Proces Kurii Krakowskiej toczył się przed Sądem Wojskowym w Krakowie od 21 do 26 stycznia 1953 r. Na ławie oskarżonych, umieszczonej w stylu stalinowskich procesów pokazowych w hali widowiskowej ówczesnych zakładów Szadkowskiego (późniejsze kino Związkowiec), zasiadło czterech księży (w tym dwóch pracowników Kurii) i trzy osoby świeckie. Aresztowanych i szykowanych na kolejne procesy było więcej – m.in. rozmówca Jana Strzałki, ks. Czesław Skowron, a przede wszystkim zarządzający wówczas archidiecezją abp Eugeniusz Baziak i bp Stanisław Rospond. Akt oskarżenia, przygotowany przez jednego z najsłynniejszych prokuratorów stalinowskich, płk. Stanisława Zarakowskiego, obejmował współpracę z wywiadem amerykańskim i handel dewizami. „Dowodami rzeczowymi” miały być m. in. znalezione w piwnicach i sejfie Kurii dolary, dzieła sztuki, stare muszkiety i szable, a nawet alkohol. Złamani torturami w śledztwie oskarżeni (z wyjątkiem Stefanii Rospond
i – częściowo – ks. Wita Brzyckiego) przyznawali się do winy, często obciążając siebie i innych najbardziej fantastycznymi zarzutami. „Pierwszy raz w życiu byłem na tak straszliwych rekolekcjach – wspominał uczestniczący w procesie jako obserwator z ramienia redakcji „TP” ks. Andrzej Bardecki. – Ogromne wrażenie zrobiło na mnie, jak z człowieka można zrobić kukłę, recytującą wyuczoną lekcję”. Ks. Józef Lelito, a także Edward Chachlica i Michał Kowalik zostali skazani na karę śmierci. Ks. Franciszek Szymonek dostał dożywocie, ks. Modest Wit Brzycki – 15 lat więzienia, ks. Jan Pochopień – 8 lat, Stefania Rospond – 6 lat więzienia. Wyroków śmierci nie wykonano, a większość skazanych zwolniono w 1956 r.; pozostawali jednak wciąż „pod obserwacją” UB.
Ks. Andrzej Bardecki uważał, że najważniejszym celem procesu był symboliczny sąd nad zmarłym kilka miesięcy wcześniej, cieszącym się ogromnym autorytetem kardynałem Adamem Stefanem Sapiehą. Chodziło też o zastraszenie duchowieństwa (oskarżonych i doprowadzanych z więzienia świadków ukazano nie tylko jako przestępców, ale także osoby bez kręgosłupa, zmuszane do składania kompromitujących zeznań) i przygotowanie frontalnego uderzenia na Episkopat. W perspektywie, komuniści chcieli za pomocą tzw. „księży patriotów” przejąć władzę nad całym polskim Kościołem (kilka dni po procesie Rada Państwa uchwaliła „Dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych”, według którego to rząd decydował o wszystkich nominacjach księży, a „osoby zajmujące duchowne stanowiska kościelne” musiały składać ślubowanie na wierność PRL); tę część planów udaremniła rychła śmierć Stalina. Jednym z celów ubocznych było wydobycie z Kurii tzw. teczki katyńskiej, o której opowiada w rozmowie ks. Skowron.
Po zakończeniu procesu przez polskie media przetoczyła się zorganizowana kampania nienawiści. Powstał film „Dokumenty zdrady”, niezliczone audycje radiowe i artykuły, do wydawania oświadczeń „odcinających się” zmuszono wiele tzw. środowisk opiniotwórczych (pod listem krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich pojawiły się czołowe później nazwiska polskiej kultury), a także instytucje kościelne. Niepodpisane oświadczenie „Po procesie krakowskim” ukazało się również w „Tygodniku”. „Dzisiaj tekst brzmi horrendalnie, wtedy wydawał się kompromisowy, ale znośny” – wspomina Stanisław Stomma. Niemniej redakcja przez lata żałowała tamtego kompromisu: kilka tygodni później umarł Stalin i za odmowę druku artykułu żałobnego pismo zamknięto.
Na 50-lecie procesu Kurii nakładem Znaku ukazuje się książka Wojciecha Czuchnowskiego „Blizna” – historia procesu i losów skazanych w nim ludzi. Instytut Pamięci Narodowej przygotowuje sesję naukową, z której materiały również mają być publikowane.

MO

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 4 (2794), 26 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl