Wkrótce ukaże się „Tryptyk rzymski” – nowy poemat Jana Pawła II


Promieniowanie myśli, promieniowanie ducha

Zofia Zarębianka



Jeżeli by szukać odpowiedzi na pytanie o czynnik scalający twórczość lieracką Karola Wojtyły, decydujący o pisarskiej tożsamości i pozwalający na identyfikację poetyckiego głosu, to ślad właściwej odpowiedzi odsłaniałby się przez trzy kluczowe słowa: Myśl, Duch oraz Promieniowanie.


Wzajemne powiązania tych trzech kategorii mogą być dogodnym punktem wyjścia dla analizy niezwykłości tego dzieła, pokazując zarazem drogi przejścia „filozoficznego” w „mistyczne”. Przejście to oraz wzajemne związki pomiędzy płaszczyzną „rozumowego” i „nadprzyrodzonego” wydają się głównym problemem tego pisarstwa.
Ilościowo skromna twórczość Karola Wojtyły, obejmująca – od strony gatunkowej – dwie zasadniczo formy: dramatyczną oraz poetycką, pozostaje w polskiej literaturze czymś całkowicie osobnym. Rozpoznawalna fascynacja tradycją romantyczną, zwłaszcza pismami Norwida i Słowackiego, nawiązania do spuścizny neoromantyzmu polskiego, szczególnie zaś koncepcji Wyspiańskiego, zasłuchanie w skamandrycką melodię wiersza – nie opisują i nie wyczerpują odrębności tego pisarstwa, nawet jeśli dodać uwagę o silnych wpływach rapsodycznych, wypracowanych w kręgu Mieczysława Kotlarczyka. 
Pierwszą jednak trudność w opisie przynosi już sama osoba Autora... Zabieg oddzielenia twórcy od dzieła wydaje się tu niezbędny, tym bardziej, iż nigdzie, przynajmniej bezpośrednio i jawnie, nie manifestuje on w utworach swej obecności, co w zasadniczy sposób zdaje się oddalać to pisarstwo od tradycji romantycznej, z której przecież w wielu wątkach czerpie i która, obok Biblii, stanowi dlań najbardziej macierzysty punkt odniesienia. Autorskie, podmiotowe ja pozostaje tu ukryte, jakby nieważne, a utwór, także wiersz liryczny, tworzy zobiektywizowany zapis, daleki od konwencji osobistego wyznania.
Emocjonalna powściągliwość zastąpiona zostaje w tekstach Wojtyły przez pracę myśli, nadając charakterystyczny tok frazie, zbliżającej się niekiedy do filozoficznego rozmyślania. Ujawnia się tu bezsprzecznie związek z poezją Norwida. Zarazem jednak to tu właśnie zaczyna się owo promieniowanie myśli, specyficzny, płynący w głąb, ruch umysłu poszukującego Prawdy, obejmujący wszystkie teksty, niezależnie od czasu powstania i formalnego kształtu wypowiedzi. Ruch ten od intelektu prowadzi do ducha, od rozumu do serca, od racjonalnego do intuicyjnego i zaledwie przeczuwanego.
Zwraca przy tym uwagę swego rodzaju statyczność tekstów, wywodząca się zapewne z doświadczenia teatru rapsodycznego, statyczność, która jednak – mimo hieratyzmu – nie do końca daje się zamknąć w posągowym unieruchomieniu. Mamy tu do czynienia z istotnym dla twórczości Wojtyły paradoksem. Ruch odbywa się w niej zawsze do wewnątrz i nie przenosi się właściwie na wydarzenia zewnętrzne, stanowiące jedynie ramę dla duchowej akcji. Zderzenie unieruchomionych bohaterów i zredukowanej do minimum akcji z ruchem o charakterze duchowym wywołuje jednak silne napięcie. Mimo znieruchomienia postaci, czytelnik odbiera wrażenie... swoistego ruchu, którego początek i przyczynę wyznacza myśl. Tu też, jak można wnosić, bije jedno z najgłębszych źródeł niepowtarzalności poetyckiej dykcji.
Pisarstwo to, mocno naznaczone również oddziaływaniem francuskiej myśli personalistycznej, mimo swego zdecydowanie filozoficznego charakteru, także i poprzez nią nie daje się wytłumaczyć do końca; choć jednocześnie personalistyczne kategorie wydają się wyjątkowo przystawać do przeprowadzanych w tych tekstach analiz rzeczywistości ludzkich, rozpatrywanych i rozgrywających się zawsze w horyzoncie Boga. Ruch myśli bohaterów prowadzi zwykle w sferę wymykającą się poznaniu rozumowemu, ku tajemnicy. By jej dotknąć, bohaterowie otwierają się na poznanie mistyczne.
Co jednak charakterystyczne, mistyka nie ogranicza się u Wojtyły do relacji bohaterów wobec Boga, lecz znajduje przedłużenie i dopełnienie w relacjach interpersonalnych, opisywanych w tych samych terminach, co spotkanie z Bogiem. Misterium spotkania dotyczy tu zawsze zarówno spotkania człowieka z Bogiem, jak i człowieka z człowiekiem. Z jednej więc strony, jakość odniesień międzyludzkich stanowi w tej twórczości swego rodzaju test prawdziwości dla doświadczenia duchowego. Z drugiej jednak – i to wydaje się ważniejsze – także ludzkie spotkanie staje się niekiedy wydarzeniem objawiającym Boga. W taki sposób promieniowanie myśli i ducha znajduje zjednoczenie w promieniowaniu Miłości i obejmuje całą rzeczywistość.

Prof. dr hab. Zofia Zarębianka pracuje w katedrze literatury XX w. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ostatnio wydała „Tropy sacrum w literaturze XX wieku”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 2 (2792), 12 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl