Otwarte listy


Trzy listy

JACEK PODSIADŁO


Do ks. Adama Bonieckiego
W ,,Gazecie Wyborczej” znalazłem wypowiedź publicysty-felietonisty „TP”, która mnie zaszokowała. Czy stwierdzenie pana Jacka Podsiadły, że wpuszczenie do szkół katechetów rzymskokatolickich niesie ze sobą spustoszenie duchowe i intelektualne, w tak poczytnej gazecie jak „GW”, jest do pogodzenia z jego miejscem na stronach „TP”?
Czy takie jest również stanowisko Księdza Redaktora? Redakcji „TP”? A jeśli nie, to co dalej z takim felietonistą?!
Jestem czytelnikiem „TP” od lat czterdziestych i niejedną wpadkę czy przekręt w Waszych publikacjach przeżyłem, ale takiej nieodpowiedzialności nie widziałem i nie mogę przyjąć.
Młodszy mój brat jest katechetą i wiem, jak trudna jest to praca i jak niewielu katechetów jest w stanie jej podołać. Nie upoważnia to jednak Jacka Podsiadły do takiej wypowiedzi pod szyldem „TP”, nawet jeśli uważa, że jest to prawdą [?!?].
Uważam, że po tej wypowiedzi nie powinno być miejsca dla niego u Was.
Z poważaniem

Bolesław Bolanowski

 



Do Bolesława Bolanowskiego
Wprawdzie nie pisał Pan do mnie, ale tak bardzo na mój temat, że pragnę Panu odpowiedzieć. Pańska próba zwolnienia mnie z pracy jest wielce zabawna. Ilekroć będzie mi smutno, będę ją wspominał. Zadziwiająco niewiele nauczyła Pana trwająca półwiecze lektura „Tygodnika Powszechnego”. Nauczyła Pana, że jeśli „stanowisko Księdza Redaktora” i „Redakcji” niezgodne jest ze stanowiskiem felietonisty, należy zastanowić się, „co dalej z takim felietonistą”?
Przykro mi to mówić, ale myli się Pan. Otóż sytuacja, o jakiej Pan mówi, wymaga w jednakowym stopniu zastanowienia się, co dalej z takim felietonistą, co „co dalej z taką Redakcją”. Bo los nas wszystkich wisi na jednakowo kruchym, choć niekoniecznie tym samym, włosku. Owszem, Redakcja może mnie zwolnić, co Pan jej sugeruje. Jednakowoż ja, jeśli na przykład dobry Bóg sprawi, że za rok z okładem stanę się latyfundystą, mogę Redakcji nie zatrudniać. Widzi Pan teraz tę cudowną równowagę panującą w naturze?
A zwierzę się Panu jeszcze, czego m n i e nauczyła trwająca ledwie od lat 80. wyrywkowa lektura „Tygodnika”. Nauczyła mnie, że nieładnie jest odbierać możliwość wypowiedzenia się tym, z którymi się nie zgadzamy, od których czujemy się mądrzejsi, nad którymi mamy władzę etc.; i że jeśli już im tę możliwość odbieramy, to po to wymyślono kwadratowy nawias, abyśmy przynajmniej w nim wyjaśniali, skąd bierzemy P r a w o do pozbawiania ich głosu.
Poczytność „GW” nie ma nic wspólnego z prawem do wypowiadania własnych sądów na jej łamach. Zawsze i pod każdym szyldem wolno mi mówić to, co uważam za prawdę, aczkolwiek szyld „TP” nie był ze mną przez „GW” uzgadniany i wypowiadałem się jako Jacek Podsiadło w swej psychosomatycznej jedni i całości.
Nie uważam, że po tej wypowiedzi Pański brat powinien przestać z Panem rozmawiać.

Jacek Podsiadło


Bolesław Bolanowski przysłał cytowany list także do mnie i ja na ten list odpisałem. Odpowiedź moja – zresztą znacznie bardziej zwięzła – zawierała mniej więcej to, co napisał wyżej Jacek Podsiadło.

Ks. Adam Boniecki 







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 51-52 (2789),
22-29 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl