Ratować, kogo się da: 60 lat temu w Państwie Podziemnym powstała „Żegota”


Cisi bohaterowie

Tomasz Szarota



Jeszcze w sierpniu 1942 r., podczas tzw. Wielkiej Akcji, czyli dokonującej się
zagłady getta warszawskiego, Zofia Kossak pisała w słynnej odezwie katolickiego Frontu Odrodzenia Polski: „Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą”. Pisarka bardzo szybko doszła do wniosku, że pisemny protest to za mało; że należy przystąpić do działania, podjąć próbę niesienia pomocy i ratowania choćby tych nielicznych, którym udało się, lub których uda się wyrwać z rąk oprawców.

W imieniu polskiego państwa
27 IX 1942 r. autorka „Krzyżowców” wraz z inną dzielną kobietą, socjalistką Wandą Krahelską-Filipowiczową (w 1906 r. uczestniczyła w zamachu na generał-gubernatora Skałona) stanęła na czele utworzonego w Warszawie Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, występującego w podziemiu pod kryptonimem Komitetu im. Konrada Żegoty. „Rzeczpospolita Polska”, będąca organem Delegatury Rządu RP na Kraj, pisała 14 X 1942 r.: „Proszeni jesteśmy o podanie do wiadomości (...) iż na skutek inicjatywy szeregu organizacji społecznych z kół katolickich i demokratycznych organizuje się Komisja Pomocy Społecznej dla ludności żydowskiej dotkniętej skutkami bestialskiego prześladowania Żydów przez Niemców. Komisja będzie się starała w miarę możności i środków oraz możliwości, z jakimi liczyć się trzeba w okupacyjnych warunkach życia kraju, nieść pomoc ofiarom hitlerowskich gwałtów”.
4 XII 1942 r. doszło do reorganizacji Tymczasowego Komitetu i przekształcenia go w podporządkowaną Delegaturze Radę Pomocy Żydom, dalej posługującą się kryptonimem „Żegota”. Tym samym Rada włączona została w struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Na jej czele stanął przedstawiciel PPS-WRN Julian Grobelny, a swych reprezentantów mieli w niej także ludowcy, syndykaliści, działacze konspiracyjnego Stronnictwa Demokratycznego i Frontu Odrodzenia Polski, a także Bundu i Żydowskiego Komitetu Narodowego. Nie było we władzach „Żegoty” ani członków PPR, ani członków Stronnictwa Narodowego.

Było ich więcej
W latach 1963–1989 izraelski instytut Yad Vashem nadał Polakom (właściwie obywatelom państwa polskiego w jego granicach z 1 IX 1939 r., z wyłączeniem Żydów) 1936 Medali „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata”. W sumie – indywidualnie i zbiorowo – otrzymało Medal 3012 osób, gdyż często jeden przyznawany był całej rodzinie. Polacy stanowili ok. 30% wszystkich w ten sposób uhonorowanych i ta proporcja będzie się już utrzymywała. Pod koniec 1999 r. na 16 552 posiadaczy tytułu i Medalu „Sprawiedliwego” było 5264 Polaków. Dziś, według szacunków Janiny Sacharewicz z Żydowskiego Instytutu Historycznego, na ok. 19 200 odznaczonych, Polaków jest ok. 5670.
Nie ulega wątpliwości, że naszych rodaków, którzy na to zaszczytne wyróżnienie zasłużyli, wciąż jest, a tym bardziej było przed laty, o wiele więcej. Zwracam uwagę, że aby przyznano Medal, wystąpić o to musiały przynajmniej dwie osoby uratowane. A przecież zdarzało się, że łańcuszek pomagających ludzi dobrej woli nagle, najczęściej na skutek donosu ludzi podłych, szmalcowników, ulegał przerwaniu. Ginęli wtedy z reguły zarówno ratujący, jak i ratowani, a więc ci, którzy mogli dać świadectwo otrzymanej wcześniej od Polaków pomocy.
Wielu uratowanych zmarło zapewne przed rokiem 1963, kiedy zaczęto nagradzać „Sprawiedliwych”. Uratowani dzięki pomocy Polaków Żydzi także nie zawsze poczuwali się do obowiązku wystąpienia do Yad Vashem z wnioskiem o Medal dla tych, którym zawdzięczają przeżycie Holocaustu. Nie wszyscy ratujący Żydów Polacy dopominali się po wojnie, by za swą okupacyjną działalność otrzymać słowo podzięki, nie mówiąc już o innej formie uznania ich zasług. Niekiedy, szczególnie na wsi lub w małych miasteczkach, ratujący mogli się obawiać potępienia ze strony lokalnych społeczności, ale nie tylko ze względu na antysemityzm (co zazwyczaj się podkreśla), lecz z uwagi na pretensje o narażanie sąsiadów na okrutne represje okupanta.

Obowiązek
Jednak żyli wśród nas, lub żyją nadal i tacy Polacy, którzy pomoc ukrywającym się Żydom – co prawda najczęściej zasymilowanym, swym dawnym kolegom czy znajomym – traktowali jako coś zrozumiałego, naturalnego, niemal obowiązek przyzwoitego człowieka, polskiego patrioty, chrześcijanina. Coś, co nie tylko nie wymagało żadnej nagrody, ale także nawet głośnego o tym mówienia.
Nie oni o sobie, ale my o nich powinniśmy mówić i pisać. Choć już 28 X 1963 r. Władysław Bartoszewski wraz z Marią Kann posadzili w Jerozolimie drzewko w Alei Sprawiedliwych w imieniu „Żegoty” jako organizacji, której Yad Vashem niemal w pierwszej kolejności przyznał należny jej Medal, dziwić może fakt, że nie zdążono nim odznaczyć żyjących jeszcze, szczególnie zasłużonych współpracowników Rady Pomocy Żydom. Nie doczekała się tego zmarła w 1988 r. Izabela Kuczkowska ps. „Iza”, łączniczka Ireny Sendlerowej. Dopiero w 1999 r. wręczono go Stanisławowi Papuzińskiemu (a zarazem jego zamordowanej 26 IV 1944 r. w ruinach getta żonie – Zofii Wędrychowskiej).
Wymienione przed chwilą cztery osoby – nierozerwalnie związane z działalnością „Żegoty”, bohaterowie Polski Walczącej i Polskiego Państwa Podziemnego – znalazły się na liście ośmiu osób, którą sporządzono 28 IV 1944 r. najprawdopodobniej w Referacie IV C (Żydowsko-Komunistycznym) wywiadu Narodowych Sił Zbrojnych. Na tej samej liście widnieje również nazwisko Aleksandra Kamińskiego, autora „Kamieni na szaniec” i redaktora naczelnego „Biuletynu Informacyjnego”. Na innej liście, zestawionej przez tę samą komórkę i zatytułowanej „W robocie”, umieszczono Ludwika Widerszala, ofiarę kainowej zbrodni, popełnionej 13 VI 1944 r.
Kończę apelem do trzech historyków, znanych mi osobiście, odznaczonych Orderem Orła Białego – Władysława Bartoszewskiego, Bronisława Geremka i Karola Modzelewskiego. Sugeruję im, by wystąpili do Kapituły Orderu z wnioskiem, by to najpiękniejsze i najwyższe odznaczenie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej przyznano osobie, której nazwisko stało się niemal symbolem działalności „Żegoty” – 92-letniej Irenie Sendlerowej.
Latem gościłem w domu grupę amerykańskich dziewcząt z Uniontown w stanie Kansas, które napisały o Sendlerowej sztukę teatralną. Rozmawiając z nimi, niewiele mogłem powiedzieć o tym, jak kobieta, dzięki której uratowano w Polsce kilkaset żydowskich dzieci, czczona jest we własnej Ojczyźnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 51-52 (2789),
22-29 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl