Przegląd zagraniczny

Arabscy intelektualiści i dyktator

Niedawno niemiecka pani minister porównywała Busha do Hitlera. Komentator dziennika ARAB NEWS (14 . 01), najpoważniejszej gazety w Arabii Saudyjskiej sięga głębiej w historię: pyta, czy nad Zatoką Perską dokonuje się amerykańska odmiana „planu Schlieffena”. Plan ten, zastosowany (nieskutecznie) przez Niemcy latem 1914 r., przewidywał łatwe pokonanie Francji: skoncentrowana armia miała uderzyć z pogwałceniem prawa międzynarodowego przez neutralną Belgię i Holandię, by dotrzeć do Paryża i rzucić Francję na kolana. Cesarz niemiecki wprawdzie w ostatniej chwili pomyślał, że wojna nie ma sensu, ale wytłumaczono mu, że za późno już na zatrzymanie machiny ludzko-materiałowej; w efekcie zginęły miliony i wojna zasiała „ziarno, z którego kiełkowały kolejne konflikty”. Podobnie może stać się dziś: Amerykanie, zdecydowani obalić Husajna, postawili go pod ścianą: jeśli nie odda broni, którą może ma, będzie wojna; jeśli ją wyda, będzie bezbronny i łatwiej będzie go obalić.

Co uderza w rozważaniu „Arab News”, to nieobecność refleksji, że Husajn to agresywny dyktator, mający na sumieniu życie obywateli krajów sąsiednich i Irakijczyków (zabitych za sprzeciw wobec tyrana), który w latach 90. użył broni chemicznej przeciw buntowniczej ludności kurdyjskiej i aramejskiej, mordując 100 tys. ludzi; wcześniej przed zamontowaniem broni biologicznej w rakietach kierowanych na Izrael powstrzymała go groźba atomowego odwetu USA.

Wyrozumiałość dla Husajna nie jest wśród arabskich intelektualistów odosobniona. Husajn Al-Mozany – iracki pisarz, od 1980 r. mieszkający na Zachodzie – zarzuca kolegom, przedstawicielom arabskiego „świata ducha” (intelektualistom, literatom, artystom itd.), że w przeszłości opowiadali się, a niektórzy opowiadają do dziś, za Husajnem, stając się jego „duchowymi pomocnikami”. Wpasowując się zarazem, jak pisze Al-Mozany we FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG (3.01), w schemat znany z arabskiej historii, gdy okrutni władcy w dzień kolekcjonowali czaszki prawdziwych i urojonych wrogów, a wieczorami gościli poetów i układali z nimi wiersze. Od nich Husajn różni się tylko tym, że zamiast czaszek kolekcjonuje hełmy: sam zaprojektował pomnik, którego elementem jest 2,5 tysiąca podziurawionych kulami hełmów żołnierzy irańskich, zabitych w wojnie z Irakiem (1980–88). Właśnie podczas tej wojny wielu pisarzy i dziennikarzy egipskich sławiło Husajna, „wojownika, myśliciela i człowieka”. Mimo dowodów wdzięczności od bagdadzkiego ministerstwa kultury (nagrody, samochody), Egipcjanie z czasem zmienili front i przeszli np. na stronę szejków znad Zatoki. 
Wierniejsi są intelektualiści palestyńscy. Poeta Mahmud Darwisz chwalił Husajna w czasie, gdy jego przyjaciele – iraccy literaci – byli mordowani. Mieszkający we wschodniej Jerozolimie obrońca praw człowieka i chrześcijanin Jonathan Kattab widział w Husajnie twórcę arabskiej „teologii wyzwolenia”. Edward Said, mieszkający w USA jeden z najważniejszych palestyńskich myślicieli – i twórca popularnej w świecie arabskim teorii, że zachodnia orientalistyka to element strategii duchowego podboju Orientu – bezkrytycznie wspiera Husajna, atakując irackich intelektualistów, którzy na emigracji pisali o zbrodniach dyktatora i szukali dla Iraku demokratycznej alternatywy. 
W oczach Saida poparcie dla Husajna jest pochodną polityki USA na Bliskim Wschodzie: w sytuacji, gdy Husajn jest wrogiem sojusznika Izraela, wszelka krytyka jego reżimu, także arabska, staje się podejrzana. Podobne poglądy ma syryjski poeta Adonis, skądinąd bardzo „uzachodniony” i mający prawo uważać się za prekursora arabskiej nowoczesności: kiedyś popierał bezkrytycznie Chomeiniego, dziś czarno-białą wizję świata przenosi na USA, które stają się uosobieniem Zła, godnym wytępienia. 
Outsiderem na tym tle wydaje się egipski pisarz Mamduh asz-Szeich, który złożył doniesienie do egipskiej prokuratury, zarzucając kolegom – poetom, artystom, parlamentarzystom – że, skorumpowani, uprawiają propagandę dla Husajna w zamian za talony na ropę, którą poza granicami Iraku mogą wymienić na pieniądze. Być może Amerykanie uczyniliby lepiej – ironizuje Al-Mozany – gdyby część pieniędzy, którymi finansują iracką opozycję, przeznaczyli na dotacje dla arabskich intelektualistów, zyskując ich przychylność...
Tymczasem na uniwersytecie w Bagdadzie życie toczy się na pozór normalnie. Choć wysłannikowi szwajcarskiego NEUE ZÜRCHER ZEITUNG (14.01) udało się porozmawiać ze studentami, którzy po cichu marzą o innym życiu, o świecie, od jakiego są odcięci i zachwycają się Szekspirem – z fatalistyczną świadomością, że przyszło im żyć w kraju, w którym może być już tylko gorzej.

WP

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 4 (2794), 26 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl