Rekolekcje z Zacheuszem (4)


„Dzisiaj!”

Ks. Grzegorz Ryś


– Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. – Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

Oto finał spotkania, któremu przyglądaliśmy się przez ostatnie cztery tygodnie, w przekonaniu, że to spotkanie dotyczy nas samych. Że jest jakąś ikoną tego, co może dokonać się między nami a przychodzącym w Adwencie Panem. Komentując ten dialog we wspominanym już poprzednio wielkoczwartkowym „Liście do kapłanów” na rok 2002, Jan Paweł II mówi jeszcze konkretniej: to jest ikona właściwie przeżywanego sakramentu pojednania! Sakramentu, w którym niesłychane miłosierdzie Boga „spotyka się w końcu z odpowiedzią człowieka. Zacheusz, czując się traktowany jak syn, zaczyna myśleć i zachowywać się jak syn, i pokazuje to na nowo odnajdując braci” (nr 8). W tym momencie już wiemy, że wejście Jezusa do jego domu zaowocowało w życiu Zacheusza autentycznym nawróceniem. O to właśnie chodzi w tym, co w praktyce sakramentu pojednania nazywamy „pokutą” albo „zadośćuczynieniem”: chodzi o autentyczność.
Bo przecież nie o zapłatę! Nie płacimy za grzech (za grzechy Zacheusza, moje, Twoje, nasze i całego świata zapłacił Chrystus). Ani tym bardziej za przebaczenie: ono przyszło do Zacheusza d a r m o – Papież mówi: „ubiegło go”. Było szybsze niż jakakolwiek myśl o ewentualnej zmianie życia: „Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8), a nie wtedy, gdyśmy postanowili już nimi nie być! To właśnie doznane miłosierdzie wyzwala dobro w celniku-bogaczu. Zacheusz nie ogranicza się przy tym wcale do ciasno rozumianego – wymaganego prawem (tak mojżeszowym, jak rzymskim) – „zadośćuczynienia” (zwrot czterokrotnej wartości skradzionego mienia); a u t e n t y c z n o ś ć jego wyboru dobra wyraża się pierwszą deklaracją: „połowę mego majątku daję ubogim”. O to właśnie chodzi w zadośćuczynieniu: nie płacę, ale zaczynam marsz w drugą stronę; zaczynam iść dokładnie w odwrotnym kierunku niż ten, w którym zmierzało dotychczas moje życie. Był niewolnikiem pieniądza i niepohamowanej chęci bogacenia się – „pokutą” musi być wspaniałomyślna jałmużna. Taka, która pozwoli mu doświadczyć smaku podarowanej przez Chrystusa wolności. Inaczej mielibyśmy do czynienia z jakąś grą pozorów, fikcją, właśnie: nie-autentycznością. Skoro to rozumiemy, czy nasza spowiedź może pozostać dziś taka sama, jaką była jeszcze wczoraj?
Papież mówi o tym jeszcze inaczej. Mówi, że w spotkaniu z Zacheuszem Chrystus pokazuje, jak unikać dwóch skrajnych niebezpieczeństw w sprawowaniu sakramentu pokuty: r y g o r y z m u i l a k s y z m u. Tu nie miejsce na naszpikowany uczoną terminologią wykład z dziedziny „spowiednictwo”; warto przecież przyjrzeć się sobie i zapytać, czy zbyt prosto nie gorszę się grzechem (rygoryzm) lub czy go nie banalizuję (laksyzm). Zacheusz pokazuje, że postawą przeciwną do laksyzmu jest po prostu wzięcie na siebie odpowiedzialności za swoje czyny: skrzywdziłem – wynagradzam. Konsekwencja. Dojrzałość. Postawy, o które tak trudno na co dzień. Postawy, za którymi tęsknimy w polskiej rzeczywistości: tu i teraz.
Pokuta, zadośćuczynienie, konsekwencja, jałmużna, autentyczność – ktoś może powie: robi się „ciężko” („a miało być tak pięknie...”). Uważajmy, tak naprawdę nie na tym polega trudność w naśladowaniu Zacheusza. Jest w jego postawie coś, co naśladować jest o wiele trudniej. To mianowicie, że Zacheusz nawraca się DZISIAJ!
„DZIŚ zbawienie stało się udziałem tego domu, bo i on jest synem Abrahama”. A wcześniej, jeszcze „w cieniu sykomory”: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem DZIŚ muszę się zatrzymać w twoim domu”. 
Przypadek? Zwykła logika narracji? Więc poszerzmy nieco perspektywę. Poszukajmy tekstów „podobnych”.
Umierający Mojżesz mówi na łożu śmierci do Izraelitów: „Weźcie sobie do serca te wszystkie słowa, które ja wam DZISIAJ ogłaszam” (Pwt 32, 46). Psalmista (codziennie zaczynamy tym tekstem modlitwę brewiarzową): „Obyście usłyszeli DZISIAJ głos Jego: »Nie zatwardzajcie serc waszych jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa«” (Ps 95,7-8). Jezus w synagodze w Nazarecie: „DZIŚ spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21) i do Dobrego Łotra na krzyżu: „Zaprawdę, powiadam Ci: DZIŚ ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43).
Najbardziej zdecydowanie jednak pisze o tym Autor Listu do Hebrajczyków: „Zachęcajmy się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co »DZIŚ« się zwie. (...) Dlatego Bóg na nowo wyznacza pewien dzień – »DZISIAJ« (...) Spieszmy się więc” (Hbr 3,13 i 4,7).
„Dzisiaj” jest najtrudniejsze w nawróceniu. Historia zbawienia rozgrywa się „dzisiaj”; i Chrystus mówi: DZISIAJ chcę się zatrzymać u Ciebie. Nie jutro. Nie pojutrze. Nie za rok. Dzisiaj: w ten Adwent. I w to Boże Narodzenie. Teraz, gdy to piszę. Teraz, gdy to czytasz. Niełatwo jest nawrócić się dzisiaj. Wystarczy sięgnąć do „Wyznań” św. Augustyna, by się o tym przekonać: „Chociaż ze wszystkich stron mi okazywałeś, że taka jest prawda, i byłem już o tym zupełnie przekonany, umiałem Ci odpowiadać tylko sennymi słowy omdlałego czlowieka: »Jeszcze chwilę! Jeszcze tylko chwilę! Poczekaj nieco...«. Lecz ta chwila za chwilą przekraczała wszelką miarę chwil; i to »czekanie nieco« ciągle się przedłużało. (...) Mówiłem sobie w głębi duszy: »Niech się już stanie!« – i same te słowa zdawały się mnie prowadzić na próg decyzji. Już prawie ją podejmowałem – i powstrzymywałem się. (...) Walczyły we mnie dwie wole, dawna i nowa, cielesna i duchowa, i w ich zażartym zmaganiu roztrwaniała się moja dusza... W tej walce byłem po obu stronach”. Jedne z najbardziej uczciwych słów w historii Kościoła. Augustynowe zmaganie o „dzisiaj” trwało z górą piętnaście lat.
Jednakże owo „dzisiaj” ma także charakter wyzwalający. Przede wszystkim wyzwala spod ciężaru przeszłości. Przeszłość już od nas nie zależy. Trzeba wziąć za nią odpowiedzialność; trzeba spróbować unieść i tam, gdzie się da, łagodzić jej konsekwencje – jak Zacheusz. Ale zmienić się już jej nie da. Dlatego właśnie nieraz przeszłość może się w życiu człowieka przeobrazić w kłodę na drodze do sakramentu pojednania: „to, co zrobiłeś, jest przerażające; nie ma już dla Ciebie przebaczenia; jesteś chodzącym potępieniem”... 
„Dzisiaj” wyzwala także od obsesyjnego lęku przed tym, co jutro. Ten lęk także może człowieka powstrzymywać przed spowiedzią: „nie ma sensu: to nic nie zmieni! Już jutro będziesz żył tak samo, jak dziś. Przecież inaczej się nie da. W każdym razie, ty nie potrafisz. W końcu tyle razy próbowałeś”...
Może to zabrzmi szokująco, ale – paradoksalnie – w sakramencie pokuty nie liczy się jutro. Liczy się DZIŚ. Liczy się to, czego TERAZ chcemy od siebie, od życia, od Boga; jaką TERAZ mamy wizję wartości; jak teraz oceniamy dobro i zło.
„Dzisiaj” jest wyzwalające. To jest właśnie adwentowa nadzieja. To są życzenia na Boże Narodzenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 51-52 (2789),
22-29 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl