Za klonowaniem kryje się nowe zagrożenie: umożliwia ono „produkowanie”
ludzi z komórek, których materiał genetyczny zmieniono w laboratorium.
A to oznacza otwarcie puszki Pandory.


W zastępstwie Stwórcy

Jacek Kubiak



Nieważne, czy sensacyjne doniesienie o narodzinach pierwszego sklonowanego dziecka, puszczone w świat przez sektę raelian, jest prawdziwe. Jest to ostatnie ostrzeżenie dla polityków, nie potrafiących dotąd podjąć zdecydowanych kroków, które zapobiegną samowoli szaleńców, igrających z ludzkim życiem. Jedynym wyjściem jest wprowadzenie światowego zakazu klonowania ludzi. Jeśli politycy nie zdołają dojść do konkretnych rozwiązań, to najważniejszy dla ludzkości problem moralny zostanie oddany w ręce szaleńców.


O tym, że klonowanie ludzi jest technicznie możliwe, wiemy od 1996 r., gdy sklonowano owcę Dolly. Od tamtej pory uwieńczonego pełnym rozwojem zarodkowym zabiegu – polegającego na przenoszeniu jąder komórkowych komórek somatycznych do pozbawionych własnego materiału genetycznego żeńskich komórek rozrodczych – dokonano na wielu gatunkach ssaków: myszach, krowach, świniach, kotach, kozach. Także doświadczeń polegających na klonowaniu w taki sposób ludzi przeprowadzono już w świecie wiele. Nikt jednak nie ośmielił się dotąd doprowadzić tego wątpliwego eksperymentu do końca, przeszczepiając uzyskane na drodze klonowania zarodki ludzkie do łona kobiety, w oczekiwaniu na narodziny dziecka stworzonego w laboratorium. Opór mógł być jedynie natury moralnej, gdyż od strony technicznej nie było już żadnych przeszkód. 
Ci, którzy oporów moralnych nie mieli, zapowiadali od dawna, że zrobią wszystko, by doświadczenie takie przeprowadzić. Wątpliwej sławy włoski ginekolog Severino Antinori zapowiadał narodzenie pierwszego sklonowanego dziecka na styczeń tego roku, a deptała mu po piętach sekta raelian, wierzących, iż człowiek to sklonowany ufoludek i obiecująca wyznawcom swoistą nieśmiertelność, przez klonowanie właśnie. 26 grudnia ubiegłego roku raelianie ogłosili, że wygrali wyścig, doprowadzając do narodzin sklonowanej dziewczynki – genetycznej kopii swej matki. Nie wiadomo, czy wiadomość jest prawdziwa, czy też mamy do czynienia z „chwytem” reklamowym wyznawców sekty. Nie ma to jednak znaczenia: nawet jeśli to blef, to następne sklonowane dzieci rozwijają się już, być może pod czujnym okiem Antinoriego...
Doniesienie o narodzinach sklonowanej dziewczynki to ostatnie ostrzeżenie dla polityków, którzy nie potrafili dotąd podjąć zdecydowanych kroków prawnych i politycznych, jakie zapobiegłyby samowoli szaleńców igrających z ludzkim życiem. Światowy zakaz klonowania ludzi jest tu jedynym rozsądnym wyjściem. Oczywiście, nie należy się spodziewać, że zakazy zablokują całkowicie próby klonowania ludzi. Ale byłoby wówczas jasne, że jest to przestępstwo i jakie grożą za to kary.
Do światowego zakazu klonowania nie doszło dotąd ze względu na brak jednomyślności co do szczegółów takiej legislacji wśród przywódców państw. W krajach azjatyckich klonowanie nie budzi tylu oporów moralnych, co w krajach z kręgu kultury judeo-chrześcijańskiej. Dodatkowo sytuację komplikuje możliwość tzw. klonowania terapeutycznego, czyli klonowania ludzkich zarodków w celu uzyskania tzw. zarodkowych komórek macierzystych, pomocnych następnie w uzyskiwaniu „części zamiennych” dla naszych organizmów. Całkowity zakaz przeprowadzania zabiegów klonowania ludzkich zarodków zahamowałby rozwój medycyny regeneracyjnej, a zakaz przeszczepiania sklonowanych zarodków do łona matki uważany był za z góry nieskuteczny, gdyż karający jedynie „końcówkę” doświadczenia.
Bezsilni politycy liczyli chyba na to, że zabiegi klonowania ludzi z jakichś względów się nie powiodą. Była to kalkulacja błędna, a sukces raelian obnaża nieskuteczność międzynarodowej polityki, prowadzonej – albo: nie prowadzonej – w tej materii przez USA, Unię Europejską i ONZ; już w sierpniu 2001 Niemcy i Francja przedłożyły ONZ projekt konwencji o zakazie klonowania człowieka, ale dotąd nie udało się dojść do porozumienia. Jeśli po tym anonsie politycy nie zdołają w najbliższej przyszłości dojść do konkretnych rozwiązań prawnych i politycznych, to najważniejszy dziś dla ludzkości problem moralny będzie oddany walkowerem w ręce szaleńców.
Nie można już zasłaniać się argumentem, że „wydajność” klonowania jest niska i nie grozi nam masowa „produkcja” klonów. Politycy muszą udowodnić, że stać ich na podjęcie działań szybkich i konkretnych. Lamenty prezydentów Busha i Chiraca brzmią śmiesznie: są szczere, ale cóż z tego, skoro oznaczają przyznanie się do niemocy. Jeśli światowy zakaz klonowania jest tak trudny do wynegocjowania, to przynajmniej rządy tych krajów, w których godność i wolność człowieka (bo klonowanie ludzi to zamach także na wolność „produkowanej” tak istoty ludzkiej) są wartościami powszechnie uznawanymi, powinny dać przykład i zakazać tego procederu przynajmniej u siebie. Przeciw klonowaniu ludzi wytoczyć można bowiem nie tylko argumenty religijne czy kulturowe, ale też uniwersalne: że jest to, powtórzmy, uderzenie w godność i wolność człowieka.
Także Polska powinna jak najszybciej zakazać takich doświadczeń. Nie można jednak działać w panice: ustawę zakazującą klonowania ludzi w Polsce powinien przygotować zespół kompetentny. Aby zaś uniknąć w nim sporów, powinno się zakazać na razie jedynie klonowania reprodukcyjnego, czyli takiego, które skończyć się może narodzeniem sklonowanego dziecka. Byłoby to prowizorium, dające czas na dalsze dyskusje nad innymi ograniczeniami, np. dotyczącymi klonowania terapeutycznego i sposobami egzekwowania tego prawa. Gdy płonie dom, trzeba najpierw ratować domowników, a dopiero potem wynosić meble.
Klonowanie ludzi jest groźne moralnie, etycznie i politycznie. Nie jest jednak biologicznym zagrożeniem dla ludzkości: aby powielanie ludzi zakłóciło równowagę genetyczną naszego gatunku, musiałoby być masowym procesem. Za klonowaniem kryje się inne zagrożenie, bardziej realne: jest nim genetyczne modyfikowanie człowieka, czyli trwała ingerencja w nasze geny. Mówiąc w uproszczeniu: mamy dziś techniczne możliwości zmieniania składu naszych genów, nie mamy natomiast skutecznych metod na przeprowadzanie takich zabiegów u zarodków ludzkich; łatwiej jest zmieniać zapis informacji genetycznej w komórkach hodowanych w próbówce niż w DNA zarodków. Tymczasem klonowanie pozwoli na „produkowanie” zarodków ludzkich z komórek, których materiał genetyczny został zmieniony w laboratorium. Dopiero połączenie klonowania i modyfikacji genów jest otwarciem puszki Pandory. Kto będzie decydować, jakie geny i jak należy zmienić u naszego potomstwa? Z pewnością wiedzą o tym raelianie i inni szaleńcy.
Wreszcie, ważny jest też naukowo-etyczny aspekt problemu: oto donosząc o sklonowaniu człowieka przez raealian, światowe i polskie agencje nazwały to doświadczeniem naukowym. Tymczasem dziś, gdy wiemy jak klonować ssaki, sklonowanie człowieka jest zabiegiem technicznie trywialnym: wystarczy wiedza o hodowli komórek i zarodków in vitro, dobry sprzęt mikromanipulacyjny, para sprawnych rąk, duża liczba dawczyń komórek rozrodczych i chętnych do donoszenia płodu w swym łonie, oraz pomoc ginekologa. Wyczyn raelian ma może wiele wspólnego z księgą Guinnessa, za to bardzo niewiele z nauką.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 2 (2792), 12 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl