Votum separatum

A to było tak... 

JÓZEFA HENNELOWA



Biuletyn Katolickiej Agencji Informacyjnej pełni w Polsce rolę nie do przecenienia. Jest jednak nie tylko fachowym źródłem informacji o Kościele. Ma także ambicje opiniotwórcze, drukuje więc prócz „newsów” i dokumentacji także materiały publicystyczne: artykuły specjalnie dla niego pisane, polemiki, wywiady. Wtedy jednak zdarza się, że pojawi się potrzeba korekty, sprostowania, postulatu, aby zachowane zostały reguły gry dziennikarskiej, takie jak np. unikanie stronniczości. I właśnie na tej zasadzie zabieram głos dzisiaj.
7 stycznia w Biuletynie ukazał się bardzo obszerny wywiad (rozmawiał szef KAI) z ordynariuszem przemyskim, ks. arcybiskupem Józefem Michalikiem. Tematów poruszono w nim mnóstwo, ale tutaj odnieść się chcę do dwóch zdań tylko, bo tylko w dwóch zdaniach rozmówcy zawarta została ta powojenna historia środowiska, która obchodzi mnie szczególnie. Oto one:
„Były różne próby unowocześniania katolicyzmu, dobre i nieudane. Taką negatywną, a nawet chorą próbą był najpierw »PAX˛˛«, »księża patrioci«, a później w pewnym sensie »Znak«, który na znak choroby czy braku jedności szybko się podzielił”. 
Czytam po wiele razy i potykam się na każdym słowie kolejno. Do czego je odnieść, jak zrozumieć? Jeśli dotyczy to okresu PRL (a przykłady zdają się to potwierdzać), to jak rozumieć termin „Znak”: jako koło poselskie utworzone po Październiku, czy jako środowisko krakowskie, obejmujące dwa pisma i wydawnictwo książkowe i mające historię zarówno wcześniej zaczętą, jak i trwającą o wiele dłużej? A jeśli chodzi tylko o powstałe z poparciem prymasa Wyszyńskiego koło poselskie i jego dwudziestoletnią historię, to jak można zestawić je w jakikolwiek uprawniony sposób z ubeckim tworem antykościelnym, jakim byli księża patrioci? A o co chodzi w owej „chorobie”? Na czym miała polegać? O jakim „braku jedności” tu mowa i o jakim „szybkim” (?) podzieleniu się? Zupełnie nie wiadomo, do czego odnieść owe wzmianki. 
O kole Znak powstało sporo książek, sam lider napisał też wspomnienia i obrachunki, więc owa „biografia” dwuzdaniowa ani rusz nie przystająca do faktów musi być odebrana jako krzywdząca i budzić głęboki protest. Między innymi dlatego, że ukazując się dzisiaj, jako najnowsza i bardzo autorytatywna opinia, będzie źródłem „informacji” i osądu dla roczników, dla których nie tylko epoka stalinowska, ale i Październik, i masakra na wybrzeżu, i kadencja Gierka to jest prehistoria, do której pamięcią sięgnąć nie będą mogli (a do poważniejszych źródeł może po prostu nie zechcą...).
Osobnym problemem jest ów termin: „próby unowocześniania katolicyzmu”. Jakże chciałoby się, by rozmówca wyjaśnił, co ma na myśli. Ani PAX nie miał takich ambicji, ani przesmutnej pamięci „księża patrioci”, a koło poselskie Znak zgodnie z oczekiwaniem Kościoła sygnalizować miało obecność w Polsce rzesz katolików i ich prawa, a nie cokolwiek „unowocześniać”. I robiło to przez lat dwadzieścia gorzej lub lepiej, ale na tyle skutecznie, że nawet w roku ’76 Ksiądz Prymas miał wątpliwości, czy warto je rozbijać protestującym głosowaniem nad konstytucją. Chyba że arcybiskup Michalik mówiąc o „unowocześnianiu” ma tu na myśli soborowe hasło aggiornamento, ogłoszone przez Jana XXIII, i akces do tej duchowej pracy środowisk katolickiego laikatu od czasu ogłoszenia soboru. Ale wtedy przywołany przezeń kontekst krytykowanych tak jednoznacznie ugrupowań politycznych ostatecznie sprawę zaciemnia. Aggiornamento to było przecież jedno z najwspanialszych zadań dla wiernych okresu soborowego...
A przy tym... Za kilka dni jeden z naszych środowiskowych seniorów, Stanisław Stomma, obchodzić będzie jubileuszowe, zupełnie wyjątkowe urodziny. Jego życie to cały rozdział historii, owocujący trudną do wyliczenia liczbą dokonań. Dla mnie, pół pokolenia młodszej, jest to także jubileusz mistrza mojej młodości wojennej – tajnych kompletów w Wilnie, dyskusji w konspiracyjnych środowiskach. I w tym jubileuszowym nastroju zastanawiam się: jak Stanisław Stomma poczyna sobie teraz z tym tomem dziejów, który pisał swoim życiem? Czy w ogóle obchodzą go zarówno niesprawiedliwe sądy, jak i – zbyt rzadkie – słowa sprawiedliwego uznania i rzetelnej oceny zasług? Święty Paweł napisał sam sobie jakby przemówienie na ostateczny jubileusz i mówi w nim, owszem, o „wieńcu sprawiedliwości”, na który liczy. Ale – zauważmy – nie od ludzi go oczekuje.
Więc może i teraz też wszystko jest w porządku, chociaż chce się protestować przeciw słowom, które krzywdzą?















 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 3 (2793), 19 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl