Kościół katolicki w Polsce po raz szósty obchodził dzień religii żydowskiej


Święto niedokończonej rewolucji

Michał Okoński



W synagodze w Tykocinie do jednego z żydowskich uczestników obchodów Dnia Judaizmu podeszły zakonnice. Podekscytowane pierwszą w życiu wizytą w żydowskim domu modlitwy, zasypały go pytaniami o religijne zwyczaje judaizmu. „Gdzie siadał Chrystus, gdy nauczał w synagodze?” – chciała dowiedzieć się jedna z sióstr. Takie wydarzenia, choć z pozoru anegdotyczne, dają najlepszą odpowiedź sceptykom, wątpiącym w sens tego kościelnego święta.


W tym roku centralne obchody organizowanego po raz szósty Dnia Judaizmu odbyły się w Białymstoku i Tykocinie – przypomnijmy, że na terenie tamtejszej archidiecezji leżą Jedwabne, Radziłów i Wąsosz... Rozpoczęła je chrześcijańsko-żydowska medytacja biblijna. W przenikliwym zimnie białostockiego kościoła św. Wojciecha, po przemówieniach miejscowego metropolity abpa Wojciecha Ziemby i prezydenta miasta Ryszarda Tura, rozważano fragment Drugiej Księgi Samuela: „Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich. Lecz nie cofnę od niego mojej życzliwości” (2 Sam 7, 14-15). Co znaczą te niepokojące słowa? – zastanawiał się dr Stanisław Krajewski, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Czy ci, którzy własnymi rękami nieśli zagładę żydowskim miasteczkom – także „w miejscach nieodległych stąd” – byli narzędziami w ręku Boga? Krajewski tłumaczył, że kluczem do rozumienia całości tekstu jest sformułowanie „ja będę mu ojcem”. Miłość rodzicielska, miłosierdzie (chesed) wyklucza zabijanie.
Po obiedzie (za pierwszym stołem zasiedli wspólnie rabini i biskupi) temat przymierza i miłosierdzia w tradycji żydowskiej kontynuował rabin David Rosen z Jerozolimy, honorowy przewodniczący Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów. Zanim jednak przeszedł do tematu, przypomniał, że jego pochodząca właśnie z Białegostoku babcia musiała opuścić Polskę, „bo atmosfera była tu niesprzyjająca Żydom”. Czy kiedykolwiek mogła przypuszczać – pytał rabin – że jej wnuk przyjedzie kiedyś do tego miasta na zaproszenie Kościoła katolickiego, by rozważać wspólne korzenie obu religii? Dzień Judaizmu to święto rewolucji, która dokonywała się w Kościele w ciągu ostatnich 40 lat, po Soborze Watykańskim II. Naród, który przez dwa tysiące lat był określany jako przeklęty, zastąpiony czy porzucony, stał się „starszym bratem w wierze”, i ludem „przymierza, które nigdy nie zostało odwołane”. Choć nie wszyscy jeszcze to rozumieją, rabin Rosen przypomniał, że w ciągu ostatniego roku kard. Kasper trzykrotnie stwierdził, iż nawracanie Żydów jest historycznie i teologicznie nie do przyjęcia, a poprzednik Kaspera na stanowisku przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, kard. Cassidy, mówił wręcz o poszukiwaniu „teologicznego partnerstwa”.
Niektóre fragmenty wystąpień przedstawicieli strony żydowskiej (Stanisława Krajewskiego w kościele św. Wojciecha i rabina Rosena podczas konferencji naukowej w kinie Ton) zostały przygotowane w ostatniej chwili. Powodem zamieszania było rozdane rano angielskie tłumaczenie drugiego referatu popołudniowej konferencji, tekstu ks. prof. Henryka Witczyka. O sprawie pisze szerzej Stanisław Krajewski – do jego wypowiedzi warto dodać, że żydowscy goście postanowili nie psuć atmosfery upublicznieniem tych zastrzeżeń już w Białymstoku, a ks. prof. Witczyk nieco skorygował – po interwencji abpa Stanisława Gądeckiego – treść referatu.
„Potrzeba nam kultury dialogu, potrzeba ducha pojednania, szacunku i miłości, która powinna cechować dzieci jednego Boga” – mówił sam abp Gądecki, przewodniczący Rady Episkopatu ds. Dialogu Religijnego, po żydowskiej modlitwie wieczornej w barokowej synagodze w Tykocinie. Nabożeństwo poprowadził rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich, a wszyscy obecni (w tym biskupi z Białegostoku i Poznania) uczestniczyli w modlitwie, korzystając z przygotowanych wcześniej tekstów.
Wystąpienie arcybiskupa było właściwie streszczeniem formułowanych przezeń wielokrotnie (a omówionych na łamach „TP” przed tygodniem przez ks. Andrzeja Lutra) warunków, w jakich możliwy jest dialog między religiami. Mowa więc była o szacunku dla inności, ale równocześnie dla własnej tożsamości; o pogłębianiu własnego credo religijnego, o rozpowszechnianiu postawy pokoju, sprawiedliwości i miłosierdzia; o solidarności „przeciwko półprawdom i nieprawdzie, przekazywanym czasem przez środki komunikacji społecznej” oraz „przeciwko nadużywaniu religii dla usprawiedliwienia przemocy i wojny”. Później, odchodząc już od przygotowanego tekstu, abp Gądecki dziękował uczestnikom uroczystości: arcybiskupowi Ziembie, rabinowi Rosenowi, „naszemu rabinowi” Schudrichowi, a także współprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów: „zawsze pełnemu roztropności” doktorowi Krajewskiemu i ks. Michałowi Czajkowskiemu, który „nie tylko jest pionierem, ale i znosi cięgi, właściwe każdemu pionierowi”.
Dla kogo polski Kościół organizuje Dzień Judaizmu? Abp Gądecki uważa, że celem wewnętrznym jest „wyjaśnianie naszych wzajemnych relacji w perspektywie przykazania miłości”, zaś celem zewnętrznym – „powolne formowanie i ukierunkowanie społeczeństwa we wspólnotę, która jest coraz bardziej świadoma wspólnych zadań i coraz bardziej tęskni do wspólnoty z Bogiem”. Nie chodzi o żadną fuzję za cenę niwelowania różnic – podkreśla metropolita poznański, jest to jednak sposobność do „pilniejszego poznania i przyswajania sobie treści nauczania Kościoła katolickiego na temat Żydów i judaizmu”. W tle jest oczywiście problem antyjudaizmu, przez wieki zakorzenionego w nauczaniu Kościoła.
Organizatorzy obchodów zdają się wierzyć w siłę modlitwy (jednym z niezapomnianych momentów dla tych, którzy jechali autobusem z Warszawy, była chwila, kiedy stojący w wąskim przejściu między siedzeniami, w tałesie i z filakteriami na czole i przedramieniu, rabin Rosen zaczynał poranną modlitwę, a kilka metrów dalej ksiądz katolicki półgłosem odmawiał brewiarz), a także siłę osobistych spotkań, które zostały uniemożliwione przez Holocaust i późniejszą – często przymusową – emigrację Żydów. W tym sensie uroczystości białostockie okazały się sukcesem: i w kościele św. Wojciecha, i w kinie było pełno młodszych i starszych mieszkańców miasta, którzy ciepło przyjęli zwłaszcza wystąpienie ambasadora Izraela, Szewacha Weissa. A ten postawił pytanie może najtrudniejsze: dlaczego potrzeba było tylu nieszczęść, żeby możliwy był dialog?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 4 (2794), 26 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl