Powstała Konfederacja na Rzecz Zatrudnienia Socjalnego:
jeden ze sposobów na bezrobocie


Słabszych bierze się w środek

Anna Machcewicz



„Co mają robić ludzie, którzy dobrowolnie podjęli obowiązek pomocy najuboższym? – pyta siostra Małgorzata Chmielewska ze Wspólnoty Chleb Życia. – Co mam zrobić z ludźmi, coraz liczniej pukającymi do naszej Wspólnoty? Jedni biorą chleb i odchodzą. Inni pytają, czy nie znalazłaby się dla nich jakakolwiek praca, by mogli na ten chleb zarobić”. „Każde pokolenie ma swoje wyzwania. Wyzwaniem naszego jest pomaganie ludziom, którzy w procesie transformacji gdzieś po drodze wypadli” – dodaje Tomasz Sadowski z fundacji Barka.


Grupa organizacji pozarządowych zajmujących się opieką społeczną zawiązała pod koniec ub. roku Ogólnopolską Konfederację na Rzecz Zatrudnienia Socjalnego. W połowie grudnia, w sejmowej komisji polityki społecznej, odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o zatrudnieniu socjalnym. Powstał też zespół zadaniowy ds. reintegracji społecznej, który tworzą przedstawiciele administracji rządowej, samorządów i organizacji pozarządowych. Ustawa jest dziełem wspólnym, w uzasadnieniu i aneksach odwołuje się do doświadczeń Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”, od lat walczącej z bezdomnością, uzależnieniami i bezrobociem. „Wreszcie rząd i obywatele mówią jednym głosem” – cieszy się Tomasz Sadowski, jej szef i przewodniczący Konfederacji. 

Inkubatory dla wykluczonych
„Praca terapeutyczna powinna być planowana długofalowo, jako proces, a nie doraźne warsztaty, po których ludzie znikają. Jak jednak budować program, jeśli instytucje przydzielają fundusze na cele socjalne w różnych terminach i pozyskane pieniądze trzeba wydać w 3-4 miesiące” – pyta Anna Machalica, prezes Stowarzyszenia Otwarte Drzwi (członek zarządu Konfederacji), które od lat pomaga bezdomnym, bezrobotnym i prowadzi warsztaty terapeutyczne dla ludzi zagrożonych wykluczeniem społecznym.
„Reforma samorządowa rozproszyła kompetencje w udzielaniu pomocy socjalnej. Nie pomyślano o jej koordynowaniu w gminie i powiecie” – przyznaje Cezary Miżejewski, doradca ministra pracy Jerzego Hausnera, współtwórca ustawy. Jego zdaniem jedynym wyrazistym działaniem socjalnym, finansowanym przez gminy, jest program przeciwdziałania alkoholizmowi. Tymczasem zjawisko to jest związane z ubóstwem i jego najpowszechniejszą przyczyną: bezrobociem. Ustawa o zatrudnieniu socjalnym jest szansą na stworzenie koordynowanych programów, które rzeczywiście pomogą dotkniętym społeczną marginalizacją.
„Każde pokolenie ma swoje wyzwania. Wyzwaniem naszego jest pomaganie ludziom, którzy w procesie transformacji gdzieś po drodze wypadli, brakuje im wykształcenia, umiejętności szukania pracy – uważa Sadowski. – Wreszcie ktoś zauważył, że oni nie mają szans na normalne zatrudnienie. Prawdopodobnie nigdy nie będą zbyt błyskotliwi na rynku pracy, ale czy to znaczy, że są niepotrzebni?”. Jego zdaniem pomoc powinna być organizowana na poziomie lokalnym, przy wsparciu państwa. Rozdanie jałmużny nic nie rozwiązuje. 
Projektowana ustawa pozwala na zakładanie Centrów Integracji Społecznej: ,,inkubatorów”, które dają osobom zagrożonym wykluczeniem możliwość odzyskania zdolności do pracy. „Chodzi o to, by człowieka, który znalazł się na marginesie, stamtąd wyciągnąć. Bez fachowej pomocy mu się to nie uda” – uważa Anna Machalica.

Tam, gdzie inwestycji brak
Trudno zdefiniować, czym jest tzw. wykluczenie społeczne. W projekcie ustawy wymieniono kilka kategorii: bezdomni; długotrwale bezrobotni; byli narkomani; wyleczeni alkoholicy; więźniowie, którzy po odbyciu kary nie mają dokąd wrócić; uchodźcy. „Pojęcie wykluczenia dotyczy mieszkańców dawnych PGR-ów, obszarów dotkniętych bezrobociem strukturalnym. Jest jednak tak pojemne, jak nieoszacowana jest liczba ludzkich nieszczęść” – zauważa siostra Chmielewska. Ministerstwo pracy ocenia, że taką marginalizacją zagrożonych jest od 500 tys. do 3 mln osób. 
Przystąpienie do programu zatrudnienia socjalnego ma poprzedzać podpisanie kontraktu. Osobą nim objęta zobowiązana jest do systematycznej pracy, a Centrum do udzielenia jej pomocy terapeutycznej i szkoleniowej. „CIS pomoże ludziom opracować indywidualny plan na życie – mówi Machalica. – Powodzenie przedsięwzięcia zależy od skuteczności terapeutów. Centrum będzie śledzić rynek pracy i dostosowywać szkolenia do zapotrzebowania” – dodaje. „CIS nie musi być zakładem zamkniętym. To może być grupa ludzi i pracownik socjalny, który pomaga im odzyskać zdolność do pracy, poprawić kwalifikacje i znaleźć pracę” – uważa Miżejewski. Uczestnictwo w pierwszym etapie programu może trwać tydzień, albo i kilkanaście miesięcy. 
Etap drugi – to wypuszczenie absolwentów CIS na rynek pracy. Projekt ustawy przewiduje dla nich kilka możliwości. Pierwsza zakłada zatrudnienie subwencjonowane, przy którym pracodawca otrzymuje od państwa częściowy zwrot wynagrodzenia i składki na ubezpieczenie społeczne (maksymalny okres dofinansowania: 17 miesięcy). Inna forma zatrudnienia przewiduje funkcjonowanie CIS jako spółdzielni, wynajmującej pracowników do świadczenia usług. Powstawanie takich agencji pracy czasowej ułatwić ma ustawa o zatrudnieniu czasowym, opracowywana w ministerstwie pracy. Trzecia możliwość zakłada powstawanie spółdzielni społecznych, sprzedających usługi czy produkcję, których członkami byliby bezrobotni. Spółdzielnie byłyby początkowo subsydiowane przez państwo, które czasowo mogłoby refundować składki na ZUS, koszty pomocy prawnej i konsultacji w podjęciu działalności. Wypełniałyby te działy gospodarki, które nie gwarantują dużych zysków i nie przyciągają większego biznesu.
„Spółdzielnia socjalna to szansa dla takich ludzi, jak moi podopieczni: młodych, lekko upośledzonych dziewcząt, opuszczających dom dziecka – mówi s. Chmielewska. – One, mówiąc brutalnie, nie nadają się do »normalnej« pracy, ale są za inteligentne, by otrzymać grupę inwalidzką”. 
Centra współpracowałyby z gminnymi ośrodkami opieki społecznej i organizacjami pozarządowymi. Ich powstanie zatwierdzałby wojewoda. Gmina może jednak postanowić, że wyda wszystko na profilaktykę (np. antyalkoholową czy antynarkotykową w szkołach), a nie na pomoc zagrożonym wykluczeniem, choć korzyści z działania CIS są niepodważalne. Samorząd powinien być zainteresowany zaktywizowaniem ludzi, którzy na razie stoją pod budkami z piwem i są potencjalnym problemem dla policji. 
Pierwszych 16 ośrodków, eksperymentalnych, powstałoby w tym roku: pokazałyby kierunki działania, pozwoliły dopracować ustawę.
 
Bez pieniędzy, z możliwościami
Projekt ustawy o zatrudnieniu socjalnym nie wskazuje źródeł finansowania. „Pokazuje za to wielość możliwości – wyjaśnia Miżejewski. – Zasada działania jest taka: ty znajdź pomysł jak pomóc innym, my pomożemy ci znaleźć fundusze, np. w programach Funduszu Pracy, i stworzymy ramy działania, uprościmy procedury prawne. To zachęta do poszukiwania rozwiązań”. Jeśli gmina lub organizacja pozarządowa zdecyduje się na stworzenie CIS, automatycznie otrzyma środki z Funduszu Pracy przewidziane na refundacje zatrudnienia absolwentów Centrum. Osoby znajdujące się pod jego opieką obejmowane są systemem ubezpieczeń, jak przy stosunku pracy. „CIS musi jednak wykazać się aktywnością i wynikami w pracy z podopiecznymi. Samo istnienie nie zabezpiecza finansowania” – ostrzega Miżejewski. 
Ministerstwo pracy liczy, że po wejściu do UE zaczniemy korzystać z Europejskiego Funduszu Społecznego. Już teraz Polska postanowiła przystąpić do unijnego programu reintegracji społecznej. Aby jednak skorzystać z funduszy, musi opracować narodową strategię przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu, stworzyć ramy prawne i kanały przepływu unijnych pieniędzy. Skończy się tym samym doraźne przycinanie budżetu na końcu roku. 
„Ustawa o zatrudnieniu socjalnym legitymizuje dokonania organizacji obywatelskich w Polsce, ale odnosi się też do wzorów Unii, gdzie w prawie każdym kraju, choć w różnej formie, realizuje się programy zatrudnienia socjalnego” – mówi dr Ewa Leś z Instytutu Polityki Społecznej UW. We Włoszech spółdzielnie socjalne zatrudniają 10 proc. pracowników sektora spółdzielczego i odgrywają dużą rolę w przywracaniu do pracy ludzi zmarginalizowanych. Blisko 50 proc. pracowników tych spółdzielni stanowią byli bezrobotni, a ponad połowa spośród nich znajduje trwałe zatrudnienie. 
Przedsiębiorstwa społeczne rozwinęły się też w Finlandii, gdzie na początku lat 90. bezrobocie zbliżyło się do 20 proc. Przedsiębiorstwa socjalne (nazwa jest ważna, bo podkreśla cele i ekonomiczne, i społeczne) powstały jako ruch obywatelski i uzyskały wsparcie państwa, służące budowaniu podstaw ekonomicznych spółdzielni (zatrudnieniu menedżera, księgowej, opracowaniu biznes-planu). Spółdzielnie tworzyli przecież bezrobotni, bez kapitału. Fińskie doświadczenia pokazują niezbędność pomocy państwa na początku działalności, nie wyręczającej jednak obywateli. 
„Przedsiębiorstwa socjalne mają jeszcze inny wymiar: budują więzi w lokalnej społeczności” – uważa Ewa Leś. – W Finlandii odbywa się to z udziałem związków zawodowych. W zwalczaniu bezrobocia aktywny jest też Kościół, który wspomaga działalność spółdzielni np. przez nieodpłatne użyczenie lokalu”. Leś zastrzega jednak: „Zatrudnienie socjalne nie jest sposobem na wysokie bezrobocie w Polsce, ale próbą przezwyciężania problemu zatrudnienia osób w sytuacji prawie beznadziejnej, w której znalazły się często bez własnej winy. Jest szansą na przeciwdziałanie degradacji, powrót do normalnego życia i odzyskanie godności”.

Ludzie z problemami
Dla organizacji pozarządowych ważne jest, że ustawa zdejmuje z nich odium „szaleńców bożych”. Pokazuje, że stać ich na potwierdzoną prawem profesjonalną ofertę. Projekt niesie jednak zagrożenie nadużyć, co pokazały np. złe doświadczenia z zakładami pracy chronionej. Dlatego jednym z zadań Konfederacji będzie pilnowanie poziomu etycznego przedsięwzięcia.
„Modne jest »robienie kasy« i temu ulegamy. Zapomnieliśmy, że stan kondycji dużej części społeczeństwa jest tak samo ważny, jak stabilność złotówki” – mówi Anna Machalica. – Nawet gdy skończy się recesja, ludzie skazani na margines dalej będą hamulcem gospodarki. W społeczeństwie jest jak na górskiej wycieczce: silniejsi idą z przodu i z tyłu, słabszych bierze się w środek”.
I choć projekt ustawy nie nakłada na nikogo obowiązku walki z biedą, samorządy prędzej czy później będą musiały ją podjąć. „W końcu wszyscy dostrzegą, że wzrost przestępczości to konsekwencja zaniechania pomocy, wykluczenia tych, o których zapominaliśmy w ciągu ostatnich 12 lat” – uważa Sadowski. „CIS nie jest jedynym sposobem reintegracji społecznej. Będziemy przyglądać się każdemu rozwiązaniu, które zna sposób na ubóstwo” – podkreśla Miżejewski. Podopieczni opieki społecznej nie są przecież kłopotliwymi klientami, ale ludźmi z problemami, którym trzeba racjonalnie pomóc. 

Anna Machcewicz jest historykiem, autorką reportaży i filmów dokumentalnych. Publikowała m.in. w „Rzeczpospolitej” i „Więzi”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 2 (2792), 12 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl