„Jacy byliśmy świetni...”
Mottem Kontrapunktu „Pokolenie’ 89”
(„TP” nr 50/2002) mogłaby być wypowiedź Marcina
Mellera w jednym z tekstów: „Chciałbym się zająć czymś
(...) tylko powiem szczerze, że nie mam pomysłu czym”.
Bohaterowie są bez wątpienia zmęczeni. Ten stan przebija z większości
wypowiedzi. Niestety, nie do końca wiadomo, co ich tak śmiertelnie
znużyło... Jednego męczy krajobraz, drugiego wszechobecne
chamstwo, wszystkich niemal polityka. W ustach ludzi, którzy
zagarnęli dla siebie duży kawał tortu upieczonego po 1989 r.,
takie wypowiedzi są zgoła nieprzyzwoite, żeby nie rzec
– cyniczne. Wypada się tylko cieszyć, że czas przełomu
umożliwił im w miarę wygodne zainstalowanie się w
rzeczywistości. Dzisiaj, być może, zasililiby gromadę
bezrobotnych kontestatorów.
Denerwuje podkreślanie doświadczenia komunizmu. To prawda, że
kończyli studia, gdy upadała komuna, ale w 1981 r. mieli po
13-14 lat i kończyli podstawówki! Drażnią stwierdzenia w
rodzaju: „Symboliczne były te historie na wydziale prawa,
gdy kandydaci na studia bili się o wejście na egzaminy. Myśmy
tego nie mieli, bo żyliśmy w komunie, nikt nie myślał o
pracy, studia były zabawą” (chyba, że nie chodzi o
system komunistyczny, a o komunę, w której żyli niczym
studenci z Paryża w 1968 r.). Och, jacy my byliśmy świetni...
(przynajmniej kiedyś, bo teraz już nie musimy). Moim zdaniem
nie istnieje żadne pokolenie. Sami o sobie mówią, co najwyżej
„środowisko”. Z zewnątrz zresztą widać jeszcze
mniej: grupę mniej lub bardziej zblazowanych kolegów z czasów
licealno-studenckich.
GRZEGORZ HAJDUK
(Kraków)
|