Jak podróżują harpie i fauny?

Joanna Roszak



Wyruszyły ze Lwowa, wędrują przez Sopot, Książ, Olsztyn, Stalową Wolę i Warszawę. Kolejną stacją w ich podróży jest Poznań i tutejszy Zamek Cesarski. Na ekspozycję prac Jacka Malczewskiego z Lwowskiej Galerii Sztuki – bo o niej mowa – składa się pięćdziesiąt obrazów, a także gwasze i akwarele. 


Wystawa umożliwia prześledzenie rozwoju malarstwa Malczewskiego. Pokazuje zarówno wczesne prace artysty, jak i obrazy z okresu najświetniejszego, gdy oddawał się refleksji nad życiem i śmiercią. Są więc realistyczne portrety ważnych osobistości życia galicyjskiego, są pejzaże, jest „Główka Matki Boskiej” – powstała jeszcze podczas krakowskich studiów, „Eloe”, „Autoportret z faunami”, „Autoportret z muzą”, wreszcie – „Umywanie nóg”, „Chrystus i Samarytanka” z pramotywem zatrutej studni. Poznań to odpowiednie miejsce dla wystawy dzieł współtwórcy legendy Młodej Polski. Wszak najcenniejsze – „Błędne koło”, „Melancholia” i liczne obrazy z cyklu „Zatruta studia” znajdują się na stałe w zbiorach tutejszego Muzeum Narodowego.
Malczewski jest artystą, który zakorzenił się w świadomości Polaków jak Mickiewicz czy Norwid. Najczęściej wspomina się te jego obrazy, których bohaterami są chimery, anioły, nimfy, fauny: niepokojące i magiczne. Malczewski oddaje ich ruchy, dobiera odpowiednie barwy, rytmizuje, ożywia głębię, posługuje się baśniową, oniryczną poetyką. Ale dla tej twórczości immanentna jest przede wszystkim refleksja nad powołaniem artysty. 
Jacek Malczewski jako rektor ASP w Krakowie wygłosił mowę o powołaniu sztuki i jej twórcy: „Możemy tylko dążyć do ideałów w sztuce, która to sztuka dla reszty społeczeństwa jest przede wszystkim zabawą, nim się stanie z biegiem czasu i historią, i nauką, i jedną z największych modlitw ludzkości”. Refleksja o sztuce jest dla twórcy „Błędnego koła” zamyśleniem nad pięknem miłości i pracą; podchodzi do niej z powagą, godnością – i cyrklem. Pokazuje, że jest ona umiejętnością kreślenia, mierzenia, odrzucania i przyjmowania. 
Słowa przemówienia Malczewskiego korespondują doskonale z poglądami na sztukę Cypriana Norwida, który w „Promethidionie” nazwał sztukę najniższą modlitwą anioła: „I ja widzę przyszłą polską sztukę, /Jako chorągiew na prac ludzkich wieży,/ Nie jak/ zabawę ani jak naukę,/ Lecz jak najwyższe z rzemiosł apostola/ I jak najniższą modlitwę anioła”.
I Malczewski mówi o sztuce jako o modlitwie: a zatem o tym, co intymne, tworzone w ciszy, związane z sacrum, pośredniczące między ziemskim a metafizycznym. Znawczyni jego twórczości, Agnieszka Ławniczakowa powiedziała w Poznaniu: „Malczewski często podejmuje temat wyboru drogi, dylematu sztuki, rodzaju twórczości, jaki trzeba podjąć”. Widać to właśnie w „Melancholii”, „Błędnym kole” czy licznych autoportretach. 
Pamiętny jest jego olej „Na cmentarzu” („Pogrzeb sztuki”, 1901), który powstał po sporze z Julianem Fałatem: na płótnie profesorowie krakowskiej akademii kopią dla Malczewskiego grób. Nie powiem, że Malczewski był na wskroś nowoczesny, ale często taki bywał. W niektórych malarskich realizacjach zdaje się być wręcz ojcem chrzestnym Dalego. 

Wystawa „Jacek Malczewski w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki”, Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, 16 stycznia – 16 lutego 2003 r. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 4 (2794), 26 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl