Nierówni wobec prawa

Marcin Król



Przed dwoma laty nasz znajomy z sąsiedniej wsi, szalenie miły i porządny człowiek, chociaż nieco wybuchowy, radny gminy, powiedział do innego radnego (zresztą szwagra) w trakcie sesji rady, że jak ten będzie dalej tak kłamał, to go „zarżnie jak barana”, co nie było groźbą karalną, ale mocnym sposobem wyrażenia swojego poglądu. Ponieważ jednak nie lubił go poprzedni wójt i inne lokalne siły, to odbyły się w trybie dziwnie przyspieszonym dwie rozprawy sądowe. W końcu dzięki interwencji jednego z najwybitniejszych profesorów prawa karnego w Polsce i adwokata z Lublina, wyrok był niewielki i w zawieszeniu, ale jednak znajomy został odwołany z funkcji przez podporządkowaną wójtowi radę i jej przewodniczącego, policjanta w czynnej służbie (teraz zresztą wybrano go ponownie).
A tu czytam wciąż o posłach, głównie Samoobrony i SLD, którzy są oskarżani, toczą się przeciwko nim śledztwa, są skazywani i dalej są posłami czy radnymi. W Lublinie niejaki Konrad Rękas, który ma za sobą liczne czyny karalne – od publicznego wychwalania Eligiusza Niewiadomskiego, po rozwalenie samochodu i pobicie innego radnego – zostaje przewodniczącym sejmiku wojewódzkiego. Czy zatem w Polsce jest jeden wymiar kary, czy też są ludzie poza prawem lub – jak dawniej – inna jest kara, kiedy szlachcic zabije chłopa, a inna, kiedy chłop zabije szlachcica? Na to wygląda.
Z czego to wynika? Przykro powiedzieć, ale z całkowitego upadku instytucji, które stoją u podstaw każdej demokracji, a mianowicie sądów. Oczywiście, nie wszyscy sędziowie źle wykonują swoje czynności i nie wszyscy są albo skorumpowani, albo tylko podatni na naciski, ale jest ich bardzo wielu i nie można mieć do nich specjalnej pretensji. To nie jest tylko wina sędziów, to jest wina całości systemu politycznego, który stał się kompletnie nieprzejrzysty i w którym ludzie, w normalnej demokracji siedzący w więzieniach, zajmują istotne miejsca i to na skalę masową. Jest sprzężenie zwrotne między sądami a władzą na jej wszystkich szczeblach. Zauważmy, że ani jeden polityk nie został przez sąd ukarany, a jeżeli nawet – jak Andrzej Lepper – to sprawy ciągną się w nieskończoność, a sądy wyższej instancji obniżają wyroki i tak zdumiewająco łagodne. Polscy politycy, na ogół z chłopa rodem, zachowują się zatem jak niegdyś szlachta, tylko chamstwa wyzbyć się nie potrafią. Nie potrafią także zrozumieć, że jeżeli popełnili jakieś wykroczenie lub przestępstwo lub są tylko o nie podejrzani, to powinni na ten czas chociażby zawiesić swoją działalność, aż zostaną uznani za winnych lub uniewinnieni. Sądy natomiast po prostu boją się polityków, podobnie jak prokuratura, która z urzędu niemal nigdy nie wszczyna przeciwko nim postępowania. 
Wszystko to razem składa się na obraz kraju bezprawia, zepsucia tak daleko posuniętego, że nie widać, jak można by z niego się wydobyć. Stanowisko sędziego to w wielu krajach jeden z najbardziej zaszczytnych urzędów, ale w Polsce na zaufanie zasługują tylko Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny i kilka innych instytucji na tym poziomie. Kto słyszał, kto zna nazwiska sędziów w swoim powiecie czy mieście? Taki stan oznacza, że polska republika jest zepsuta, a jak pisał Machiavelli, średnio złe państwo da się naprawić, bardzo złego – nie da się w żaden sposób. Czy doszliśmy już do tego punktu? Na pewno nie jest daleko. Czy polskie sądownictwo może odzyskać dobre imię? Może, ale trzeba zacząć od kilku naprawdę widocznych decyzji prokuratorskich, które zakończą się stanowczymi wyrokami, a będą dotyczyły szlachty, czyli najszerzej rozumianej klasy politycznej. Pijany polityk, polityk bandyta czy złodziej musi iść siedzieć. Jak zobaczymy, że tak się dzieje, to uznamy, że coś się zmienia. Mam jednak bardzo poważne wątpliwości, czy w Polsce, w której sędziowie chodzą na polowania z mafią, lekarze robią interesy z partyjnymi bandytami, a prokuratorzy boją się wszystkiego, czy w takiej Polsce cokolwiek da się naprawić. A bez sprawiedliwych sądów nie będzie demokracji. Już znika za odległymi horyzontami. 





 









 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 3 (2793),
19 stycznia 2003


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl