Rywin-gate czy Miller-gate?


Taśmy Michnika

Krzysztof Kozłowski



Czy mamy do czynienia z największą aferą polityczną w III Rzeczypospolitej? Największą, bo w odróżnieniu od wielu skandali, jakie oglądaliśmy w ciągu minionych 13 lat, ukazującą – jeśli to wszystko prawda – jak na dłoni mechanizm korupcji politycznej na najwyższych szczeblach. Czyli dowodzącą, że nasza władza jest, mówiąc wprost, sprzedajna. Jeśli to wszystko prawda...
Ktokolwiek i cokolwiek by tu jeszcze w następnych dniach powiedział – potwierdzał, dementował – opisana przez „Gazetę Wyborczą” (z 27 grudnia 2002 r.) sprawa kwalifikuje się nie tylko do zwykłego śledztwa prokuratorskiego. Należy być może powołać specjalną komisję parlamentarną, choć i ona nie gwarantuje wyjaśnienia kulis afery. Ale komisja jest teraz bodaj najlepszą formą strukturalnego potraktowania tak poważnych oskarżeń. Oskarżeń także wobec premiera Leszka Millera.
Być może „Gazeta Wyborcza” zwlekała z opisaniem skandalu, o którym plotki od dawna krążyły po Polsce, by rząd zdążył zakończyć negocjacje z Unią Europejską – bo skutki tego skandalu mogą być nieprzewidywalne. 
„Zapłaćcie 17,5 miliona dolarów łapówki na rzecz Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to będziecie mogli kupić telewizję Polsat” – takiej treści ofertę miał złożyć Adamowi Michnikowi i innym przedstawicielom Agory, spółki wydającej „Gazetę Wyborczą”, znany producent filmowy Lew Rywin, powołując się na swoje rzekome ustalenia z premierem Millerem. Rywin obiecał, że niekorzystne dla Agory (i dla innych mediów prywatnych) zapisy zostaną usunięte z projektu nowelizowanej właśnie ustawy o radiofonii i telewizji. Twierdził, że reprezentuje „grupę, która trzyma w ręku władzę”.
Michnik rozmowę nagrał, poinformował o sprawie Millera, który wszystkiemu zaprzeczył. Teraz „Gazeta Wyborcza” ujawnia taśmę z nagraniem oraz to, co jej dziennikarzom udało się dowiedzieć o kulisach sprawy. Tyle że nie dowiedzieli się nic, co by choć trochę ją wyjaśniło. Pozostają spekulacje i domysły. 
Pospekulujmy. Są trzy możliwe scenariusze. Jeden czarniejszy od drugiego.
Scenariusz pierwszy: „grupa trzymająca władzę” – jak ją określa jej domniemany pełnomocnik Rywin – rzeczywiście chciała od Agory uzyskać 17,5 mln dolarów w zamian za „ustawienie” ustawy tak, aby Agora mogła kupić Polsat (o zamiarach Agory mówi się od dawna, tymczasem forsowany przez SLD projekt zakazuje ogólnopolskiej gazecie posiadania ogólnopolskiej telewizji). Rywin miał domagać się też zobowiązania, że „Wyborcza” nie będzie zbytnio krytykować rządu.
Scenariusz drugi: „grupa trzymająca władzę”, walcząca nie od dziś z „Gazetą Wyborczą”, chciała skompromitować zarówno ten wpływowy dziennik, jak i spółkę Agora i osobiście Michnika, uzyskując na piśmie (tego żądał Rywin) od Agory warunki i cenę korupcyjnej w istocie transakcji (30 proc. łapówki Agora miała zapłacić po podpisaniu „poprawionej” ustawy przez prezydenta, a 70 proc. po zakupieniu Polsatu). Gdyby Michnik podjął w ogóle takie negocjacje, ich późniejsze ujawnienie przez „grupę rządzącą” – obojętne, na jakim etapie – odbierałoby wiarygodność „Wyborczej” i totalnie ją skompromitowało.
Scenariusz trzeci: „grupa trzymająca władzę” łudzi się tylko, że panuje nad swoimi ludźmi. Tymczasem Rywin chciał po prostu ubić z Agorą własny interes (miał, wedle tej koncepcji, zostać prezesem Polsatu po jego zakupieniu przez Agorę, żeby „pilnować w Polsacie interesów lewicy”). Robert Kwiatkowski (prezes telewizji publicznej), chciał – tak sugeruje Rywin – „układu”, który pozwoliłby mu łatwo sprywatyzować i przejąć drugi program telewizji publicznej, zaś Włodzimierz Czarzasty (członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz jeden z głównych autorów projektu nowelizacji ustawy) chciałby utworzyć własny prasowy koncern medialny, konkurujący na rynku z Agorą. A wszyscy trzej panowie tylko udają, że reprezentują interesy rządzącej SLD.
Rywin przyznał się – bo i nie miał innego wyjścia – że rozmowa z Michnikiem miała miejsce. Który z tych scenariuszy jest więc prawdziwy?
Czy ktoś może wyjaśnić, co się naprawdę dzieje w naszym kraju? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 1 (2791), 
5 stycznia 2003


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl