia z kilku ostatnich numerów Biuletynu IPN: w wyniku tzw. planu 3-letniego nastąpiła odbudowa gospodarki kraju – wzrosła produkcja przemysłowa, konsumpcja i płace realne, zniesiono też reglamentację żywności (nr 13, o gospodarce PRL); komuniści tak podczas wojny, jak po niej mieli sojuszników wśród Polonii na Zachodzie (nr 14); w dziejach PRL zdarzały się momenty, gdy władze broniły polskiej racji stanu (nr 16); społeczeństwo polskie po 1944 r. wcale nie było antykomunistycznym monolitem (nr 17, o komunistycznym aparacie bezpieczeństwa); funkcjonariusze komunistycznej milicji bronili niekiedy ludności przed rabunkami ze strony Armii Czerwonej (j.w.), w kręgu kardynała Karola Wojtyły było ulokowanych kilku agentów SB (nr 18, o inwigilacji Kościoła); być może w latach 70. dla oporu społecznego większe znaczenie od „Biuletynu KOR”, który czytała kilkutysięczna garstka, mieli kabareciarze w rodzaju Zenona Laskowika czy Jana Pietrzaka, którzy nauczyli ludzi śmiać się z władzy (nr 21); sędziowie i prokuratorzy w najkrwawszym okresie komunistycznej Polski nie rekrutowali się wcale ze „świeżego zaciągu”, lecz z przedwojennego wymiaru sprawiedliwości (nr 22 – patrz też „Przegląd prasy” w niniejszym „TP”); spora grupa delegatów na I Zjazd „Solidarności” była powiązana ze Służbą Bezpieczeństwa (najnowszy numer Biuletynu IPN).
Jeśli to jest jednostronna i kombatancka agitka, to widać wielostronny i złożony jest tylko senator Jarzembowski.

Krzysztof Burnetko


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 5 (2795), 2 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl