Kościół katolicki w Polsce po raz szósty obchodził dzień religii żydowskiej


Dzień przezwyciężania judaizmu?

Stanisław Krajewski



Uczestniczyłem w obchodach szóstego Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Spotkania i modlitwy, zorganizowane w godny uznania sposób w Białymstoku i w Tykocinie przez miejscową Kurię Metropolitalną, z udziałem władz miasta i województwa, byłyby dalszym napawającym otuchą krokiem w stronę budowania wzajemnego szacunku – gdyby nie pewien zgrzyt.


Chodzi o odczyt ks. prof. Henryka Witczyka, wygłoszony po prelekcji rabina Davida Rosena z Jerozolimy, który mówił o „przymierzu i miłosierdziu” w tradycji żydowskiej. Ks. Witczyk miał mówić o tym samym w tradycji chrześcijańskiej, a mówił o tym, że chrześcijańskie miłosierdzie wobec Żydów ma polegać na ukazaniu im szansy na zbawienie – przez chrzest. Byłem tym bardzo zbulwersowany, a wiem, że podobne odczucia miało też wiele innych osób, nie tylko Żydów.
Ks. Witczyk skrócił wprawdzie i nieco złagodził tekst opublikowany zawczasu (po angielsku) w programie sesji. Zaczął też od wprowadzenia, w którym powiedział, że nie chodzi o nawracanie Żydów. Na końcu dodał, że nie chodzi o to, by iść do Żydów z tekstem w ręku, ale o to, by chrześcijanie promieniowali dobrym przykładem. Zasadnicza część wykładu była jednak niezgodna z tymi deklaracjami i miała, w moim odczuciu, charakter całkowicie przedsoborowy. Taki sam odczyt mógłby zostać wygłoszony w latach 50., a zapewne i w latach 20. Była to mianowicie kompetentna analiza poglądów św. Pawła, która wyrażała tradycyjną wykładnię: Żydzi są nieposłuszni, nie rozpoznali Mesjasza, a miłosierdzie Boga polega na tym, że wciąż mogą przyjąć Jezusa i jego przebaczenie. Jest tylko jedna droga zbawienia, a Żydzi, którzy „jeszcze nie znają Chrystusa”, są w sytuacji Szawła z Tarsu.
Niezależnie od naukowej wartości wykładu powstaje pytanie, do kogo był on wygłoszony? Wśród licznego audytorium byli teologowie, którzy nieraz słyszeli tego typu wypowiedzi, było wielu „zwykłych” ludzi, dla których referat był zapewne trudno zrozumiały, oraz kilku Żydów. Mam poczucie, że Ksiądz Profesor mówił przede wszystkim do nas, Żydów. Wciąż macie szansę – przekonywał. Cytując św. Pawła, właśnie do nas przystępował z tekstem w ręku. Odczuwałem to jako wyraz triumfalizmu i w zasadzie prozelityzmu. Słuchacze mało teologicznie wyrobieni, którzy zapewne przeważali, nie rozumieli może niektórych stwierdzeń, ale jestem przekonany, iż duch wypowiedzi był dobrze wyczuwalny: ślepota Żydów jest taka sama od czasów św. Pawła do dzisiaj, trzeba ich oświecić. Poza nami, zamierzonymi adresatami słów referenta było najprawdopodobniej jeszcze kilka osób – katolickich teologów dialogu.
Referat ks. Witczyka byłby dobrym wstępem do dyskusji seminaryjnej na temat poglądów św. Pawła oraz współczesnych ich interpretacji. Jednakże program sesji nie przewidywał żadnych głosów po jego wygłoszeniu. Nie było więc jak i kiedy odnieść się do zaprezentowanej w referacie zasadniczej polemiki z poglądami uczestników dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Dialog ten, mówiąc najkrócej, opiera się na założeniu, że podchodzimy z szacunkiem do partnera i jego postawy religijnej i nie próbujemy mu niczego wciskać. Różni autorzy rozwijają koncepcje teologiczne, które zakładają, że taki szacunek jest niesprzeczny z podstawowymi założeniami własnej wiary. Referent prezentował tradycyjną wykładnię, a nie poproszono nikogo, kto mógłby przedstawić inne podejście ze strony chrześcijańskiej. Poczułem się oszukany. Choć mogło to być niezamierzone albo nieświadome, takie skonstruowanie programu sesji stanowiło potwierdzenie racji tych Żydów, którzy nie chcą brać udziału w dialogu. Przecież Kościołowi chodzi o nawracanie, mówią, a uczestniczenie w kościelnych imprezach jest tylko dawaniem chrześcijanom okazji do dezawuowania żydowskiej religii i podtrzymywaniem w nich nadziei na sukces misji wobec Żydów. Moim zdaniem ks. Witczyk tak właśnie rozumował: zaprezentował program rywalizacji, a nie dialogu religii.
Ktoś mógłby przeciwstawić moim wrażeniom odczucia wręcz przeciwne. Przecież ks. Witczyk naprawdę uważa, że w trosce o zbawienie Żydów należy im oferować chrzest. Co to za dialog, w którym miałoby się nie wyrażać własnych poglądów? Otóż – oczywiście – wiem, że poglądy przedstawione w wykładzie ks. Witczyka są szeroko wyznawane. Jednak wyrażanie ich w ramach Dnia Judaizmu odczuwam jako nadużycie – szczególnie, że nie było miejsca na dyskusję. Gdybym miał uczestniczyć w debacie na temat poglądów św. Pawła z udziałem przedstawicieli różnych opcji, świadomie mógłbym wybrać uczestnictwo. W trakcie opisywanego spotkania nie było możliwości wyboru, bo spodziewałem się, że będzie kontynuowany styl, który został wypracowany w trakcie poprzednich pięciu Dni Judaizmu.
Zresztą chodzi mi nie tak bardzo o poglądy, co o postawy. To fakt, że w naszych religiach istnieje pokusa triumfalizmu, rzeczywiście pojawia się chęć afirmowania swojej racji na przekór innym (choć w tym względzie sytuacja chrześcijaństwa i judaizmu nie jest porównywalna). Można i należy mówić o tym wątku – jednak albo można po prostu dawać wyraz triumfalizmowi, albo można starać się zmierzyć z dziedzictwem triumfalizmu, wybierając stanowisko, że ważniejszy jest szacunek dla integralności partnera dialogu. Taka właśnie postawa cechuje obecny dialog chrześcijańsko-żydowski. Poszerzać jego formułę o postawę rywalizacji, polemiki, wyższości, mentorstwa, a może i pogardy (bo czemu właściwie dystansować się od tego podejścia, które ma wielowiekowe tradycje i jest nadal obecne po obu stronach?) czy prozelityzmu – byłoby cofnięciem się od nowej kultury dialogu do dawnego nastawienia na dysputę religijną, czyli do postawy antydialogowej.
Nie tracę jednak nadziei ani przekonania, że i w Polsce jest wciąż miejsce na dialog rozumiany w duchu szacunku, tzn. w duchu zmian posoborowych i deklaracji „Dabru emet” (opublikowanej na temat chrześcijaństwa przez kilkuset intelektualistów żydowskich, zob. „TP” nr 21/2001) oraz deklaracji „Święty obowiązek” (odpowiedzi amerykańskich chrześcijan na „Dabru emet”, zob. „TP” nr 40/2002). Znając osoby odpowiedzialne za dialog, np. abpa Stanisława Gądeckiego, wierzę, że opisany zgrzyt był tylko jednorazową wpadką.

STANISŁAW KRAJEWSKI jest współprzewodniczącym (ze strony żydowskiej) Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 4 (2794), 26 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl