Pisarz, dysydent, prezydent – specjalnie dla „Tygodnika” intelektualiści czescy i słowaccy o Václavie Havlu


„Mieliśmy szczęście: mieliśmy Havla”




W świecie krasnoludków
Karel Hvížďala

Moja generacja jest o 5–10 lat młodsza od Havla. To niewiele, ale różni nas jedno zasadnicze doświadczenie: Havel wyrastał jeszcze w świecie sprzed zwycięstwa totalitaryzmu i Auschwitz, podczas gdy najstarsi z nas zaczynali dostrzegać świat dopiero pod koniec wojny, kiedy wszystko wyglądało inaczej. Sam jak tylko skończyła się wojna, wyjrzałem z naszego rodzinnego schronu i z zachwytem przyglądałem się ogrodowi. Był biały od obandażowanych rosyjskich żołnierzy, którzy odpoczywali między azaliami. Całymi dniami. Tylko w nocy, kiedy wioska spała, wyprawiali się na łowy. Z okolicznych ogródków kradli gipsowe krasnoludki. Potem zniknęli. Zostawili jednak po sobie niespodziankę: po każdym chyba Rosjaninie został mi przynajmniej jeden krasnoludek w czerwonej czapce. 
To samo wrażenie mam z lat 1948 [przejęcie władzy w Czechosłowacji przez komunistów – red.] i 1968 [gdy stłumiono „Praską Wiosnę” – red.] – z tą różnicą, że krasnoludki, które dzięki Rosjanom pojawiły się wtedy na wszystkich stanowiskach, były żywe. Ale znowu byliśmy nimi oczarowani. Właśnie to powtarzające się doświadczenie z krasnoludkami jest naszym największym przeżyciem. Dwukrotnie byliśmy świadkami, jak musiał się im podporządkować kraj i jak większość ludzi zamieniała się w krasnoludki albo je udawała. Na takie zasady gry Havel nie godził się, dlatego w krainie krasnoludków trudno go było nie zauważyć. Gdy inni uczestniczyli w grze, on bronił tego co „nieużyteczne”, ale ważniejsze: języka jako środka poznania rzeczywistości. Zwracał uwagę, że frazesy wnikające do naturalnej mowy zmieniają ją w anty-język. Wraz z Milanem Kunderą, który zaatakował czeski liryzm jako symptom literackiej niedojrzałości, były to dwa jedyne literacko-filozoficzne czyny w Czechosłowacji lat 60., których znaczenie zachowało się do dziś. Havel wiedział, że jeśli nie pozwolimy wywłaszczyć się z języka i wtłoczyć w narzucone językowe schematy, które prowadzą do schematycznego myślenia, nie da się nam odebrać również przeszłości. W ten sposób zbuntował się przeciw podstawie totalitaryzmu, który – cytując Hannah Arendt – uśmierca korzenie społeczeństwa. 
Walka o język stanowi treść jego sztuki „Festyn”. Havel wspominał: „Główny bohater, Hugo, wyrusza w świat – na podobieństwo baśniowego Jasia, idącego zbierać doświadczenia – i spotyka się w nim z frazesem jako jego naczelną zasadą. Stopniowo oswaja się z owym frazesem; im bardziej się z nim identyfikuje, tym wyżej się wznosi; a kiedy jest na szczycie, okazuje się, że roztopił się we frazesie i zagubił samego siebie. Sztuka kończy się tym, że Hugo idzie sam do siebie w odwiedziny. Jego nastawienie na frazes przywiodło go do niego samego jako tego frazesu najlepszego ucieleśnienia”. 
Havel pokazał w praktyce to, co teoretycznie sformułował filozof Jan Patočka: wielkość osobowości nie poznaje się według tego, jak wielkie zadania postawiła ona sama przed sobą, ale jak radzi sobie z zadaniami, które przed nią stawia czas i inni ludzie. 

Karel Hvížďala (ur. 1941) – w Czechosłowacji działacz opozycji demokratycznej, dziennikarz; od końca lat 70. do upadku komunizmu na emigracji w Niemczech. 



Tradycja Masaryka
Josef Škvorecký

Václav Havel był pierwszym godnym naśladowcą tragicznie przerwanej tradycji T.G. Masaryka [pierwszego prezydenta niepodległej Czechosłowacji w okresie międzywojennym – red.]. W osobie Havla na Hrad z woli ludu dostał się wreszcie myśliciel humanista. Lękam się o tę tradycję. Nie wiem, czy wśród dzisiejszych kandydatów na prezydenta jest ktoś, kto byłby jej równie godny, jak Havel. 

Josef Škvorecký (ur. 1924) – tłumacz, pisarz, wydawca. Od 1969 r. na emigracji w kanadyjskim Toronto. 



Wyśmiewany przez „pragmatyków”
Luboš Dobrovský

Na dzieje państw mają czasem wpływ ludzie, których osobowości pozostają w pamięci dzięki wyjątkowym dokonaniom artystycznym czy naukowym lub wyjątkowej odwadze w sytuacjach wymagających zdecydowania bądź zdolności przewidywania – na długo przedtem, zanim komukolwiek przyszło do głowy, że mogli by zostać np. prezydentami. Nie ma ich wielu. Dlatego są wyjątkowi. 
Zanim Havel stał się najpierw czechosłowackim, a potem czeskim prezydentem, zapisał się w naszej pamięci kilkoma dramatami, których inscenizacje otworzyły nam oczy na zgrozę naszego socjalizmu, absurdalnego i przez wielu przyjmowanego obojętnie. Pomogły nam odbudować zdeptaną cywilną odwagę; zaczęliśmy stawać się uczestnikami wyrażanego albo przynajmniej odczuwanego sprzeciwu wobec zniewolenia. 
Havel był u narodzin obywatelskiego oporu, który w 1977 r. zaowocował powstaniem Karty 77. Jej kontynuacją był w listopadzie 1989 ruch Forum Obywatelskie, motor przewrotu bez przemocy. Między tymi datami Havel formował nasze sumienia do coraz bardziej świadomego antykomunistycznego oporu, a reżim kilkakrotnie skazał go za to na więzienie, w którym stracił zdrowie, ale nie odporność moralną. Ta odporność Havla, jego zdolność do przypominania źródeł naszej walki o wolność, uczyniła z byłego dysydenta kluczowego polityka naszego życia w wolności. 
Do dziś wyśmiewany przez wielu „pragmatyków” za trud życia w prawdzie według wzoru Masaryka, nie dopuścił, abyśmy w tym poniekąd dzikim czasie tworzenia gospodarki rynkowej stracili moralną podstawę do obywatelskiego działania politycznego. Moralny fundament czeskiej polityki będzie zawsze łączony z jego nazwiskiem.

Luboš Dobrovský (ur. 1932) – współzałożyciel i jeden z pierwszych sygnatariuszy Karty 77. Polonista i rusycysta, po 1989 ambasador w Moskwie.



Pomagał znosić rozczarowania
Jan Sokol

Gdy w 1988 r. usłyszałem w zagranicznej radiostacji, że Havel mógłby zostać czeskim prezydentem, nie chciałem wierzyć. Rok później tak się stało. Dziś mogę powiedzieć, że jako Czesi mieliśmy niewiarygodne szczęście. Znany dramaturg i dysydent musiał wprawdzie poświęcić chwilę, aby się tej nieoczekiwanej roli nauczyć, ale już jego wejście do polityki zagranicznej było imponujące i wiodło od sukcesu do sukcesu. Docenimy to dopiero w przyszłości, kiedy Republika Czeska wróci na miejsce, które się jej w naturalny sposób należy.
Mniej wdzięczna była jego działalność w kraju: konstytucyjne, prawne i polityczne reformy, walka ze „starymi strukturami”, prywatyzacja i pierwsze oznaki korupcji, napięcie między prezydentem a parlamentem, wreszcie przewlekła kotłowanina między Czechami a Słowakami, podział Czechosłowacji – to była tylko pierwsza faza, gdzie dał znać o sobie także brak doświadczenia wszystkich „nowych” polityków. Z drugiej strony, po podziale państwa polityka parlamentarna szybko się sprofesjonalizowała – w dobrym i złym sensie – i na czoło jako „wyzywający” wystąpił Václav Klaus. Tempo reform się zmniejszyło i kraj „ustabilizował” się na kilka lat. Kiedy pojawiły się problemy gospodarcze i korupcyjne, rząd Klausa upadł w 1997 r. Prezydentowi wprawdzie udało się ustanowić tymczasowy gabinet fachowców, ale gdy w 1998 roku po raz ostatni wybierano go na prezydenta, było już widać, jak bardzo parlament go nie lubi. Krytyczny stosunek do prezydenta przejął też następny, lewicowy rząd Zemana.
Walka z korupcją, lawirowanie polityków i małostkowe kampanie części mediów nadwyrężyły zdrowie Havla, w ostatnich latach wiele razy się o niego baliśmy. W przeciwieństwie do sceny politycznej utrzymał wielki szacunek wśród zwykłych ludzi i przywrócił funkcji prezydenta to, co przez lata totalitaryzmu straciła. Mieliśmy przez 13 lat prezydenta, który budził zaufanie i pomagał znosić rozczarowania. Udało mu się połączyć obywatelską prostotę sposobu bycia z dziedzictwem dawnych królów, w otoczeniu którego czeski prezydent urzęduje na Hradzie.
Kiedy wstępował na Hrad, wisiał nad nim cień wielkiego Masaryka; Havel nie zawiódł i tych oczekiwań. Swemu następcy przekazuje skonsolidowane państwo z dobrą pozycją międzynarodową, w zaawansowanym stadium integracji europejskiej. Jego zaangażowanie wystarczało, by wygładzić także niektóre krótkowzroczne kroki innych polityków, np. wobec Niemiec i innych sąsiadów, Europy i NATO. Mimo wysiłków nie udało mu się tylko wprowadzić więcej kultury do polityki wewnętrznej, która w Czechach opiera się na kilku silnych partiach o małej liczbie członków, a zatem skłonnych do klientyzmu wobec świata finansów i mediów. To chyba najtrudniejsze zadanie jego następcy. Czy potrafi stawić czoło niebezpieczeństwom współczesnej polityki – czy sam się w nie wplącze?

Jan Sokol (ur. 1936) – sygnatariusz Karty 77. Tłumacz, publicysta, filozof katolicki (m.in. tłumacz Biblii), pod koniec lat 90. był ministrem edukacji.



Polskie (słabe) akcenty
Václav Burian

Havel lubi polskich przyjaciół z dawnej opozycji. Trudno natomiast znaleźć u niego ślady głębszego zainteresowania Polską, jej polityką i kulturą; Havel zapewne nadal nie będzie w esejach przytaczać polskich klasyków, jak robią to polscy intelektualiści z klasykami współczesnej kultury czeskiej. Czechosłowacka opozycja lat 70. i 80. nie była tak słaba i nieliczna, jak czasami się sądzi; niezależnym ruchem masowym w dawnym obozie sowieckim została jednak tylko polska „Solidarność”. 
Tym uwarunkowaniom ulegały też stworzone przed rokiem 1989 przez opozycjonistów z obu krajów „Solidarność Polsko-Czesko-Słowacka” oraz jej odpowiednik, „Solidarność Czesko-Słowacko-Polska”. Pierwsza działa do dziś, zwłaszcza na Dolnym Śląsku; jej praca nie skończyła się na cudownym festiwalu czechosłowackiej kultury niezależnej we Wrocławiu dwa tygodnie przed wybuchem Aksamitnej Rewolucji. To środowisko – nawet w małych miastach, jak Nowa Ruda – do dziś urządza koncerty, organizuje wspólne dni kultury chrześcijańskiej, animuje współpracę regionów przygranicznych, wydaje polsko-czesko-niemiecki miesięcznik „Ziemia Kłodzka”. Z tego grona wywodzą się dyplomaci z polskich placówek w Pradze i Bratysławie. 
Natomiast „Solidarność Czesko-Słowacko-Polska” na przełomie lat 80. i 90. przestała istnieć. Ludzie z jej środowiska to najbardziej zapracowani dysydenci-legendy, a nigdy nie miała ona zaplecza na prowincji. Jej legendy – Havel, Petr Uhl, Jaroslav Šabata, Petr Pospíchal, Anna Šabatová, Stanislav Devátý i inni – działają dziś w innych dziedzinach.
Ogromna czeska fala „prawicowości” (nieraz powierzchownej) i „pragmatyzmu” z początku lat 90., symbolem czego został Václav Klaus, przyniosła też niechęć wobec szeroko pojmowanego dziedzictwa Karty 77. Mówiono, że duch Karty 77 wnosi do życia publicznego niezrozumienie mechanizmów polityki parlamentarnej i różne mrzonki, włącznie z ideą Grupy Wyszehradzkiej. Nic nie świadczy o tym, by Klaus, przywódca prawicy, cierpiał na fobie antypolskie, natomiast wiele świadczy o jego alergii wobec wszystkiego, co słusznie lub nie, kojarzy się z duchem Karty i ruchu dysydenckiego w ogóle.
Czeskie środowiska post-opozycyjne były w latach 90. po prostu za słabe. Za słabe – poza tygodnikiem „Respekt”, wpływowym, ale mizernym ekonomicznie – na stworzenie sensownej gazety; za słabe na wniesienie marzeń o Europie Środkowej do czeskiej polityki. Temu uwarunkowaniu ulegał też prezydent: nie zapominając o Polsce, politycznie był zbyt słaby na przeciwdziałanie niektórym krokom obraźliwym, jak np. demonstracyjna nieobecność Klausa na słynnym spotkaniu prezydentów Europy Środkowej w 1994 r. lub wysyłanie przez kilka lat czeskich wiceministrów obrony na spotkania na szczeblu ministerialnym...

Václav Burian (ur. 1959) – poeta, publicysta, tłumacz, publikował w samizdacie. Po 1989 r. wydał m.in. przekłady Miłosza. Współpracownik największego czeskiego tygodnika literackiego „Literarni Noviny” oraz „Tygodnika Powszechnego”. 



Łączył role nie do pogodzenia 
Václav Žák

Jedno nie budzi wątpliwości: jako reprezentant kraju za granicą Havel wypadł wyjątkowo dobrze, cieszy się poważaniem, dodaje powagi państwu, które reprezentuje. Nie sposób tego zlekceważyć, skoro światowa polityka jest mocno spersonifikowana. W społeczności międzynarodowej Havel miał wysoki prestiż; kiedy po praskim szczycie NATO w ub.r. żegnali się z nim mężowie stanu z całego świata, oddali mu hołd.
W kraju jednak Havel takiego poparcie nie miał. W początkowym okresie, jako przywódca Aksamitnej Rewolucji, odegrał wyjątkową rolę: był osobowością integrującą, z wyczuciem reagował na szybko zmieniające się poglądy społeczeństwa, udało mu się wyznaczać krótkoterminowe zadania, podporządkowane zasadniczemu celowi – doprowadzić kraj do wolnych wyborów. Ten okres skończył się po 5 tygodniach wyborem Havla na prezydenta Czechosłowacji. Niemal natychmiast nastały problemy, które miały wspólny mianownik. Otóż Havel działał według przemyśleń Martina Heideggera i Jana Patočki, z których czerpał siłę do dysydenckiej walki przeciw władzy. W roli prezydenta nie dawały mu one żadnej wskazówki. Wierzył w transcendencję, właściwie w religijne zakotwiczenie ludzkiego życia, jakkolwiek słowa „Bóg” unikał. Mówił raczej o „czymś ponad nami”, o „pamięci bytu”, o tajemniczym porządku kosmosu. Polityka była dla niego wyrazem odpowiedzialności. Społeczeństwo uważał za antyczną gminę. Tyle że antyk zakładał, iż wszyscy obywatele mają jednakowe pojęcie DOBRA. A takie założenie jest w społeczeństwie masowym nie do spełnienia.
Havel-prezydent nie chciał się wyrzec moralnych zasad, według których żył jako dysydent. Próbował połączyć obie role: intelektualisty i pragmatycznego polityka. Nie chciał przyjąć ograniczeń, wypływających z funkcji politycznej, prezentował się jako reformator-moralista. Tyle że ktoś taki jest przekonujący jedynie w oporze przeciw władzy. A tej Havel był teraz przedstawicielem. Z tego powodu – bez większych sukcesów – wiedziony moralnością, starał się ingerować w partyjne przepychanki, co partie uważały za stronniczość; dla obywateli wrażliwych moralnie stał się zaś częścią establishmentu. Nie potrafił zrozumieć, że tych dwóch ról połączyć się nie da. 

Václav Žák (ur. 1945) – przed 1989 r. dysydent. Publicysta, w latach 90. redaktor naczelny socjalliberalnego dwumiesięcznika „Listy”. W 1990 r. wiceprzewodniczący Czeskiej Rady Narodowej.



Nasz mąż stanu
Pavel Šaradin 

Pod adresem Havla słyszeliśmy wiele słów uznania: o jego wyjątkowości, demokratycznych przekonaniach, wyczuciu dla wolności itd. Tak mówiło się w Pradze i na świecie. Czeska polityka po Aksamitnej Rewolucji bez Havla jest nie do pomyślenia w wielu aspektach, przede wszystkim jednak w tym, że potrafił nazywać problemy, z którymi się borykaliśmy i w ten sposób wskazać kierunek, w jakim powinniśmy zmierzać. Bez niego niemożliwe byłoby też powstanie społeczeństwa obywatelskiego. Havel wspierał jeden z tradycyjnych filarów demokracji, podczas gdy inni starali się jego znaczenie minimalizować.
Na podobnych podstawach opiera się także jego światowe znaczenie. Jego doświadczenia z czasów komunizmu – owocujące zdolnością nazywania rzeczywistości i bronienia w decydujących momentach wartości demokratycznych – uczyniły z niego męża stanu, o którego sympatię ubiegają się brytyjski premier, francuski i amerykański prezydent. Stał się światowym autorytetem jeszcze z innego powodu: od połowy lat 90. odpowiadał refleksją na wyzwania globalizacji. W kraju bywał z tego powodu wyśmiewany, ale 11 września 2001 r. pokazał, że miał rację. Jako jeden z niewielu potrafił mówić o potrzebie pokory: „Ta potworność przyleciała – w duchu Apokalipsy – z nieba. Oby skłoniła nas do spoglądania częściej w górę, ponad nas, w kierunku, w którym tradycyjnie ludzkie kultury przeczuwają źródło tajemnego daru, którym jest ten świat, życie a w nim i duch ludzki!”. 

Pavel Šaradin (ur. 1969) – politolog, tłumacz, pracownik uniwersytetu w Ołomuńcu.



Powrót do literatury
Jan Čarnogurský

W historii XX w. kluczowym wydarzeniem jest najpierw sukces, a potem upadek komunizmu. Przy jego upadku w Europie Środkowej błyskotliwą rolę odegrał Havel. Po okupacji Czechosłowacji w 1968 r., kiedy wokół panoszyła się beznadzieja i rezygnacja, on nadal pisał absurdalne sztuki, które w absurdalnej rzeczywistości społecznej stawały się zrozumiałe dla wszystkich. Zaczął pisać eseje o sile bezsilnych, które bezsilnym dawały siłę. Kiedy powstała Karta 77, Havel należał do pierwszej trójki jej rzeczników – i poszedł do więzienia. Nie poddał się, po wyjściu na wolność działał nadal. Dwa–trzy razy w roku jeździł na Słowację. Słowacki pisarz Dominik Tatarka nazwał Havla księciem czeskiej literatury.
Zdarzyło się kiedyś, że spotkanie szefów grup opozycyjnych odkryła milicja. W takich przypadkach zabierała ludzi na komisariat, parę godzin ich trzymała i przesłuchiwała. Pewnego razu siedzieliśmy razem z Havlem na komisariacie w Pradze. Ale nastrój mieliśmy dobry, czuliśmy, że dni komunizmu są policzone.
Latem roku 1988 i potem 1989 na polsko-czechosłowackiej granicy na Śląsku odbywały się spotkania dysydentów z naszych krajów. Ani Polacy, ani my, z Czechosłowacji, nie mieliśmy paszportów, dlatego spotkaliśmy się na samej granicy, w lesie. Na pamiątkę sfotografowaliśmy się przy granicznym kamieniu. Fotografia ta obiegła później wiele gazet.
We wrześniu 1989 w Warszawie był już rząd Tadeusza Mazowieckiego, a ja w Bratysławie siedziałem w więzieniu. Havel napisał wtedy do Mazowieckiego, żeby się za mną wstawił. Mazowiecki zrobił to i jednocześnie odpisał Havlowi do Pragi. I komunistyczny dyplomata z ambasady PRL w Pradze po raz pierwszy musiał odszukać dysydenta i oddać do jego rąk list polskiego premiera... Wkrótce, w grudniu 1989, Havel został prezydentem, a w lutym 1990 odwiedził Warszawę. Była to wielka chwila, kiedy przemawiał w Sejmie. W budynku rządu i parlamentu spotkaliśmy się z polskimi przyjaciółmi, z którymi przed kilku miesiącami widzieliśmy się na granicy.
Havel przeżył w funkcji prezydenta całe pokolenie polityków Wschodu i Zachodu. Teraz wraca do literatury. Zostanie księciem. Literatury i polityki.

Jan Čarnogurský (ur. 1944) – słowacki dysydent i więzień polityczny. Po roku 1989 lider Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego, w latach 1991-92 premier Słowacji.



Trojakie dziedzictwo 
Jiří Pehe 


Havel pozostawi po sobie dziedzictwo trojakiego rodzaju, a każde starczyłoby na osobną karierę: dramaturga, przywódcy ruchu opozycyjnego przeciw komunizmowi, prezydenta. Zarazem nie są to trzy osobne postacie: Havel był jednocześnie i dysydentem, i pisarzem, i politykiem. Już jego pierwsze sztuki były polityczne. Zawsze był politycznie czynny, w opozycji do ówczesnej rzeczywistości. Jednocześnie przez całe życie pozostał pisarzem.
Polityczne dziedzictwo Havla trzeba rozdzielić na działalność krajową i zagraniczną. W kraju miał mniej sukcesów: po pierwsze, poza Czechami postrzegano go przez pryzmat poglądów i czynów z czasów opozycji, w kraju zaś, chcąc nie chcąc, był wciągnięty w wewnętrzną politykę. Jakkolwiek wielu argumentowało, że prezydent powinien pozostawać ponad polityką, to konstytucja mu na to nie pozwalała. Prezydent musi ingerować w konkretne sytuacje polityczne przez mianowanie urzędników, budowanie rządów po wyborach; jest też dowódcą sił zbrojnych. 
Czescy bossowie partyjni zawsze Havlowi zazdrościli. Z jednej strony wiedzieli, że kraj go potrzebuje, z drugiej przeszkadzało im, że cieszy się wielkim autorytetem. Z trudem znosili jego apele moralne i krytykę partyjniactwa. To także powód, dlaczego teraz odrzucają wybranie na jego następcę postaci podobnej do Havla. Wolą kogoś, kim będą mogli manipulować, partnera do politycznych interesów. Ale Havel nie zniknie. Także po odejściu z funkcji zostanie najważniejszą osobą publiczną w Republice Czeskiej.

Jiří Pehe (ur. 1955) – politolog i komentator, wieloletni pracownik Radia Wolna Europa i Freedom House w Nowym Jorku. W drugiej połowie lat 90. był dyrektorem wydziału politycznego Kancelarii Prezydenta Republiki Czeskiej. Dyrektor New York Uniwersity w Pradze. Jest jedną z osób najbliższych Havlowi; przez lata był jego oficjalnym doradcą.




Elita z kontr-elity
Marcel Tomášek 

Havlovi udało się coś, co nie jest regułą nawet w stabilnych społeczeństwach demokratycznych: człowiek należący do kontr-elity kulturowej doszedł do kluczowej pozycji politycznej i spróbował długofalowo wpływać na politykę. Ta sprzeczna i niezwykła sytuacja – w starych, ustabilizowanych demokracjach kontr-elita kulturowa jest tylko rezerwuarem, z którego uzupełniany jest kulturowy establishment, nie mający większych ambicji politycznych – jest źródłem napięcia w tożsamości Havla. 
I z tym też związana jest większość uwag krytycznych pod jego adresem – zarówno negatywnych, jak tych o charakterze analitycznym. Aczkolwiek próba odnalezienia „siły bezsilnych” w polityce po roku 1989 może wydawać się idealistyczna, to była ona idealistyczna w takim samym stopniu, jak działalność grupy kilkunastu osób na czele z Havlem, która w 1977 r. zainicjowała Kartę 77. Próba ta była tego warta, bez względu na to, co mógłby Havlovi zarzucać każdy z nas, a to z jednego powodu: próba ta była absolutnie wyjątkowa, i to nie tylko w kontekście realnego socjalizmu, ale przede wszystkim – i to o wiele silniej w sytuacji po roku 1989 – w procesie budowania „standardowej” demokracji, to znaczy w krytycznym momencie kształtowania jej codziennej rutyny.

Marcel Tomášek (ur. 1971) – socjolog z Uniwersytetu im. Masaryka w Brnie.


Wypowiedzi zebrała i przełożyła z czeskiego
(z wyjątkiem głosu Václava Buriana)
Patrycja Bukalska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 5 (2795), 2 lutego 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl