Metropolita łaciński odpowiada metropolicie greckokatolickiemu Lwowa


Więcej światła

Z kard. Marianem Jaworskim rozmawia Krzysztof Skowroński



KRZYSZTOF SKOWROŃSKI: – W wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” (nr 46/2002) kard. Lubomyr Huzar, zwierzchnik ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego, powiedział, że rzymscy katolicy na Ukrainie nie okazują szacunku grekokatolikom. Kardynał podał przykłady wielu kwestii spornych. Źródła tych napięć kardynał dostrzega m.in. w fakcie, że nie wiadomo, czy Kościół łaciński na Ukrainie jest wspólnotą ukraińską, czy polską.
KARD. MARIAN JAWORSKI: – Na początku chcę zaznaczyć, że mam zamiar wyjaśnić pewne sprawy, ale moja wypowiedź nie ma charakteru polemiki. Nie jesteśmy wspólnotą ani polską, ani ukraińską – tylko rzymskokatolicką. Należymy do Kościoła powszechnego. Tłumaczyłem kiedyś Księdzu Kardynałowi Lubomyrowi, że po prostu staramy się zaradzić potrzebom naszych wiernych. Tam, gdzie mieszkają rzymscy katolicy narodowości polskiej, odprawiamy Msze św. po polsku, tam, gdzie mówią po ukraińsku – po ukraińsku, a np. na Zakarpaciu – po słowacku albo węgiersku.

Wszędzie i w każdym języku

Jednak Kościół rzymskokatolicki kojarzy się na Ukrainie z Polakami. Tego schematu nie udało się przełamać.
– Nie odprawiamy Mszy św. po polsku dla Polaków z zagranicy, tylko dla obywateli ukraińskich narodowości polskiej – oni mają prawo modlić się w języku narodowym. Takie stanowisko jest zgodne z duchem Soboru Watykańskiego II. Rzymscy katolicy narodowości polskiej mieszkają tu od wieków. Ci, którym po 1945 r. udało się zostać, chcą się modlić we własnym języku. Tak jest przede wszystkim we Lwowie i przy granicy z Polską. Są miejsca, gdzie ludzie przychodzą i mówią: „Proszę księdza kardynała, ja już nie umiem po polsku, bo mnie nikt nie nauczył” – tam będziemy starali się odprawiać i odprawiamy Msze św. po ukraińsku. Natomiast w centralnej i wschodniej Ukrainie odprawiamy po ukraińsku, rosyjsku i polsku.
Może to nie problem Kościołów, tylko kwestia ukraińskiej tożsamości, mozolnie odbudowywanej po odzyskaniu niepodległości? Młode państwa są wrażliwe, np. na kwestie języka narodowego.
– Odpowiem pytaniem: jakie jest zadanie Kościoła? Mamy przepowiadać Chrystusa i będziemy Go przepowiadać tam, gdzie tylko się da. I w każdym języku. Wtedy wszyscy wierni różnych narodowości będą czuli się równymi obywatelami tego państwa.
Ale gdyby np. we Wrocławiu ustanowiono biskupa niemieckiego, to część Kościoła polskiego chyba by go nie zaakceptowała.
– Ta analogia jest w naszym przypadku chybiona. Jeśli chodzi o hierarchię ukraińskiego Kościoła łacińskiego, to są w niej i Polacy, i Ukraińcy. Jest też biskup z Łotwy, Słowak i Węgier. I ja, urodzony we Lwowie, tak samo jak kard. Huzar. W 1945 r., jako alumn, musiałem opuścić miasto razem z całym seminarium. 11 lat temu wróciłem na Ukrainę, do Kościoła, z którym byłem związany przez wszystkie lata kapłaństwa. Z zagranicy wrócił także kard. Huzar. Wśród biskupów greckokatolickich jest jeszcze dwóch Ukraińców, którzy przyjechali z Polski. Nie można odciąć korzeni.

Grekokatolicy nie są osamotnieni

– Może Ukraińcy chcą zacząć wszystko od nowa, zapomnieć o korzeniach?
– Jeśli przez całe lata po wojnie odprawiano Msze św. po łacinie, a potem po polsku, bo takie były korzenie tego Kościoła, nie można nagle zakazać wiernym języka ich modlitwy. Na Ukrainie, która jest wielowyznaniowa i wielonarodowa, trzeba zostawiać ludziom możliwość wyboru.
A brak poszanowania dla trudnej sytuacji, w której Kościół greckokatolicki znalazł się po komunistycznych prześladowaniach?
– Ten problem dotyczy nie tylko grekokatolików, ale – w równym stopniu – łacinników, którzy przez lata nie mieli biskupów i kapłanów. Choć nasza wspólnota nie została zdelegalizowana, to jednak była – jak greckokatolicka – skazana na wymarcie.
Jeśli dobrze zrozumiałem skargę kard. Huzara, to Kościół łaciński otrzymuje wielkie wsparcie od Kościoła na Zachodzie, a grekokatolicy są osamotnieni. Poza Papieżem właściwie nikt im nie pomaga.
– Tę opinię trzeba w dużej mierze sprostować. Nie dostrzegam, aby Kościół greckokatolicki był osamotniony. Zachodnie instytucje Kościoła łacińskiego wspomagają i nas, i grekokatolików. Świetnym przykładem są organizacje z Niemiec: „Kirche in Not” czy „Renovabis”, które wspierają grekokatolików – co ważne – proporcjonalnie do liczby wiernych, więc mam prawo przypuszczać, że grekokatolicy otrzymują więcej niż my, bo jest ich na Ukrainie więcej. Podobną pomoc dostają od europejskiego Caritasu, zachodnioeuropejskich Episkopatów i z Ameryki.











 
Kard. Marian Jaworski


– Może więc skarga kard. Huzara dotyczy przede wszystkim pomocy z Polski?
– Grekokatolicy otrzymują wsparcie również od Kościoła w Polsce. W polskich seminariach bezpłatnie kształcą się ich klerycy. Moim zdaniem nie jest to wcale mniejsza suma od tej, którą otrzymują łacinnicy. Wielu kapłanów (niektórzy z nich piastują wysokie stanowiska w lwowskiej archidiecezji greckokatolickiej) przed przyjazdem na Ukrainę studiowało w Polsce. Nie ma więc mowy o konkurencji – przeciwnie; współpracujemy. Trzeba też dodać, że ordynariusze Wrocławia i Gdańska przekazali kilka kościołów i domów greckokatolickim biskupom. Poza tym za Kościołem greckokatolickim na Ukrainie stoi także diaspora z diecezjami i hierarchami w USA, Kanadzie, Francji czy Australii. Te Kościoły są zarówno moralnym, jak i materialnym oparciem dla grekokatolików z Ukrainy.
Kard. Huzar mówił, że grekokatolików boli, gdy słyszą, że Ukraina zachodnia należy do Kościoła greckokatolickiego, a centralna i wschodnia – do rzymskokatolickiego.
– Nie wiem, kto wypowiada takie opinie. To niefortunne sformułowanie może przypominać tzw. „granice kanoniczne”, ale to nie ono wyznacza współpracę między Kościołem łacińskim a greckokatolickim. Jako Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie nie konkurujemy z grekokatolikami. Dowód: w niektórych naszych kościołach w centralnej, wschodniej i południowej Ukrainie oraz w diecezji łuckiej grekokatolicy mogą odprawiać Msze św. Natomiast brak takich inicjatyw z drugiej strony: w wielu miejscowościach, gdzie kościoły zostały przejęte przez grekokatolików, pozbawiono nas możliwości odprawiania Mszy św. w tych świątyniach – choćby w Brodach, Tarnopolu czy Komarnie.
Wydawało się, że pielgrzymka Jana Pawła II jest przełomowym momentem w życiu obu Kościołów na Ukrainie. Kard. Huzar twierdzi jednak, ze nie doszło do żadnego przełomu.
– Dla mnie ta wizyta była przełomem.

Do Papieża bez łacinników

A więc dlaczego do dziś nie udało się zorganizować spotkania wszystkich biskupów katolickich z Ukrainy? Czym tłumaczyć brak współpracy?
– Były spotkania obu Episkopatów: ostatnie podczas pobytu szefa watykańskiej dyplomacji abp. Jean-Louisa Taurana we Lwowie. Na tym spotkaniu wygłosiłem – na prośbę kard. Huzara – odczyt, dotyczący niezwykle delikatnej materii: „Czego oczekuje Kościół łaciński od Kościoła greckokatolickiego?”. Słuchali mnie biskupi obu obrządków. Powiedziałem, że zgodnie z nauką Pawła VI chcielibyśmy przede wszystkim autentycznego dialogu, żebyśmy mogli rozstrzygać wspólnie sporne kwestie. Gdy chodzi o brak współpracy, to pragnę dodać, że po wizycie Ojca Świętego miało miejsce bardzo bolesne wydarzenie, które świadczyło o świadomej próbie odsunięcia naszego Kościoła od tego wydarzenia. Kościół greckokatolicki zorganizował na jesieni 2001 roku pielgrzymkę z podziękowaniem za papieską podróż bez nas i poza nami. Konkretów dowiedziałem się dopiero podczas Synodu Biskupów w październiku 2001 od pani ambasador Ukrainy przy Stolicy Apostolskiej Niny Kowalskiej. Oświadczyła ona wtedy: „Wy (to znaczy Kościół łaciński) też macie być. Skontaktuję się w tej sprawie z kardynałem Huzarem”. Przedstawiłem jej trudności organizacyjne: paszporty, wizy, brak czasu – trzy tygodnie do ustalonej daty pielgrzymki, a ja w Rzymie... Stanowczo jednak stwierdziła: „Macie być”. W ostatnim momencie udało się – przyjechaliśmy jednym autokarem.
A zarzut, że grekokatolikom brak wsparcia ze strony Kościoła rzymskokatolickiego w dyskusjach z przedstawicielami władz ukraińskich?
– Nie rozumiem tych pretensji, a kard. Huzar nie podał żadnego przykładu. Jeden z naszych biskupów uczestniczy w tzw. Radzie Cerkwi w Kijowie – na jej forum staramy się kształtować ustawodawstwo religijne, by zabezpieczyć wolność dla całej wspólnoty katolickiej. Bp Marcjan Trofimiak współpracował w tej sprawie z przedstawicielami Kościoła greckokatolickiego.
A sprawa mieszanych małżeństw? Zarzut, że łacinnicy udzielają ślubów w sytuacjach, gdy powinni to czynić kapłani greckokatoliccy, i w ten sposób pozyskują nowych wiernych?
– Do mnie przyszedł tylko jeden list od biskupa greckokatolickiego, który dotyczył problemu ślubu. Na ten list odpowiedziałem – o innych przypadkach nic nie wiem. Moim zdaniem, gdyby zacząć badać ten problem, okazałoby się, że obie strony popełniają błędy. Mogę jednak zagwarantować, że Kościół łaciński na pewno nie chce w taki sposób przyciągnąć wiernych greckokatolickich. Koronnym dowodem jest działalność Kościoła rzymskiego po II wojnie światowej. Z katedry i nielicznych kościołów łacińskich korzystali wtedy bracia greckokatoliccy. Sztandarową postacią jest o. Rafał Kiernicki, długoletni proboszcz parafii katedralnej. Sam wyznał, że trzy czwarte jego posługi sakramentalnej było poświęcone wiernym Kościoła greckiego. Ta posługa przyniosła owoce: niektórzy z tych grekokatolików zostali potem duchownymi, zakonnikami i zakonnicami swego obrządku. Nieraz spotykam grekokatolików, którzy mówią z wdzięcznością: „Jestem wychowankiem o. Rafała”.

Jedno miasto, dwóch kardynałów

– Czy Kościół łaciński dobrze wpisuje się w rzeczywistość niepodległej Ukrainy?
– Myślę że tak. Najwyższe władze państwowe i zwykli ludzie widzą, że jesteśmy daleko od polityki, od promowania takiej czy innej narodowości, ale staramy się być dla wszystkich, którzy chcą modlić się w naszym obrządku.
Wydaje się, że wszystko powinno być proste: dwóch kardynałów w jednym mieście, którzy mogliby się często spotykać i na bieżąco rozwiązywać problemy.
– Ależ się spotykamy! I rozmawiamy. Był przecież nasz wspólny apel do wszystkich ludzi dobrej woli w sprawie konfliktu wokół Cmentarza Orląt. Była modlitwa w dzień Wszystkich Świętych przy memoriale żołnierzy Ukraińskiej Armii Galicyjskiej i na Cmentarzu Orląt. Oczywiście, ten dialog trzeba kontynuować. 
Czy Ksiądz Kardynał spotkał się z kard. Huzarem po jego wywiadzie dla „Tygodnika”?
– Tak, podczas pobytu na Ukrainie przewodniczącego Papieskiej Rady „Cor Unum” abp. Paula Josefa Cordesa. Na początku grudnia przez dwa dni w naszym seminarium wspólnie z hierarchami greckokatolickimi omawialiśmy sprawy Caritas. Na osobnym spotkaniu z biskupami obu obrządków przedstawiłem zastrzeżenia do wywiadu. Ufam, że będziemy dawać świadectwo jedności Kościoła powszechnego w odmienności tradycji i rytów. 







Kard. Lubomyr Huzar, zwierzchnik ukraińskich grekokatolików, mówił „Tygodnikowi”
(wywiad Jana Strzałki „Słabość potrzebuje modlitwy” w „TP” nr 46/2002) o relacjach z tamtejszym Kościołem łacińskim m.in.:

• „Współpraca między naszymi Kościołami nie jest idealna. Wspólnego działania wymaga przede wszystkim praca na rzecz pokonywania problemów socjalnych, obrony życia rodzinnego, rozwiązywania napięć między Kościołami, w tych ostatnich istnieje bolesny brak jasnych norm. Więcej: to sfera, w jakiej rodzi się sporo nadużyć. Grekokatolicy nie skrywają niepokoju, Kościół łaciński zaś nie rozumie naszych obaw”.
• „Innym źródłem napięć bywa chwiejność Kościoła rzymskiego. Nie może on rozstrzygnąć, czy pragnie być Kościołem ukraińskim obrządku łacińskiego, czy Kościołem polskim. (…) Nie twierdzę, że zawsze jesteśmy w porządku, a łacinnicy nigdy. Chcę tylko, by Kościół rzymskokatolicki stał się Kościołem także ukraińskim,
by w przyszłości ktoś mógł wyznać: jestem Ukraińcem, a zarazem katolikiem rzymskim”.
• „Metropolia łacińska na Ukrainie jest jedną z wielu na świecie, natomiast nasza Cerkiew ma dom jedynie na tej ziemi. Za Kościołem rzymskokatolickim stoi świat łaciński, za nami – nikt. (…) Nie zazdroszczę łacinnikom pomocy, też ją otrzymujemy od chrześcijan z Niemiec i innych państw. Ale czujemy się bezbronni, osamotnieni i nierozumiani”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 1 (2791), 
5 stycznia 2003


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl