Votum separatum

Jak najgorzej?

JÓZEFA HENNELOWA



Niedawno słuchałam trzygodzinnej audycji radiowej (takiej z udziałem słuchaczy), która cała zeszła na narzekaniu na zmianę z ostrzeganiem. Temat: szkodliwość mediów, elektronicznych zwłaszcza. Było to tak sugestywne, że pewnego wysiłku umysłowego wymagała refleksja, która zresztą do końca pozostała moją prywatną sprawą: że cokolwiek by jeszcze rzec na ten temat, to przecież jesteśmy oto w samym środku tych możliwości, na których marnowanie narzekamy, więc może by prócz narzekania jakoś te możliwości wykorzystać także pozytywnie, przeznaczając przynajmniej część danego nam czasu na program ciekawy, wartościowy, godzien odbioru? Podobnie myślę sobie nad niejednym przeglądem prasy w zaangażowanych ideowo pismach: dlaczego zamiast wyręczać zaspieszonych czytelników, dostarczając im bodaj skrótowych sygnałów o najlepszych, najbardziej interesujących pozycjach z pism, po które sięgnąć nie zdołają, zamulamy ich uwagę i samopoczucie nieustannym wydziwianiem nad pozycjami niewartymi uwagi, zapełniamy obfite szpalty oburzeniem, zgorszeniem, protestami przeciw śmietnikom dziennikarskim, czyniąc im przy okazji reklamę zamiast należnego tandecie zignorowania?
Oczywiście, takiej na przykład telewizji publicznej należy się nasze niezadowolenie i coraz ostrzejszy głos krytyki. Za nieustanne obniżanie poziomu, za jaskrawo manifestowaną pogardę dla naszych potrzeb duchowych i umysłowych choć odrobinę bardziej ambitnych. Ale może by tak poszukać także innych form nacisku? Na przykład próbując lansować różne formy cząstkowego bodaj bojkotu? Po co właściwie każde niemal pismo, z najpobożniejszymi nawet tygodnikami włącznie, drukuje skrupulatnie dokładne programy tygodniowe? Żeby jeszcze bardziej utrwalać nawyk oglądania godzinami, bezkrytycznego i marnotrawiącego czas? A gdzie przewodnik po programach dobrych? Gdzie dyskusje nad programami budzącymi pytania? Recenzje z wydarzeń telewizyjnych, jakie się jednak zdarzają? Gdzie starania o zwiększoną oglądalność tego, na czym nam powinno zależeć? „Czasy” zostały zdjęte z ramówki, ale z programów katolickich mamy jeszcze w TVP 1 „Babiniec” i „Raj”, i „Otwarte drzwi”, i „Ziarno”. Czy są tak świetne, że ich oglądalność bije rekordy? Czy nie mogą być jeszcze lepsze, nawet gdy są dobre? 
Była bliska wielu z nas Telewizja Familijna, ale została zmarnowana. Czy tylko wrogowie winni? Ale jest nadal telewizja Niepokalanów – sama nie mogę jej oglądać, nie dociera do mojego odbiornika, ale z programów, które do niedawna jeszcze zamieszczała nawet „Gazeta Telewizyjna”, można było wnioskować, że jest co najmniej na czwórkę: bo i tematyka religijna, i krajoznawstwo, i kultura. A tu, zamiast wszystkimi dostępnymi naciskami zapewniać jej lepsze warunki odbioru i podwyższanie poziomu, słychać tylko krzyk, iż wszystko źle i jak najgorzej, całe media bez wyjątku szkodliwe i groźne, i jeno w „Trwamie” (?) jakaś nadzieja, naprawdę nie bardzo jak dotąd wiadomo, na czym właściwie oparta (bo jedyne, co pewne, to to, że będzie to medium upolitycznione nie mniej niż TVP, choć inaczej. A czy o to chodzi?).
Mieliśmy kiedyś w harcerstwie wileńskim takie kwitujące różne pogadanki zawołania: „To dobrze, to bardzo dobrze, to jak najlepiej!” I również: „to źle, to bardzo źle, to jak najgorzej!” Przypominają mi się, te drugie zwłaszcza, w wielu słyszanych teraz chórach głosów publicznych. Infantylne ale niestety skuteczne, utrwalające poczucie zagrożenia, które staje się usprawiedliwieniem i zaproszeniem do kapitulacji.
















 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 5 (2795), 2 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl