Filmy spoza Hollywoodu


Kino z pazurem

Anita Piotrowska



„Nowe Horyzonty” – przegląd filmów zorganizowany w kilku miastach przez Romana Gutka – to obrazy, które nie dają się lekko przełknąć. Gutek nie szukał modnych nazwisk i głośnych tytułów. Postawił na kino najnowsze, ale drwiące z naszych przyzwyczajeń i oczekiwań.  


Z lipcowego festiwalu „Nowe Horyzonty” w Cieszynie organizatorzy wybrali siedem tytułów. Kto wziął udział w imprezie nad Olzą, z pewnością zauważy, jak bardzo arbitralny, by nie rzec ekscentryczny jest to wybór. Nie znajdziemy tu filmów bezdyskusyjnie znakomitych – jak choćby kolumbijski obraz Barbeta Schroedera „Matka Boska morderców” czy arcydzielne „Rzemiosło wojenne” Ermanno Olmiego (jest nadzieja, że ten historyczno-religijny fresk pojawi się wkrótce na naszych ekranach). Nie będzie też nadmiaru egzotycznych przypraw, choć modne kino irańskie czy niezwykłe filmy Tsai Ming-lianga z Tajwanu zawsze znajdują wierną publiczność. Bo nie chodzi o artystyczne „pewniaki”. 
Już sama nazwa wskazuje na kino, które próbuje przekraczać granice, kłócić się z widzem, zaskakiwać, prowokować. Przymiotnik „nowe” nie dotyczy jednak metryki artystów. To nie debiutanci, ale właśnie weterani (jak Australijczyk Paul Cox) czy wręcz klasycy (jak Jean-Luc Godard) pokazują największy pazur! Choć robią to z różnym skutkiem. 
Najpiękniejszym filmem „Horyzontów” jest niewątpliwie „Niżyński” Coxa, muzyczno-wizualny poemat o jednym z największych tancerzy wszechczasów. Udało się tu coś niemal w filmie niemożliwego – przeniknąć wewnętrzny kosmos artysty. Ostatnio dokonał tego Saura w „Goyi”, ale Cox przepychem i poetyckością obrazu bije go na głowę. Dramatycznym komentarzem do tej olśniewającej impresji są fragmenty dziennika Niżyńskiego czytane zza kadru przez Dereka Jacobi. Dostajemy nie tylko portret choreograficznego geniusza, ale także targających artystą demonów, które wkrótce miały go doprowadzić do psychicznej katastrofy. 
Godard trochę gorzej daje sobie radę z autorską wypowiedzią. W „Pochwale miłości” reanimuje zdobycze Nowej Fali, mieszając wątki, plany czasowe, okraszając to wszystko autotematycznym komentarzem, aluzjami do klasyków kina i faszerując naiwnie buńczuczną antyamerykańską ideologią. Film ma jednak niepowtarzalny rytm i smak: opowiadając o czterech parach w różnym wieku i czterech decydujących momentach każdej miłosnej historii, Godard zaprasza nas na spotkanie z „dziełem otwartym”. Mimo muzycznej konstrukcji, jego film jest bardziej pochwałą chaosu niż apologią miłości. Warto go jednak zobaczyć: niewiele jest dziś kina tak jawnie egocentrycznego, robionego z takim patosem – kina, które szuka i błądzi, a na dodatek wcale się tego nie wstydzi.
W doborze tych siedmiu filmów widzę pewną (zamierzoną zresztą) prawidłowość: niemal wszystkie próbują opowiedzieć o świecie niejako od wewnątrz, stosując mniej lub bardziej wyrazistą ekspresjonistyczną deformację. W „Paradox Lake” tworzący w USA Polak Przemysław Reut łączy różne techniki, nakłada dokument i fikcję, próbując przebić się do świata dzieci dotkniętych autyzmem. Efekty (jeśli wypada użyć tego słowa) są chwilami elektryzujące, choć jednocześnie film nie udaje, że posiadł jakąś tajemnicę. Jeśli można mu coś zarzucić, to właśnie swoisty autyzm – „zamknięcie się w sobie”, i w finale dorobienie do tego aż nadto dosłownej pointy. 
Pasjonujący pejzaż wewnętrzny stworzył także Japończyk Shinji Aoyama w filmie „Eureka”. Troje ludzi: kierowca i dwójka dzieci, jako jedyni wychodzą cało z masakry dokonanej przez psychopatę na pasażerach pewnego autobusu. Przeżyta trauma nie pozwala im łatwo włączyć się w strumień życia. Niemal czterogodzinne dzieło Aoyamy opowiada o świecie po apokalipsie. Poprzez monochromatyczną tonację, statyczne, rozciągnięte w czasie ujęcia, kontemplowanie martwego pejzażu, japoński reżyser snuje posępną opowieść o próbach przezwyciężania cierpienia i samotności. Męcząca droga dokądś jednak prowadzi; „Eureka” to film o odzyskanej nadziei i choć powstała w odmiennym kręgu kulturowym, wpisuje się w czytelne dla nas religijne konteksty.
Nie wszystkie pozycje cyklu uważam za równie trafione; myślę o wystylizowanym francuskim dramacie „Dzika niewinność” Philippe`a Garrela, a także o pretensjonalnym do bólu meksykańskim filmie „Japón” Carlosa Reygadasa. Owszem, to także kino bezkompromisowe i ze wszech miar bardziej interesujące od tego, co zwykle trafia na nasze ekrany. Jednak zarówno opowieść o zdesperowanym francuskim reżyserze, podpisującym, w imię zawodowego sukcesu, bezwzględny cyrograf, jak i historia meksykańskiego „człowieka wydrążonego”, który szuka sensu życia w związku seksualnym z wiekową Indianką – pokazuje fałszywą drapieżność wystudiowaną na użytek festiwalowej publiczności. 
Prawdziwie drapieżny (i to w iście szokującym nadmiarze) jest za to austriacki film „Upały” Ulricha Seidla, okrutna wiwisekcja społeczeństwa konsumpcyjnego, jeden z najbardziej „wściekłych” filmów, jakie udało mi się kiedykolwiek zobaczyć. Film Seidla, wyrastający z tego samego krytycznego ducha, co dzieła jego rodaka Michaela Haneke czy książki Elfriede Jelinek, rejestruje pewien upalny weekend na przedmieściach Wiednia, kiedy to pod wpływem wysokich temperatur w normalnych z pozoru ludziach eksplodują najbardziej prymitywne instynkty i głęboko skrywane frustracje. Eskalacja rozpasania i agresji dosłownie wbija w fotel, brzydota przyprawia o mdłości. Diagnoza społeczeństwa dobrobytu może jest nazbyt płaska, ale intensywność obrazu, „ostateczność”, z jaką aktorzy – zawodowcy i naturszczycy, oddają się swoim rolom, każe wierzyć, że twórcy chodzi o coś więcej niż terapię szokową. Chciałabym, żeby film ten zaistniał w świadomości polskiego widza: pokazuje bowiem w całej jaskrawości świat, do którego aspirowaliśmy tak długo, a którego horyzonty wyznacza najbliższy hipermarket, sex shop, telewizor i puszka zimnego piwa w lodówce. Może zohydzająca wszystko estetyka Seidla bardziej nas poruszy niż niejedno umoralniające kazanie...

*

„Nowe Horyzonty” właśnie ruszyły w Polskę. Tymczasem firma Gutek Film szykuje kolejną edycję letniego festiwalu w Cieszynie. Plakat reklamujący imprezę przedstawia kadr z mojego ulubionego filmu tegorocznego przeglądu – egzotyczną tancerkę z „Niżyńskiego”. Przyjmuję to jako dobry znak. 


Przegląd „Nowe Horyzonty” odbywa się w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Warszawie i Wrocławiu do końca lutego 2003, Szczegółowe informacje dotyczące terminów i miejsc projekcji można znaleźć w internecie na stronie www.nowehoryzonty.com.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 3 (2793), 19 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl