Krew obywatela

Raul Rivero z Hawany (Kuba)


Wdrugim tygodniu grudnia rząd kubański na swój sposób obchodził rocz-
nicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka – z dziesiątkami działaczy demokratycznej opozycji w więzieniach i z wielkimi ciemnościami nad Hawaną, z powodu braku prądu. Gościem honorowym tego niezwykłego święta był dr Oscar Elias Biscet, który ledwo wyszedł po trzech latach z więzienia, a już wraca do celi, razem z grupą kilku przyjaciół. Biscet z przyjaciółmi planowali ,,tylko” spotkanie w prywatnym domu, odbyli jednak podróż do karceru po pełnym przemocy spektaklu, jakim było ich pobicie w chwili aresztowania.
Podobny los spotkał innych działaczy opozycji z Santiago de Cuba, którzy mimo to zdołali rozdać na ulicach setki egzemplarzy Deklaracji, z trzydziestoma najważniejszymi prawami człowieka. Bo oczywiście dokument, którego sygnatariuszem i promotorem formalnie jest także nasz kraj [deklarację przyjęto w 1948 r., gdy Kubą nie rządził jeszcze Castro – red.], w ciągu ostatnich 43 lat nie został nawet opublikowany na jego terytorium.
Deklaracja to kompromitujący papier w kieszeni pokojowego opozycjonisty, który staje się ofiarą ulicznej rewizji. A jeśli petent trafi przed oblicze kubańskich sędziów, ten papier będzie dowodem popełnienia wykroczenia, otwartym oskarżeniem. Mieszkaniec Kuby, którego nakryje się na posiadaniu tego niepokojącego spisu przywilejów bycia człowiekiem, staje się niebezpiecznym zwierzęciem, najwyraźniej subwencjonowanym przez wroga. Zaś chodzenie po wyspie choćby z pięcioma egzemplarzami Deklaracji Praw Człowieka jest niemal równie niebezpieczne jak noszenie w plecaku langusty lub tuzina krewetek [na Kubie państwo ma monopol na handel owocami morza i handel prywatny nimi jest karany – red.].
Ta surrealistyczna zależność miedzy skorupiakami a prawami człowieka ma związek z dwoma rodzajami ludzkiego głodu. Bo jeden z nich jest tymczasowy, przechodni i jest złudą materii. Ale ten drugi dotyczy duszy oraz mechanizmu wolności – i jest nieusuwalny.
Możliwe, że władze zaczną teraz uchylać krat i wypuszczać tych, których pozamykały w ostatnich dniach. Ale już w styczniu, albo już za kilka godzin – tego nie wie nikt – ci sami albo inni z tysięcy, którzy krążą po kraju, zajmą ich miejsce w lochach kubańskiego totalitaryzmu.
Więźniowie ,,rocznicowi” byli gośćmi na specjalną okazję. Prócz nich około trzystu Kubańczyków siedzi w więzieniach wyłącznie za swoje przekonania polityczne – niemi zaproszeni, z dodatkową grozą życia na co dzień. 
Skończyły się urodziny i wszystko wraca do anormalności. Nie tutaj będą rozpakowywane upominki.

Przełożył Marek Hofman

RAUL RIVERO jest poetą i dziennikarzem, dyrektorem niezależnej i nieoficjalnej agencji prasowej CubaPress.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 2 (2792), 12 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl