Kolęda w dziesięć minut

Z ks. Janem Dziaskiem, proboszczem parafii
św. Jadwigi w Krakowie, rozmawia Marek Zając



MAREK ZAJĄC: – I księża, i parafianie mają jakieś oczekiwania wobec kolędy. Czym właściwie powinna być wizyta duszpasterska?
KS. JAN DZIASEK: – Niektórzy sądzą, że najważniejszym elementem wizyty powinna być rozmowa księdza z przyjmującymi go parafianami. Innym wydaje się, że kolęda to jakaś kościelna wizytacja, kontrola. Tymczasem wizyta duszpasterska jest przede wszystkim spotkaniem modlitewnym. Ksiądz przychodzi, by pobłogosławić rodzinie na nowy rok i wspólnie z nią się pomodlić. Rozmowa jest krótka – z braku czasu, bo kapłan może poświęcić każdej rodzinie ok. dziesięć minut. Jeśli pojawia się problem, który wymaga poważnej dyskusji, wtedy proponujemy spotkanie w kancelarii parafialnej. Niektóre sprawy można też przedstawić w liście; zawsze odpowiadamy na taką korespondencję.

Radio i Unia
A wierni nie skarżą się, że ksiądz w jedno popołudnie pędzi z ministrantami od parteru po ostatnie piętro wieżowca, poświęcając im tak mało czasu?
– Jeśli ksiądz zostaje gdzieś na dłużej, to grozi mu bezcelowe „zasiedzenie”. Domownicy czują się zobowiązani do przygotowania obiadu albo kolacji – i zamiast rozmowy mamy przyjęcie.
Więc taka dziesięciominutowa wizyta ma w ogóle sens?
– Wbrew pozorom tak. Choćby z prozaicznego powodu, że nie wszystkie tematy można poruszyć przy całej rodzinie. Czy przy dzieciach należy rozmawiać z ich rodzicami o tym, że nie mają ślubu kościelnego? Takie zachowanie byłoby niestosowne. To zresztą zaskakujące, że podczas wizyty duszpasterskiej parafianie raczej nie chcą rozmawiać o sobie samych, codziennych problemach i rodzinie, ale często zadają pytania natury ogólnej, np. czy należy słuchać Radia Maryja, czy toruńska rozgłośnia jest rzeczywiście prześladowana, jak głosować w referendum unijnym. Oczekują konkretnych wskazówek. Co ciekawe, nie pytają właściwie o stanowisko Kościoła, ale chcą poznać opinię księdza. Słyszę często: „Co by nam ksiądz doradził?”
I co Ksiądz radzi?
– Nie prowadzę agitacji, bo ta jest sprzeczna z misją i naturą Kościoła. Ale gdy ktoś pyta wprost, odpowiadam, że nie możemy się bać Europy. O zjednoczenie narodów, Europy, świata, prosimy przecież w każdej modlitwie eucharystycznej podczas Mszy św. Oczywiście, opowiadając się za naszym członkostwem w Unii, powołuję się wyłącznie na Ewangelię, a nie dyskutuję o gospodarce, na której się nie znam.

Pieniądze i kartoteka
W archidiecezji katowickiej księża zaczynają chodzić po kolędzie już w adwencie. W ten sposób chcą uniknąć właśnie dziesięciominutowych wizyt. Może takie rozwiązanie jest lepsze?
– I tak, i nie. Próbowaliśmy kiedyś chodzić z wizytą duszpasterską już w adwencie, ale lokalna krakowska tradycja okazała się silniejsza: ludzie byli zdziwieni, pytali, po co ksiądz właściwie przyszedł, przecież kolęda jest po świętach... Bo kolęda jest obrządkiem, rytuałem, głęboko wrośniętym w tradycję. Moim zdaniem wystarcza okres od Bożego Narodzenia do 2 lutego.
Z kolei w diecezji opolskiej księża nie przyjmują od parafian datków podczas wizyty duszpasterskiej. Dopiero później, już po wizycie, można złożyć ofiarę w kościele.
– Zgorszenie jest wtedy, gdy ksiądz przychodzi do rodziny tylko w jednym celu: po pieniądze i się o nie upomina. Sam nigdy nie sięgam po kopertę, która leży ot tak, na stole – by właśnie nie dawać powodów do zgorszenia. Trudno jednak nie przyjąć pieniędzy, gdy wierni wręczają datki i mówią, że to ofiara na kościół albo dla biednych. Powiedziałbym, że to nawet kwestia szacunku dla tych ludzi, dla ich wkładu – także finansowego – w życie parafii. A parafia potrzebuje pieniędzy: na własne utrzymanie i dzieła pomocy. Jak inaczej je zdobyć? Moja parafia nie otrzymuje żadnych dotacji, a w zeszłym roku musieliśmy odprowadzić do budżetu państwa i miasta ponad 50 tys. z tytułu podatków od nieruchomości, VAT-u itd.
Czy wpływy z kolędy dzieli się według jakiegoś klucza?
– 25 proc. trafia do Kurii: na cele duszpasterskie, charytatywne, budownictwo sakralne. Resztą rozporządza parafia: tu nie ma sztywnych reguł, pieniądze dzielimy według potrzeb. W zeszłym roku budżet parafii zamknęliśmy w sumie 450 tys. złotych, z czego 100 tys. przeznaczyliśmy na akcje charytatywne.
Wpływy z kolędy stanowią jednak niewielką część naszych finansów, bo te ofiary nie są wysokie. Zaczynają się od pięciu złotych, a kończą na 50, ale taka suma to rzadkość. Przeciętnie parafianie dają po 20 złotych. Wielu nie może pozwolić sobie na żaden datek. Często pieniądze otrzymane w jednym mieszkaniu, ksiądz oddaje ubogim w drugim. Zdarza się nawet, że z kolędy wraca bez grosza, bo wszystko rozdał.
Inna kontrowersyjna kwestia związana z kolędą to tajemnicza „kartoteka”, wypełniana przez księży po albo w trakcie wizyty duszpasterskiej.
– Kartoteki są konieczne, bo prowadzenie parafii wymaga dobrze zorganizowanej administracji. Musimy przecież np. wiedzieć, ilu tu mieszka katolików. W mojej parafii jest 20 tys. ludzi; nie znam wszystkich, więc gdy ktoś prosi o zaświadczenie, bo wychodzi za mąż albo chce być ojcem chrzestnym, muszę zajrzeć do kartoteki, czy jest ochrzczony, bierzmowany itd. Zresztą w tych kartotekach nie ma żadnych intymnych informacji, tylko imię i nazwisko, data urodzenia, przyjmowane sakramenty oraz wizyty duszpasterskie.
Nie ma np. informacji, jak przyjmowano księdza po kolędzie?
– Ależ skąd. Weźmy na chybił-trafił jakąś kartotekę [ks. Dziasek wyciąga z szuflady plik kartotek – red.]. Proszę zobaczyć: wszędzie tylko dane czysto administracyjne, a tu jeszcze dodatkowa informacja, że rodzina wyprowadziła się do innej parafii. Nie zapominajmy też, że dostęp do kartotek mają wyłącznie księża.

Dyplomacja i konkubinat
Czy w ostatnich latach spada liczba przyjmujących księdza po kolędzie?
– Nie, od lat średnio powyżej 80 proc. mieszkańców naszej parafii przyjmuje księdza.

A czy podczas wizyty zdarzają się zachowania agresywne wobec księży?
– To margines, o którym nie warto nawet wspominać. Natomiast sporo jest wydarzeń zabawnych, na ogół z dziećmi w roli głównej, np. mama mówi, że męża – niestety – nie ma, a dziecko oświadcza, że tatuś chowa się w łazience. Cóż mi pozostało; poszedłem do łazienki i przywitałem się z czerwonym ze wstydu gospodarzem.
Rozumiem, że Ksiądz nie widzi problemu, by pójść z wizytą do rodziny, gdzie rodzice żyją w związku niesakramentalnym.
– Jasne. Podstawowa reguła kolędy brzmi: iść wszędzie tam, gdzie nas proszą.
I próbuje Ksiądz wtedy sugerować uregulowanie sytuacji zgodnie z nauką Kościoła?
– W przypadku rozwiedzionych, który założyli nową rodzinę, pozostaje tylko ich pocieszyć, namawiać, by chodzili do kościoła, modlili się i ufali Bogu, który zna przecież wiele dróg zbawienia. Jeśli zaś nie ma przeszkód, proponuję zawarcie małżeństwa kościelnego. Staram się wtedy ułatwić wiele rzeczy, np. mówię, że nie potrzebują przechodzić normalnych przygotowań do ślubu kościelnego, bo przecież mają ślub cywilny i od wielu lat są małżeństwem.
A nie boi się Ksiądz, że np. może odstraszyć od Kościoła młodych, którzy od kilku lat żyją w konkubinacie? Dopiero niedawno zdecydowali się przyjąć kolędę, a Ksiądz im niemal od progu zaczyna mówić o ślubie kościelnym...
– Nie przesadzajmy, tak nigdy nie zaczynam. Ksiądz powinien być zręcznym psychologiem i dyplomatą. Poza tym jestem ich gościem – staram się nie tylko być grzeczny i taktowny, ale też pamiętać, że gospodarze mają prawo mnie w każdej chwili wyprosić.
Mówił Ksiądz, że kolęda to przede wszystkim modlitwa i obrządek. Ale jaką rolę pełni w życiu parafii jako wspólnoty?
– Cementuje tę nieraz liczną, rozproszoną i niejednorodną społeczność. Księża poznają, gdzie pracują, do kogo mówią kazania, komu należy pomóc duchowo, a komu materialnie. Kolęda zmusza ich do opuszczenia murów plebanii. Bo ksiądz powinien być wśród wiernych, z nimi, a nie nad nimi albo obok nich. A wierni, którzy często nie mają z nami kontaktu, podczas kolędy orientują się, że ksiądz jest zwykłym człowiekiem, z którym można normalnie porozmawiać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 2 (2792), 12 stycznia 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl