Otwarte listy


Temat-rzeka

JACEK PODSIADŁO




Oby nie okazał się tematem-bagnem, choć wciąga, a może i jest grząski. O religii w szkole napisali do mnie kolejni czytelnicy i od razu przepraszam, że będę przerywał, ale może lepsza próba dialogu, niż kilka monologów. 
„Mam nadzieję – pisze Jan Kłos – że nie każe mi Pan być wdzięcznym komunistom za to, że wykazali się dziejową mądrością, kiedy wygonili religię ze szkoły. Moglibyśmy (idąc tokiem Pana rozumowania) równie dobrze z nostalgią myśleć o czasach PRL, kiedy to publiczna manifestacja wiary oznaczała niejednokrotnie represje”.
O, przepraszam, to nie jest moje rozumowanie. Zamiast fałszywie dokańczać moje myśli, proszę skupić się na tych, które wyraziłem prosto i jasno. Mój tekst był właśnie przeciw represjom, a w obronie wolności: wolności uczęszczania bądź nieuczęszczania na religię, wolności palenia papierosów i wolności praktykowania religii i rozprawiania o niej, także w szkole.
„Pan wybaczy, ale jako rodzic chciałbym zachować prawo do decydowania o wychowaniu mojego dziecka. Chyba to jest naturalne. Do czasu dojrzewania decyduję ja (w sprawach wiary) i proszę mnie tego nie pozbawiać. (...) Cmentarz nie jest tu symbolem wolności. Raczej niedojrzałego buntu i samowoli (na złość mamie itd.)”.
Proszę bardzo w pełni i podług własnego sumienia rozporządzać wiarą swego dziecka. Ale co przewidziałby Pan dla mojego dziecka, gdybym chciał wychować je w ateizmie lub buddyzmie, na wtorek między 10.45 a 11.30? Celę pojedynczą w świetlicy szkolnej? Medytację w ubikacji? Aha: do dojrzałości nie można dojść inaczej, jak przez niedojrzałość, dlatego doceniam dziecinne samowole i młodzieńcze bunty.
„Zgodzę się z Panem, że są słabi katecheci. Ludzie nieprzygotowani do tak ważnej roli. Ale myślę, że i Pan się ze mną zgodzi: bez przykładu rodziny najlepszy katecheta nie poradzi”. 
Nie do końca, ale już prawie-prawie: bez przykładu rodziny katecheta stanie przed o wiele większym wyzwaniem.
Maria Średniawa donosi z kolei: „Jestem od kilkunastu lat nauczycielką, i spotykam się z dziećmi i młodzieżą od podstawówki do matury. Miałam więc pewien wgląd w to, jak młodzież odbiera katechezę w szkole”. Dalej padają m. in. przykłady potwierdzające moją tezkę o niepojętej dla dzieci sprzeczności między biblijnymi opisami, a wiedzą naukową. A potem: „Inna sytuacja, młodzież z 8 klasy, na boisku po lekcji trwa dyskusja z księdzem katechetą próbującym przekonać dziewczyny, że ich rolą jest opieka nad dziećmi i domem, co jednak nie czyni ich gorszymi od mężczyzn, gdyż mąż ma psi obowiązek przynieść im pensję do domu i wydawać ją na rodzinę. Dziewczynom jakoś się to nie podobało, ksiądz użył więc wszystkich argumentów: »To jest zgodne z naturą kobiet. Czy widzieliście kiedyś dziewczynkę bawiącą się samochodzikami lub potrafiącą naprawić jakieś urządzenie?«. W tym momencie wtrąciłam swoje trzy grosze: »Proszę księdza, jestem kobietą, wspinałam się po górach i masztach, łagodna jestem do czasu, a w swoim dwudziestoletnim samochodzie to i owo naprawiałam«. (...) Tu palnęłam jeszcze gładko coś o kulturowo zdeterminowanych stereotypach społecznych. Następnego dnia zostałam zasypana lawiną problemów do dyskusji. Nie miały one związku z religią. Chodziło o równouprawnienie kobiet i mężczyzn i etykę seksualną. Czy mam tu opisywać pomieszanie pojęć panujących w głowach tych zaczynających myśleć młodych ludzi, którzy nie mieli gdzie szukać rzetelnego intelektualnie oparcia?”.
Pani Mario, miejsce, jakie Pani opisuje, to nie szkoła, ale jakiś edukacyjny raj. Abstrahując od przedmiotu sporu z katechetą, sam fakt, że młodzi ludzie zostają po lekcjach na boisku i to nie grając w piłkę, ale dyskutując, świadczy o nim (księdzu, choć i boisko musi być niezłe) jak najlepiej. Pozwólmy katechetom i innym nauczycielom mieć własne poglądy, przynajmniej dopóty, dopóki je dyskutują. Chyba, że dziewczyny jedynki podostawały za zdanie odmienne w kwestii własnej natury. 
Arkadiusz Wuwer: „Bliska jest mi idea »religii jako pięknej rozmowy o poważnych sprawach«. Taka rozmowa jest jednak możliwa dopiero na pewnym poziomie intelektualnym, emocjonalnym, a także na określonym poziomie wiedzy ogólnej i... (przepraszam) religijnej. Iluminacje duchowe się zdarzają, ale przyzna Pan – niewielu. Nie przeprowadzi Pan – mimo lekkości z jaką posługuje się Pan językiem żadnej »pięknej rozmowy« z kimś, kto nie przyswoił sobie choć w minimalnym stopniu Słowa i Tradycji”. 
Wiedzy oczywiście nigdy za wiele, ale tutaj to nie rozumiem. Może dlatego, że nie wiem, co Pan rozumie pod „Słowem” i „Tradycją”. Czy chodzi o to, że katecheta ma mówić: „Najpierw przyswój Tradycję, a potem porozmawiamy?”. 
„Tymczasem tęsknota za prawdziwym, szczerze otwartym i mądrym Kościołem – którą w pełni podzielam – nie może usprawiedliwiać populizmu w Pana pisaniu. W tym kontekście ostrość sformułowań obnaża – niestety – słabości Pana argumentacji. Radziłbym więcej wyciszenia i pokornej refleksji nad tym dla kogo ten dźwięk trąb: dla idei czy dla siebie?”.
Dla idei, ale jeśli przy okazji dla siebie, wcale mi to nie przeszkadza. Dźwięk trąb nie rozchodzi się wybiórczo i jednako dociera do uszu wszystkich w jego zasięgu. Lepsza szczera dezynwoltura niż fałszywa pokora. Z pokorą to łatwo mi przyjąć Pański zarzut słabości argumentacji oraz radę wyciszenia. Natomiast nie ma w moim pisaniu populizmu, co najwyżej felietonistyczna powierzchowność.
„Dlaczego Ksiądz Jacek (z felietonu z „TP” 2/2003) jest dla Pana Księdzem, a Ksiądz Zbigniew Mizia (z felietonu z „TP” 1/2003) jedynie (aż?) Panem?”.
A bo ten pierwszy, co wynikało z drugiego felietonu, jest mi bliski, a ten drugi, co wynikało z pierwszego felietonu, jest mi – mimo sympatii, jaką doń momentalnie poczułem – obcy. Szerzej rozwinę tę wypowiedź za 2 tygodnie, bo to osobny temat-dopływ. A dlaczego neutralna i grzecznościowa forma „Pan” wydaje się Panu formą „jedynie” lub „aż”, poniżającą lub wywyższającą?


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl
 








 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 3 (2793), 19 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl