W Izraelu, Niemczech i USA wzrasta popyt na polskie obywatelstwo


Kto ty jesteś? – Polak mały!

Andrzej Brzeziecki



Według nieoficjalnych danych tylko w grudniu 2002 r. do ambasady polskiej w Izraelu wpłynęło 1,5 tys. wniosków o potwierdzenie polskiego obywatelstwa. Okazuje się, że także w Stanach Zjednoczonych i Niemczech polskie obywatelstwo staje się coraz cenniejsze.  


Wyjść za mąż za obcokrajowca, najlepiej Amerykanina, albo udowodnić niemieckie korzenie i wyjechać do RFN – to były tylko niektóre sposoby na wydostanie się z PRL do wolnego świata i dobrobytu. W latach 1950-89 wyjechało z Polski blisko 2 miliony ludzi. Nie wszyscy chcieli opuszczać kraj, ale władze PRL wielu obywatelom dały do zrozumienia, że ich nie chcą. Tak było w latach 1968-69, kiedy Polskę opuściło ok. 20 tys. Polaków żydowskiego pochodzenia. Prawie 4 tys. z nich trafiło do Izraela. 
Dzięki zachodniemu i paszportowi, obywatel Polski Ludowej stawał się obywatelem demokratycznego świata, a nie podróżnikiem drugiej kategorii. Z różnych względów, najczęściej sentymentalnych, emigranci uzyskawszy nowe obywatelstwo nie rezygnowali ze starego, odnawiając w konsulatach polskie paszporty albo, deklarując, że je zgubili, starali się o nowe. Państwo polskie zaakceptowało to. Osoba z dwoma paszportami musi jedynie posługiwać się polskimi dokumentami w Polsce, a jeśli popełniłaby na jej terenie przestępstwo, byłaby traktowana jako jej obywatel.
Odkąd Polska jest krajem demokratycznym, a granice stoją przed Polakami otworem, więcej – polski paszport będzie wkrótce paszportem UE, polskie obywatelstwo zaczęło nabywać dodatkowej wartości. Wiedzą o tym ci, którzy opuścili Polskę przed laty, oraz ich dzieci, które nie czują się zbyt mocno związane z krajem rodziców, ale dla wygody składają wnioski o potwierdzenie obywatelstwa.
Od 1998 r. (30. rocznica wydarzeń marcowych) państwo polskie zrobiło kilka kroków, by ułatwić osobom zmuszonym do zrzeczenia się obywatelstwa jego odzyskanie. Procedura nie cieszyła się zainteresowaniem aż do końca ubiegłego roku, kiedy to z ambasady polskiej w Izraelu pobrano kilka tysięcy formularzy, których wypełnienie jest potrzebne dla potwierdzenia obywatelstwa. Według nieoficjalnych, i niepotwierdzonych przez ambasadę w Izraelu, danych tylko w grudniu 2002 r. do ambasady polskiej w Izraelu wpłynęło 1,5 tys. wypełnionych wniosków. To dużo, biorąc pod uwagę, że np. rocznie polskie obywatelstwo otrzymuje ok. 3 tys. cudzoziemców. 
Konsul Marek Pędzich potwierdza tylko „wzrastające dynamicznie zainteresowanie” polskim obywatelstwem. Interesują się nim przede wszystkim młodzi ludzie, emigranci w drugim pokoleniu, których związek z Polską jest znikomy. Dyrektor Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców Jan Węgrzyn zapewnia, że każdy wniosek jest szczegółowo sprawdzany przez polskich urzędników. Każdy przypadek jest odmienny i będzie rozpatrywany indywidualnie. Poza Polską żyją przecież emigranci polityczni, zarobkowi, ludzie, którzy musieli lub chcieli opuścić Polskę ze względu na pochodzenie, i ci, którzy w wyniku zmiany granic znaleźli się poza krajem. Zmiana obywatelstwa nie zawsze była kwestią woli jednostki. 
Nagłym sentymentem za Polską zainteresowały się izraelskie media. Osoby składające wnioski, pytane przez dziennikarzy, jako argument przytaczały głównie spodziewane przystąpienie Polski do UE. Potwierdza to Eli Barbur (w 1969 r. wyemigrował do Danii, potem Izraela; korespondent z Tel Avivu „Gazety Wyborczej”, teraz radia RMF). – Nie chodzi o turystykę, bo z izraelskim paszportem też można bez kłopotu podróżować po Europie – mówi Barbur. Obywatelstwo UE daje nowe możliwości np. tym, którzy chcieliby prowadzić na jej terenie działalność gospodarczą, kupić ziemię czy zatrudnić się. Nie bez znaczenia jest też sytuacja na Bliskim Wschodzie.
Ambasada polska w Izraelu nie chce komentować motywacji składających wnioski. – Jestem urzędnikiem i interesują mnie tylko kwestie formalne, ale Polska powinna się cieszyć z każdego pozyskanego obywatela – powiedział konsul Marek Pędzich.
W zwiedzaniu świata polski paszport przydaje się Polakom mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. – Gdy lecę na Kubę, używam polskiego paszportu – mówi Piotr, syn emigrantki z czasów stanu wojennego (obywatele USA nie mogą podróżować na Kubę). Piotr wraz z mamą i siostrą odnawia paszport w najbliższym konsulacie. Jego przyjaciółka żydowskiego pochodzenia spędziła w tym roku miesiąc w jednym z arabskich krajów posługując się, ze względów bezpieczeństwa, polskim paszportem. – Planuję wyjazd do Egiptu. Jeśli wybuchnie wojna z Irakiem, pojadę tam jako Polka. Czasem jednak Polacy muszą mieć wizy, które można otrzymać tylko w Warszawie, wtedy lepiej już podróżować jako Amerykanka – mówi Iliana. – Tata ostrzegał nas, że gdyby terroryści porwali samolot i wzięli nas jako zakładników, mamy dostać się do toalety i wrzucić do niej amerykańskie paszporty, a jeśli byłoby to niemożliwe, zjeść je w kawałeczkach. Zawsze czułam się bezpieczniej mając dwa paszporty w plecaku. Jestem Polką i Amerykanką. Myślę, że kiedyś zamieszkam w Polsce albo innym europejskim kraju, korzystając z polskiego obywatelstwa.
O pierwszym obywatelstwie mogą sobie też przypomnieć polscy emigranci w Niemczech. Wielu z nich, zwłaszcza z Opolszczyzny, wolało zapomnieć o polskości i szybko stać się Niemcami. – Jestem jednak pewien, że wielu emigrantów z czasów stanu wojennego (w latach 1981-85 wyjechało do Niemiec 73 362 osób – przyp. AB) ma schowany głęboko w szufladzie polski paszport. Znam ludzi, którzy czekają na wejście Polski do UE i przejście na emeryturę. Chcą wtedy wrócić do Polski, z którą czują się związani i gdzie życie długo jeszcze będzie tańsze – mówi Krzysztof Karwat, publicysta specjalizujący się w problematyce Śląska. Nie dotyczy to jednak dzieci emigrantów, które identyfikują się z nową ojczyzną. Skrajnym przypadkiem jest gwiazda niemieckiego futbolu – Miroslav Klose, który wyjechał z Polski mając 8 lat. Wybrał grę w niemieckiej reprezentacji, a na swojej stronie internetowej jako miejsce urodzenia podaje: Oppeln (Schlesien). 
Jaki pożytek ma państwo polskie z osób posiadających podwójne obywatelstwo? Dla Jana Węgrzyna to niewłaściwe pytanie – pożytek mają odnosić obywatele.
Szkoda, że Miroslav Klose strzelał bramki dla niemieckiej reprezentacji w Korei, a nie dla biało-czerwonych. Z drugiej strony, gdyby nie decyzja prezydenta Kwaśniewskiego o przyspieszonym przyznaniu obywatelstwa Emmanuelowi Olisadebe, polska reprezentacja w ogóle by tam nie pojechała. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 3 (2793), 19 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl